Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

1.9.16

Wierni towarzysze Strzały 7



***

- Oliverze nie, uspokój się! - wrzasnął Diggle na tyle głośno, że łucznik na moment zatrzymał się.
Queen klął jak szewc. Głos mu się łamał, bo powoli docierało do niego, co tak naprawdę się stało.
- Zapłacisz mi za to przeklęta dziwko!- wrzasnął w stronę Łowczyni, po czym wyciągnął strzałę z kołczanu i napiął łuk w gotowości do strzału. Jeśli kiedyś miał jakieś zahamowania co do zabijania to teraz nie było po tym nawet krzty śladu.
- Oliverze, ona żyje! - zawołał czarnoskóry mężczyzna. - Żyje, słyszysz? Chodź tu! Sam nie dam rady.
Blady mężczyzna, dysząc ciężko odrzucił strzałę i opuścił luk. Podszedł szybkim krokiem do Johna, który drżącymi rękami próbował odwrócić bezwładną dziewczynę. Krew płynęła obficie. Nieprzytomna Felicity oddychała chrapliwie.
- Uszkodzone płuco - rzucił fachowo Diggle i zacisnął zęby. - Potrzebne nam koce, coś pod nogi i opaska do zatamowania krwotoku.
Oliver siedział nieruchomo. Wpatrywał się tępo w bladą twarz i nieruchomą postać. Na jego twarzy malował się paniczny strach. Po raz pierwszy w życiu nie był zdolny do jakiegokolwiek działania. Tyle krwi, zdecydowanie za dużo krwi powtarzał w myślach. Diggle również wyglądał na kompletnie wytrąconego z równowagi. Bezradnie patrzył na Felicity, jednak mimo to próbował coś zrobić.
- Oliverze potrzebujemy koce! Ona ma wstrząs pourazowy! - wrzasnął po raz kolejny Digg.
Queen w końcu się ocknął, zaczęła się nerwowa bieganina. Oliver dotarł do jednego z budynków i znalazł jakiś koc i narzutę na łóżko, po czym z powrotem biegł w stronę Johna. Czarnoskóry mężczyzna nadal uciskał ranę. Łucznik zrolował koc i wsunął go pod nogi rannej. Łzy spływały mu po policzkach, choć nawet ich nie zauważył. Zrobił swoje i odsunął się na bok.
- Co z tą karetką! - krzyknął Diggle.
W tej samej chwili z daleka dobiegło go wycie syreny, zagłuszając szum wrzeszczącej Heleny. Oliver tak mocno ściskał dłoń Felicity, że aż jej kostki pobielały. Miał nieruchome i zapadnięte oczy. Klęczał bez ruchu, nieświadomy nerwowej krzątaniny Johna i krzyków Heleny. Panna Smoak miała spierzchnięte usta. Dygotała na całym ciele i pojękiwała boleśnie. Ten dźwięk sprawił, że Oliver oprzytomniał i zmobilizował się wreszcie do działania. Odgarnął jasne włosy zasłaniające pobladłą twarz.
- Nie ruszaj się, kochanie - powiedział schrypniętym głosem. - Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie. Wyjdziesz z tego. Cholera jasna, gdzie ta karetka! - krzyknął nieswoim głosem, w którym pobrzmiewał strach.
- Już przyjechała - odparł Diggle, dajac znak sanitariuszom, żeby szybciej do nich podeszli. Wkrótce pojawił się też radiowóz policji Star City. Wyskoczył z niego Quentin Lance oraz kilku jego podwładnych.
Oliver nadal z całej siły ściskał dłoń Felicity. Oprzytomniał na moment i popatrzył na ranną w rękę Helenę, która jęczała klęcząc na zimnej posadzce.
- Zabierzcie ją do pudła zanim ją zabije gołymi rękoma! - wycedził przez zaciśnięte zęby. Ponure spojrzenie łucznika stanowiło dobitne potwierdzenie tych słów. Nie przesadzał. W obliczu takiej tragedii mógł zapomnieć o jakimkolwiek honorze, człowieczeństwie czy nawet o przysięgach, których planował dotrzymać. Gdyby panna Smoak umarła, nie ręczyłby za siebie. Wtedy pozostałaby mu tylko zemsta. Pod wpływem mdlącego strachu dygotał na całym ciele. Przypomniał sobie, że tak samo trzymał za rękę umierającego ojca, był z nim do ostatniej chwili. Bał się okropnie, ale teraz tamto przerażenie było mało znaczące. Śmiertelny strach o jego partnerkę ściskał jego serce niczym żelazna obręcz. Queen uporczywie wpatrywał się w zbolałą twarz Felicity. Oddałby duszę diabłu byleby tylko ulżyć jej w cierpieniu. Mimo desperackich wysiłków Johna krew nadal tryskała z rany. Podbiegli do nich sanitariusze. Działali szybko i sprawnie. Oliver nie odszedł od Felicity i nie puścił jej dłoni. Kładąc ranną na noszach musieli go obchodzić. Potem wsiadł z nimi do karetki.
- Nie dajcie jej umrzeć - szepnął ponuro Lance do lekarza kierującego akcją ratunkową. - Zanim odjedziecie spróbuje odebrać mu kołczan i łuk. - Wsiadł do karetki i zagadnął łucznika, który słyszał go jak przez mgłę, ale pozwolił zabrac sobie "broń". Quentin wysiadł i nim zamknął drzwi od karetki, raz jeszcze popatrzył na zamaskowanego mężczyznę pochylonego nad panną Smoak.
- Będzie żyła? - spytał Diggle.
- Nie wiem - po kilku chwilach odparł detektyw Lance. Oficer dyżurny podszedł do niego, pytajac o rozkazy.
- Skujcie pannę Bartinelli, tylko porządnie i zawieźcie do więziennego szpitala. - polecił.
- Potrzebuje lekarza! - wrzeszczała Helena. - Jestem ranna! Krwawię wy bezmózgie patafiany!
- Jeden podejrzany ruch i wylądujesz w prosektorium - odparł Lance. Błyskawicznie wyciągnął colta i wycelował go w twarz dziewczyny, tym razem przerażonej tym pokazem. - Zabierzcie ją! - dodał chłodno. - Oskarżymy ją o napad i usiłowanie morderstwa, zobaczymy co jeszcze będzie można jej zarzucić na chwilę obecną.
- Tak jest! - odparł służbiście jeden z policjantów DPSC.
- Dzisiaj chybiłam ale następnym razem bardziej się postaram zabić tego sukinsyna, którego nazywacie Aniołem Stróżem Star City! - awanturowała się Helena. - Nie daruje mu! Skrzywdził mnie i poniesie tego konsekwencje! Przysięgam!
Quentin Lance nie zwracał uwagi na jej pogróżki. Wręczył podwładnemu kuszę i pistolet.
- Kusza i smith&wesson należą do Heleny Bartinelli. Postrzeliła z nich Felicity Meghan Smoak. Schowaj je w moim gabinecie.
- Spokojna głowa, szefie. Już się tym zajmuje. - rzekł oficer dyżurny, po czym szybko oddalił się.
- Twój przyjaciel chyba powinien się przebrać, inaczej będzie wzbudzał w szpitalu zbytnie zainteresowanie - rzekł Lance do czarnoskórego mężczyzny.
- Zobaczę co da się zrobić - odrzekł Diggle po czym kiwając głową do Lance, oddalił się szybko z miejsca, zabierając ze sobą łuk i strzały bojownika.


***

Gdy Diggle ponownie pojawił się w szpitalu, towarzyszyły mu Thea Queen i Laurel Lance. Oliver już lekko przebrany siedział w poczekalni. Wyglądał jak z krzyża zdjęty. Biała koszula i ciemne spodnie poplamione były krwią Felicity. 
Podniósł głowę słysząc ich kroki. - Zabrali ją na chirurgię - powiedział  - Operuje Cash Copper. 
- Jest tu najlepszy - przypomniała cicho Thea. 
- W karetce jęczała przez całą drogę. - ciągnął Oliver. Sprawiał wrażenie jakby mówił sam do siebie. - Nie mogła oddychać. Bałem się, że nie dowieziemy jej żywej. - Przymknął oczy. 
- Postrzał w klatkę piersiową to poważna sprawa - powiedział cicho Diggle. - Felicity miała mnóstwo szczęścia, gdyby dostała w brzuch byłoby znacznie gorzej. 
Queen spojrzał mu w oczy, jakby chciał upewnić się, że nie jest tak beznadziejnie. Potrzebował takiego wsparcia. Uspokoił się po tych słowach nieco. 
- Moim zdaniem operacja troche potrwa. Powinniśmy uzbroić się w cierpliwość. - wtrąciła Thea. 
- Muszą wyjąć kulę. - powiedziała Laurel. 
- Jeśli uznają, że to niebezpieczne dla rannej, mogą ją zostawić. Najważniejsze żeby zatamowali krwawienie. Potem jedynie silne antybiotyki i długi odpoczynek postawią ją na nogi. - dodał John, który po raz pierwszy w życiu widział taką bezradość w oczach Olivera. 
Queen wstał z krzesła i zaczął chodzić z kąta w kąt. Ręce wcisnął głęboko w kieszenie.

***

Wysoki, ciemnowłosy chirurg w zielonym fartuchu stanął w korytarzu. Rozejrzał się po poczekalni, szukając wzrokiem Olivera, który natychmiast podszedł do niego. Był posępny i wyraźnie zaniepokojony, przeczuwał najgorsze. 
- Co z nią? - spytał niecierpliwie. 
Cash Copper wzruszył ramionami. - Zatrzymaliśmy krwotok. Płuco podjęło oddychanie, ale ranna straciła mnóstwo krwi. Stan ogólny jest bardzo zły, do tego dochodzi niewyleczone zapalenie oskrzeli. To utrudnia rekonwalescencje. 
- Zapalenie oskrzeli? - powtórzył, jakby nie rozumiał co lekarz do niego mówi. 
- A nie mówiłem. - wtrącił swoje ulubione powiedzenie Diggle. - Twierdziła, że to banalne przeziębienie i nie chciała iść do lekarza. Musiałaby zapłacić za wizytę, bo jej ubezpieczenie nie obejmuje leczenia ambulatoryjnego. - skrzywił się John, powiedział za wiele i wiedział, że Oliver odbierze to jako cios w twarz, i nie pomylił się. 
Queen zacisnął powieki, jakby coś go zabolało. - Co dalej? - spytał cicho, zwracając się do chirurga. 
- Możemy się tylko modlić, żeby wyzdrowiała. - odparł. - Nie mogę wam nic obiecać, na razie musimy czekać. Na dwoje babka wróżyła, kolejne godziny będą decydujące. Przykro mi, zrobiłem wszystko co w mojej mocy. 
- Wiem i dziękuję - odparł stłumionym głosem Oliver. - Mogę ją zobaczyć? 
- Na razie nie. - odrzekł lekarz - Dopiero jak przewieziemy ją do izolatki będzie to możliwe. 
- Będę przy niej czuwać - wpadła mu w słowo Thea, uprzedzając Johna, który również chciał zaoferować swoją pomoc. 
- Tylko jedna osoba będzie mogła wchodzić do niej trzy razy dziennie, maksymalnie na piętnaście minut. - odparł lekarz tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Stan rannej jest poważny, nie wolno zakłócać jej spokoju. Chora nie potrzebuje żadnych wzruszeń. 
Oliver sprawiał wrazenie jakby to wszystko działo się poza nim. Kiedy jednak dotarł do niego sens słów lekarza, skinął jedynie głową. 
- Panie Queen proszę nie wariować. Niczego nie przyśpieszać. Wszystko się jakoś ułoży. - lekarz położył mu rękę na ramieniu, chciał chyba coś jeszcze dodać, ale zamilkł.
- Skąd ta pewność? - spytał ponuro jasnowłosy mężczyzna.
- Wiem swoje, poza tym jest w dobrych rękach. Będziemy nad nią czuwać, więc proszę nie panikować. - dodał kekarz, po czym skłonił się nisko i odszedł w stronę innych pacjentów.
Oliver chwilę tak stał, po czym odwrócił się do trojga ludzi, którzy byli z nim w tak trudnym dla niego czasie. - Cieszę się, że tu ze mną jesteście, ale jeśli pozwolą na odwiedziny, choćby bardzo krótkie, ja do niej wejdę - oznajmił stanowczo.
John miał taką minę, jakby zamierzał podważyć jego słowa, ale widząc upór swojego przyjaciela, dał za wygraną.
- Jeśli chcesz żebyśmy tu z tobą zostali, chetnie poczekamy. - powiedziała Thea, która stała blisko brata z zmiarem przytulenia go, dodania mu otuchy, ale znała go i wiedziała też, że nie był na to gotowy.
- Oczywiście - poparła ją Laurel, która nie zawierała wcześniej głosu. Martwiła się o Ollie'go, nie widziała go wcześniej w takim stanie, a ten widok łamał jej serce na milion kawałków.
- Wolałbym zostać sam, wracającie do domu - odparł Oliver. - Ja zostanę.
- Odwiozę was i wrócę - wtrącił Diggle do dziewczyn.
Queen spojrzał na niego, nie protestował, ba w ogóle się nie odezwał tylko skinął głową. Nie chciał być teraz sam, ale nie zamierzał się do tego publicznie przyznawać. Z drugiej strony kto inny go zrozumie jak nie John. Mało kto z nich miał do czynienia z ofiarami postrzałów, natomiast Oliver i Digg widzieli już niejedno, może wiec łatwiej będzie im znaleźć wspólny front w takiej chwili. Mężczyzna nie powiedział już ani słowa, tylko odwrócił się i pomaszerował w stronę korytarza prowadzącego na oddział intensywnej terapii. 

-----------------------------
Kochani po tym rozdziale chciałam rozstać się z tą historią definitywnie, ale sami widzicie, że chyba nie potrafię. Także we wrześniu ostatnia lub też nie, część przygód wiernych towarzyszy Strzały. W kolejce czeka opowieść o życiu Tommy'ego Merlyna, Laurel Lance itp. Mogą się tu znaleźć również crossovery z innymi bohaterami seriali ;) 




komentarze

  1. Zdecydowanie za szybko się czytało... :C Chcę więcej!!! :D
    Zostawiasz nas w takim momencie, że już nie wiemy czy będzie z nią źle czy dobrze... Ja oczywiście mam nadzieję na to najlepsze ^^
    Pisz, ile tylko się da! Czekam na ósmą część i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ani Lorak dziękuję za miłe słowa ;) He he, jestem znana w kończeniu rozdziałów w najmniej odpowiednim momencie ;) Szczerze to ja również nie wiem czy Felicity wybudzi się i czy da radę. Okaże się jak zabiorę się za 8 część. Dzięki śliczne i dla Ciebie również wszystkiego dobrego. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. CUDOWNY ROZDZIAŁ....CZEKAM NA KOLEJNY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy dzięki śliczne i również pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Świetne opowiadanie. Niby nie przepadam za tą tematyką, ale te przypadło mi do gustu. Zaobserwowałam i czekam na więcej!
    Pozdrawiam :)
    http://gloryhaul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ślicznie, no po jednym rozdziale to faktycznie mało można powiedzieć, bo historia sięga trochę czasu wstecz. Za miłe słowa dziękuję. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Nienawidzę cię za to że kończysz w takim momencie :( rozdział o wiele lepszy od poprzednich. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kaśka dawno Cię tu nie było ;) Miło, że wracasz i dziękuję, że moje rozdziały jednak są lepsze ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Fajny rozdział. Fajnie piszesz. Czekam na ciąg dalszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy dziękuję ślicznie i pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. @Anonimowy, kolejny rozdział już wkrótce, z racji tego, że to ostatnia część WTS, chce by kończył się jakoś w miarę sensownie. Póki co trwają przeróbki. ;) Na dniach powinien się ukazać.

      Usuń