Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

30.8.15

Wierni towarzysze Strzały 3



***
- Jednak przyszłaś - szczęśliwie powiedział Diggle, schodząc w dół po schodach do centrali i obserwując przy biurku komputer Felicity. 
- Cóż, mam jeszcze zrobić? Jesteście jak małe dzieci, nie umiecie beze mnie funkcjonować, włamywać się do bazy, uaktualniać sprzęt. - Felicity zaczeła dobrodusznie narzekać.
W odpowiedzi Diggle tylko się roześmiał i nagle znaleźli się obok siebie, a on objął dziewczynę ramionami. 
- Och, John - westchnęła - Zapomniałeś, że jestem delikatna i krucha? Chyba połamałeś mi wszystkie kości. 
- Przykro mi, Felicity nie myślałem o tym. - uśmiechnął się, pozwalając, by dziewczyna wyswobodziła się z jego uścisku. A potem z dziwnym uśmiechem zapytał: - Więc Oliver przeprosił cię zanim zaczął błagać, żebyś wróciła? 
- Nie, ale obiecał, że będzie na siebie uważać. I mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy, inaczej powiedziałam mu, że pasuje. - powiedziała stanowczo blondynka, siadając na krześle ponownie. 
- I kto tu zachowuje się jak dziecko. Dwoje upartych idiotów.  - ledwie słyszalnie powiedział Diggle, zdjmując koszulę. 
- O czym ty mówisz? - zapytała zaskoczona dziewczyna. 
- Och, o piwie, pogodzie i nowych strzałach - John uśmiechnął się. - A teraz przebieraj się, rozpoczynamy szkolenie - dodał głosem nie znoszącym sprzeciwu 
- Chyba kogoś to będzie bolało bardziej. - powiedziała zrezygnowana Felicity i poszła do pokoju, ukrytego  za ekranem, aby się odpowiednio do stuacji przebrać. 

*** 
-  Jestem w domu! - Oliver krzyknął, kiedy tylko jego nogi przekroczyły próg rezydencji. 
- Cześć, Ollie. Jak minął ci dzień? -  zapytała Thea, całując brata w policzek. 
- Co ciekawe, wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się. 
- Niestety, jestem chyba zmuszona zepsuć twój dobry nastrój - powiedziała dziewczyna, odwracając się do stołu i usiłujac sprzątnąć jakies leżace na nim papiery, przy okazji czegoś szukała. 
- Wątpię Speedy. -  mężczyzna uśmiechnął się. 
-  No to patrz jak mi się to udaje. - pokazała mu koperty. - Jest to zaproszenie dla ciebie i pana Diggle'a na uroczystość charytatywną dziś wieczorem - powiedział Thea, trzymając dla brata dwie koperty. - I pamiętaj, że musisz tam iść z dziewczyną. - dodala z nutką podstępu w głosie. 
- O cholera! Ty jednak wiesz jak zepsuć mi humor. Czy to obowiazkowe? - Zapytał z nadzieją w głosie Quen. 
- Nie jest to obowiazkowe oczywiście, prawda, ale pomyśl, jak wiele wysiłku nasza matka włożyła w ten wieczór. Ona będzie urażona, jeśli nie przyjdziesz, albo przyjdziesz całkiem samiuteńki. 
- No cóż, w takim razie na pewno coś wymyślimy - powiedział to tonem skazanego na śmierć... - Zobaczysz Thea wszystko będzie dobrze - pocałował siostrę w czoło, po czym dodał. - A teraz muszę juz iść - skierwał się do wyjscia, zamierzał jak najszybciej udać się do klubu, musiał pogadać z Diggle'm i to koniecznie....


***

-  Diggle, mam dla ciebie złe wiadomości. Wiesz, jest coś takiego ... - Nagle się zawahał. 
- Mów mi szybko co się stało - powiedział Diggle, pomagając Felicity wstać z podłogi. 
- Ty ćwiczysz? - Oliver zapytał, przyglądając się całej scenie. Felicity w dresie z jękiem wstawała z maty. Jedyną rzeczą, która uniemożliwia jej upadek, były ręce Diggle'a. Oliver nie mógł jej pomóc, dlatego tylko się w nią wpatrywał. Kosmyki blond włosów wydostały się z kucyka i okalały kilkoma pasmami jej twarz. Klatka piersiowa falowała dysząc, ale mimo to było w niej coś co można było określić mianem "prawdziwej determinacji". 
- Tak, tylko teraz mam spokój na conajmniej tydzień, juz czuje, że wszystkie kości mnie bolą. Nawet te o których istnieniu nie miałam pojęcia. To nie są ćwiczenia, to powolne tortury. - powiedziała dziewczyna biorąc ze stołu butelkę z wodą. 
- Nie jest tak źle, jak się wydaje na pierwszy rzut oka - uśmiechnął się Diggle. - Na 20 razy kiedy upadła na podłogę, za każdym razem wstawała, stary nigdy nie widziałem takiej silnej woli. Pozostaje tylko nauczyć ją, jak walczyć, a może uczyć z nas konkurencje. Przez długi czas nie widziałem takiego oporu. 
- Co, nie spodziewałeś się, że tak krucha dziewczyna tyle potrafi znieść? - Felicity uśmiechnęła się promiennie. 
- Felicity, zadziwiasz nas każdego dnia - powiedział Oliver z łagodnością, chętnie oglądał każdy ruch dziewczyny. Nie zastanawiał sie nawet, że te słowa padły z jego ust. 
- On to mówi na głos? - dziewczyna zapytała, zwracając się do Diggle. 
- Kaptur chyba nieźle grzeje cię w głowę - zaśmiał się John, widząc rumieńce Olivera. - Co to jest za pilna sprawa, o którym mówiłeś zanim zostałeś rozproszony przez naszą uroczą pannę Smoak. 
- Diggle! - Wrzasnął Queen z czystym wyrzutem w głosie. 
- A co ja jestem? Nie mam imienia? - Teraz John zaśmiał się, obserwując rumieńce Olivera, który starał się nie patrzeć w stronę Felicity. 
- Zmieńmy temat - powiedział Oliver głosem nie znoszącym sprzeciwu. - John, zostaliśmy zaproszeni na wieczorną imprezę charytatywną. Frekwencja obowiązkowa. Och i tak, trzeba przyjść z osobą towarzyszącą. 
- Cóż, w takim razie zaproszę Carly. Myślę, że ona sie zgodzi. A kogo ty bierzesz? - Z zainteresowaniem zapytał Diggle. 
- Ja ... hm ... nie myślałem o tym - rzekł nagle zakłopotany Oliver. 
- Naprawdę? To może zadzwoń do Laurel? 
- Co? Nie, myślę, że to nie jest dobry pomysł. 
- A dlaczego pierwszy raz nie słyszę w twoim głosie smutku z tego powodu - ledwie słyszalnym szeptem dodał Diggle, przechodząc koło Bojownika i siadając w fotelu. 
W odpowiedzi, Oliver posłał mu miażdżące spojrzenie. - Felicity zajęta jesteś dziś wieczorem? - Zapytał niepewnie facet. 
- Ja? Jeśli film i wiaderko lodów miętowych jest w klasyfikacji "zajęte" to tak. No wiesz, my ludzie z IT nie mamy życia osobistego - uśmiechnęła się. 
- Hm ... - mężczyzna zawahał się - A nie chciałabyś iść ze mną na tą imprezę charytatywną? 
- Ja? Z Tobą? Razem? To nie będzie randka? - dziewczyna trochę się zdenerwowała. 
- Nie, na pewno nie jest to randka - od razu odpowiedział Oliver. W oddalonym o kilka metrów fotelu zdało się usłyszeć stłumiony śmiech. -  Przyjadę po ciebie o ósmej? 
- No, wiesz, myślę, że lepiej będzie jak spotkamy sięwszyscy  na miejscu. A teraz muszę już iść - powiedziała informatyczka, zarzucając torbę sportową na ramię. - Konieczne jest odpowiednio wyglądać - widząc wzrok Oliver'a, pośpiesznie dodała: - No cóż, to impreza charytatywna, a my będziemy tam razem. Jako przyjaciele, oczywiście, ale wciąż razem.. - Felicity nagle zaczerwieniła się  i szybko skierowała się do wyjścia. - Do zobaczenia wieczorem - krzyknęła na pożegnanie.
Kiedy tylko za dziewczyną zamknęły się drzwi, czyjś gromki śmiech po raz kolejny przeciął pomieszczenie. - Zamknij się, Diggle - Oliver uśmiechnął się, rzucając w swojego przyjaciela kolejną poduszką. 

10.8.15

Wierni towarzysze Strzały 2


***
Następnym razem Oliver pojawił się w "Jaskini Arrowa" dopiero w godzinach wieczornych. Najdziwniejsze, że po porannej rozmowie z Felicity czuł takie ciepełko w sercu. To uczucie nie opuszczało go przez cały dzień, a jeśli ktoś go obserwował, to na pewno mógł zauważyć uśmiech na twarzy mężczyzny. I nie była to maska jaką zakładał po powrocie z wyspy, ale autentyczny uśmiech. Udał się do piwnicy, trzymając kilka pakietów hamburgerów i frytek w jednej ręce i kilka koktajli mlecznych w drugiej. John Diggle i Felicity Smoak już tam byli. Czarnoskóry mężczyzna ćwiczył na macie, a dziewczyna siedziała przed monitorem komputera, zawzięcie coś sprawdzając.
- Oto jestem. Zmęczeni czekaniem? - Queen krzyknął z dołu schodów.
- Och, jedzenie - rozpromieniła się Felicity, odwracając głowę w jego stronę, a widząc znajome torby, dodała - Jestem tak głodna, ze zjadłabym nawet Diggle'a - zaśmiała się dziewczyna. - Nie żebym lubiła ludzkie mięso - zaczęła natychmiast się usprawiedliwiać - w mojej rodzinie nie było kanibali, ale w niektórych plemionach afrykańskich takie praktyki są nadal w modzie.
- Feli...city, zapomnijmy o kanibalach i smakujmy te daniowe "delicje". - zaśmiał się Oliver, zbliżając się do stołu z tym prostym lunchem. Piętnaście minut później, dobrze nakarmieni i szczęśliwi członkowie zespołu , nadal zastanawiali się jak rozgromić tego bandytę, tylko Oliver, pogrążył się we własnych destrukcyjnych myślach... Mimo to, że Arrow jest zwinny i silny, nie był, na pewno w stanie być nagle kuloodporny. Potrzebował pomocy nawet jeśli uparł się na jednoosobową batalie. 
- Może nie pójdziesz tam sam? - powiedziała dziewczyna. - Diggle może ci pomóc. Tak dla pewności.  
- Co to ​​jest? Słyszę w twoim głosie niepokój? - zapytał ze zdziwieniem Oliver. 
- Oczywiście, że martwię się o ciebie. Dobrze, jestem zdecydowanie mocno zaniepokojona. W każdym razie, Ciebie to nie martwi? - Nagle się zarumienił. - O wiele bardziej martwię się o sukces operacji - powiedziała, wstając i spoglądając na niego z pewnego rodzaju żalem w błękitnych oczach. - A dla ciebie to za mało. - Ostatnie zdanie wypowiedziała już w znacznej odległości od mężczyzn i tak cicho, że Oliver nie był pewny czy naprawdę to usłyszał.. 

***

- Tutaj! Wiedziałam! - Blondynka rozpłakała się, widząc, jak Diggle przynosi do siedziby zakrwawione ciało, nieprzytomnego Łucznika... - On wie, jak sprawić, by adrenalina zawrzała w żyłach wszystkimw pomieszczeniu. Nie, umie usiedzieć w domu i zrobić sweter na drutach, dla przykładu. Za to jeździ 100 km/h swoim Ducati i strzela z łuku i proszę jaki mamy tego rezultat. - Z wyrzutem w głosie powiedziała dziewczyna. W kilka sekund znalazła się obok Johna i pomogła przenieść mu, Olivera na blat. Następnie, szybko podłączyła go do odpowiedniej aparatury i próbowała znaleźć ranę postrzałową. - Cholera, dlaczego tej kuli nie widać! - krzyknęła dziewczyna. - Felicity przynieś mi szybko wodę i ręcznik. 
- A co to jest moja kara, ja mu kazałam tam jechać? I, nawiasem mówiąc, mam słaby żołądek, a mamy przed sobą Olivera - była oburzona ale zrobiła to o co John ją poprosił, komu jak komu ale jej najbardziej zależało na życiu Queen'a choć sama jeszcze o tym nie wiedziała. 
Po zmyciu całej krwi i skrzepów, w końcu znaleźli płytką ranę tuż pod żebrami. Zdezynfekowali ją i upewniając się, że nie zagraża mu zakażenie, John starannie zeszył ranę. Dając przy tym pannie Smoak chwilę wytchnienia. Kiedy to się stało, zostawił dziewczynę i poszedł na górę odnieść apteczkę i skorzystać z toalety. 
- Przystępując do zespołu nie wiedziałam, że ciągle będę patrzeć jak umierasz - westchnęła. - To już zdarza się po raz drugi - powiedziała do Olivera, który nadal był nieprzytomny. - Ale teraz mogę na spokojnie cię doglądać, a przy okazji włamać się do bazy danych CIA. - Mimo oburzenia, Felicity zdała sobie sprawę, że czas spędzony w podziemiach klubu, w towarzystwie Olivera, był dla niej najlepszy w życiu. Wiedziała, że nigdy mu o tym nie powie, nie odważy się. Poza tym nie była pewna czy bardziej pociąga ją przystojny miliarder za dnia, czy nocny Bojownik, który skrywa się za zielonym kapturem. Przypominała sobie sytuacje, kiedy Oliver przykładał palec do czoła, gdy zobaczył jak ona z podziwem patrzy na niego podczas treningu, albo ukradkiem obserwując, jak on ostrzy strzały. A jeśli ktoś widział ją patrzącą teraz na niego, to mógł zobaczyć jak bardzo jest przejęta i jak drży o jego życie. Bała się, że któregoś razu zgaśnie jego serca bicie i Queen nie zrozumie jak kruche jest życie. Wiedziała, że ta sytuacja na zawsze ją odmieni. Myślała o tym co się z nią stało, kiedy zobaczyła jego zakrwawioną ciało w ramionach Diggle'a, który nie mówi kompletnie nic, nie powtarza, ze wszystko będzie dobrze, nie uspokaja jej ani tym bardziej siebie. Tak jakby musieli być przygotowani na najgorsze... Ale zdając sobie sprawę, że to życie Olivera, dziewczyna zmusiła się, żeby się uspokoić i zabrać do pracy. Wzięła mokry ręcznik i delikatnie dotknęła stłuczonego ciała, westchnęła i dreszcz przebiegł po jej ciele, jednak zrobiła wszystko by się upokoić i delikatnie zmyć krew. - To mój najlepszy plan na sobotni wieczór. - szepnęła. 


***

Przez całą noc oboje siedzieli w siedzibie, czuwając przy Queen'ie, a on po prostu obudził się rano. 
- Co wy tu robicie? Nie powinniście być gdzieś indziej o tej porze? - Zapytał, wstając z kanapy. 
- Co? Co ty powiedziałeś? - Cicho, ale groźnie zapytała Felicity. - No, popatrz na niego - odwróciła się do Johna - Jakby kilka godzin temu nie wykrwawiał się na blacie, a John nie zszywał ci rany, a ja jej bym nie obmywała to rzeczywiscie wolelibyśmy być gdzieś indziej, a nie patrzeć jak umierasz. Naprawdę wolałabym nie modlić się do Boga i nie prosić go, by mi ciebie nie odbierał, nie teraz, nie w taki sposób! 
Diggle taktownie postanowił milczeć.
- Felicity, już wszystko w porzadku, to nie to samo, jestem już duży. - Oliver uśmiechnął się.
- Co ja ci zrobiłam? Miało tu miejsca dla nas trojga? Czy nie pamiętasz co przeszliśmy z Johnem?
Queen tylko spuścił wzrok, a ona nie czekając na odpowiedź, chwyciła torbę i ruszyła do drzwi. Spojrzała tylko na niego wzrokiem typu "spróbuj za mną pójść, a pożałujesz" i wyszła.
- Co z nią? - Oliver zapytał Diggle'a.
- Mnie pytasz? - Uśmiechnął się, a następnie zatrzymał się na chwilę i dodał: - Kobiety... wszystkie są takie dziwne...

***

- Oliver wpatrujesz się w ten jeden punkt już dobre dwadzieścia minut, poza tym jesteś zbyt milczący nawet jak na ciebie. Jak tak dalej pójdzie to wkrótce zmienisz się w posąg - powiedział Diggle, kładąc papiery na stole. 
- Co? Co? O czym mówisz? - Mężczyzna zapytał zdezorientowany, podchodząc bliżej przyjaciela. Widząc zaniepokojone spojrzenie John'a,  pośpieszył się, aby dodać: - Wszystko jest  porządku, potrzebowałem się na chwilę wyłączyć. 
- Wow, to rzeczywiście chwila - Diggle roześmiał się. - A o czym takim myśli bohater Starling City? 
- O niczym konkretnym - Queen gestykulował dłońmi. - Felicity nie pojawiła się w kryjówce od kilku dni, myślisz, że nic jej nie jest? - Dodał 
- Brakuje ci jej? - John uśmiechnął się. - Oliverze, jeśli tak martwisz się o nią to może powinieneść pójść do QC i sprawdzić to?
- Pewnie nic się nie stało. Ostatni raz widzieliśmy się w niezbyt dobrym momencie, ona dosłownie krzyczała na mnie bez powodu. Nie winię jej, że zostałem ranny. Ale nagle o tą sytuację jest tak zła? - Zastanawiałsię Bojownik. 
- Wiesz, czasem naprawdę zaczynam myśleć źle o tobie. Powiedz mi, Oliverze jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? 
- O czym ty mówisz? Czemu mam być głupi? - Queen zmarszczył brwi. 
-  A więc jesteś głupcem. - Diggle szepnął mu tylko do ucha i zaczął wspinać się po schodach do klubu. 


*** 

Felicity spojrzała na ekran komputera, starając się nie myśleć o tym, co ostatnio zaszło, starała się jednymi słowy nie myśleć o Oliverze. Kiedy prawie jej się to udało, przy drzwiach, pojawił się właśnie on. Nawet zapukał i dopiero jak kiwnęła głową, wszedł do srodka. 
- Widzisz, tym razem zapukałem - Oliver uśmiechnął się, zamykając za sobą drzwi. 
- Tak, to bardzo kulturalne z twojej strony. Co ty tu robisz? 
- No cóż ... - zawahał się mężczyzna - Przez kilka dni nie pojawiłaś się w naszej kryjówce i zacząłem się martwić. Wszystko w porządku? Nie rozmawialiśmy po ostatniej naszej kłótni. 
- W porządku - powiedziała i zaczęła zastanawiać sie czemu Oliver miałby się o nią martwić. "On nie może ... nie, oczywiście, że nie. A w ogóle, nie myśl o tym, Felicity, nie myśl, że przechodzi tutaj, bo jesteś członkiem zespołu, a bez ciebie będzie trudniej się włamać do innych baz danych..." 
- Felicity, widzę, że coś się dzieje.
- Tak, dzieje się. Masz rację! - coś w niej pękło. - Dowiedz się, co się czuje, kiedy John trzyma twoje zakrawione ciało, a ty nie dajesz żadnych oznak życia! Dowiedz się jak to jest kiedy co chwilę sprawdzasz sprzęt, który podtrzymuje bicie twojego serca! Martwię się o ciebie. Ja czuje, że się w tobie... Z Diggle'm martwimy się o Ciebie - szybko poprawiła się - Nie chcę by w czasie twoich samotnych wypraw coś stało się w twój uroczy tyłek. Masz zbyt wiele do stracenia. Nie dlatego, że myśle, że twój tyłek jest seksowny. - nagle dziewczyna zaczerwieniła się - Po prostu boję się, że któregoś dnia nie wrócisz do mnie cały i zdrowy.   
- Dobrze, Felicity - Oliver uśmiechnął się. - Przyjdź dzisiaj wieczorem do naszej kryjówki, brakuje nam ciebie. Tęsknię za tobą - powiedział. 
- Cóż, może przyjdę, pewnie nie dajecie sobie rady beze mnie - zgodziła się dziewczyna, marząc przy tym, by wydostać się z pomieszczenia w którym przebywa Oliver Queen. Czuła, ze kolejny rumieniec pojawia sie na jej twarzy, a ona za chwilę znów zrobi z siebie kompletną idiotkę. 
- Obiecuje ci, a przynajmniej postaram się nie narażać, jeśli tak martwisz się o bezpieczeństwo mojego tyłka - uśmiechnął się na pożegnanie i wyszedł z gabinetu. 
- Gratulacje, Felicity Smoak po prostu przyznałaś się swojemu szefowi, że nie tylko martwisz się o niego, ale także o jedną z jego seksownych części ciała. - westchnęła i kontynuowała pracę.