Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

23.7.15

Wierni towarzysze Strzały 1

Akcja toczy się kilka miesięcy po finale 1 sezonu Arrow, a pro po powtórek z tym serialem :) // 



***
Oliver nie wiedział czemu zdecydował się przyjść do klubu tak wczesnym rankiem. Zegar w klubie wskazywał na godzinę 5:30. Ostatnie miesiące dały mu się we znaki i wolał spędzać wieczory i ranki sam, nie musieć się tłumaczyć nikomu z niczego. Oczywiście śmierć najlepszego przyjaciela, zerwanie z Laurel, sprawiły, że Bojownik oddalił się od ludzi, którzy pomimo wielkich tragedii nadal stali przy jego boku. Teraz siedział na skrzyni przywiezionej z Lian Yu i myślał o swoim porąbanym życiu, o byciu synem miliardera, o byciu kobieciarzem i rozpuszczonym chłopakiem bez żadnych większych ambicji. To nie tak,  że żałował, że musi spełnić ostatnią wolę ojca i uwolnić swoje miasto od szumowin zatruwających Starling City. Oliver nie mógł po prostu zrozumieć dlaczego ludzie, którym ufał bezgranicznie zdradzili go z taką łatwością. Jego ojciec i jego matka zamieszani byli w brudne interesy, a ojciec jego najlepszego przyjaciela Tommy'ego przygotował piekło dla mieszkańców Glades, tylko ze swojej chorej paranoi. Siostra z braku  poświęcania jej czasu uzależniła się od Vertigo, a Tommy sypiał z Laurel, jego Laurel. Od tamtej pory dziewczyna przestała go zauważać. Nawet po ich wspólnej nocy nic się nie zmieniło. Czarę goryczy przelała śmierć Tommy'ego. Laurel już wtedy przestała odpisywać na jego sms-y oraz odbierać jego telefony. Oliver nie mógł zrozumieć, gdzie popełnił błąd, przecież chciał tylko chronić swoich bliskich. Jedyną rzeczą, która trzymała go przy życiu był jego zielony kaptur oraz ludzie z Team Arrow: John Diggle jego ochroniarz i blond informatyczka Felicity Smoak. Obojętnie co się działo tych dwoje zawsze stało po jego stronie. Jednak Queen bał się, obawiał się, że teraz znowu się pomyli. Zaufa im a oni znikną z jego życia. Na początku nie zdawał sobie sprawy z tego jak oni są dla niego ważni, jednak kiedy któregoś dnia John wziął kilka dni urlopu, Oliver odczuł jego stratę. Od powrotu z wyspy John zawsze stał przy nim, pomagał mu zachować resztki człowieczeństwa. Była jeszcze Felicity, miała zostać tylko do rozwiązania sprawy zaginięcia Waltera, została o wiele dłużej. Kiedy Queen pomyślał o blond-włosej informatyczce, uśmiech mimowolnie zagościł na jego twarzy. Przypomniał sobie ocean jej oczu, skrytych za okularami, ustami pomalowanymi jasną szminką i ciepłym spojrzeniem. Oczywiście warto wspomnieć, że dziewczyna papla trzy po trzy i czasami bywa wyobcowana, ale jest ambitną osobą, dla przyjaciół gotowa na wiele. Poza tym jakby się nad tym zastanowić jej paplanina była słodka. Nagle przypomniał sobie wyspę, walkę o przetrwanie, tortury, przypomniał sobie jak nieraz nóż przecinał jego skórę. Oliver nigdy nikomu nie mówił co wydarzyło się przez te pięć lat, starał się nie rozdrapywać starych ran, które nadal bolały... I wracały w najmniej oczekiwanych momentach jak na przykład teraz. Przypomniał sobie jak człowiek w masce szyderczo zaśmiał się z niego a następnie wbił ostrze w jego skóre i napawał się jego bezsilnością i krzykiem. Rozpacz ogarnęła go ze wszystkich stron, a potem usłyszał czyjś głos jakby z oddali. 
- Oliver, Oliver... Ziemia do Olivera. 
Blondyn pomału odzyskiwał przytomność i wracał do świata żywych. Spojrzał na dziewczynę, która pochyliła się nad nim i dotknęła ręką jego ramienia. - Felicity, co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał ze zdziwieniem, nie spodziewał się zastać tutaj kogoś tak wcześnie rano. 
- Cierpię na bezsenność, a poza tym mam zamiar włamać się do systemu FBI i go pobrać, mają naprawdę ciekawe możliwości sprzętowe. To jest ekscytujące. - powiedziała pół żartem pół serio - Dzwoniłam do ciebie z dziesięć razy, zanim zdecydowałam się tu przyjechać. Wszystko w porządku? Może powinieneś iść do lekarza? - zapytała z troską w glosie. 
- Nie, wszystko jest w porządku - uspokoił ją Oliver. - Myślałem o tym co zaszło. 
- Wyglądałeś jakbyś miał zapaść w śpiączkę co najmniej - zażartowała. - Potrzebujemy cię, musisz wytropić wszystkich złoczyńców którzy zagrażają temu miastu. - po czym rzuciła na blat swoją torebkę i podeszła do komputerów, uruchomiła sprzęt i spojrzała na niego. Nadal siedział w tym samym miejscu i wyglądał jak cień człowieka. - Chcesz kawę? Idę do klubu zaparzyć sobie cappuccino, więc i tobie mogę zrobić coś do picia. 
- Poproszę, dziękuje ci Felicity - pomyślał, że kawa rzeczywiście postawi go na nogi. Przede wszystkim pozwoli mu wrócić do rzeczywistości. 
Podczas gdy panna Smoak przygotowywała kawę na górze, Oliver wyciągnął z kieszeni podniszczony notes z zapisanymi nazwiskami. Tym razem jego wybór padł na niejakiego Timothy'ego Cabareta, wielkiego biznesmena, który od lat zaopatrywał policję w broń. Problem w tym, że nie tylko policjanci byli na jego liście stałych klientów. Kiedy szukał o nim jakichś informacji, wróciła Felicity z tacą na której stały dwa kubki z parującą kawą oraz kanapki. 
- Pomyślałam, że możesz być głodny i zrobiłam kilka kanapek, jednak nie wiedziałam z czym lubisz, więc zrobiłam ze wszystkim. Jeśli nie lubisz takich miksów to wrócę na górę i przygotuje ci coś innego - dodała, kładąc tacę na blacie stołu. - Jeśli coś jest nie tak powiedz - dodała.
- Wiesz lubię kanapki z serem i szynką... Dziękuję Felicity, nie musiałaś robić mi śniadania. - powiedział do niej uspokajająco i położył na jej drobnej dłoni swoją własną. 
- Mówię za dużo, co? - rzekła nerwowo. 
- Jesteś dobrą osobą, Felicity Smoak. Nie moglem lepiej trafić. - dodał, a jej twarz oblała się rumieńcem. 
Nic więcej nie powiedzieli, jedli w milczeniu, a kiedy skończyli wzięli się ostro do pracy. Felicity testowała swój nowy sprzęt "pożyczony" od FBI. Olivera nadal jednak korciło, by spytać czemu pojawiła się w klubie tak wcześnie rano. 
- Och... Mówiłam ci już, chciałam przetestować na spokojnie oprogramowanie FBI, by wiedzieć jakie skrywa możliwości. - nie mogła mu przecież powiedzieć, ze po wydarzeniach z ostatnich miesięcy bardzo się z Johnem o Olivera martwili. - Dobra powiedz mi lepiej, kto jest na liście. - a kiedy podał jej dane gościa, szybko znalazła go w policyjnej bazie. - Za każdym razem kiedy Cabaret dokonuje nielegalnych sprzedaży broni, system podejrzanie zwiesza się. Czy ludzie tam pracujący są tak naiwni, ze nie widzą co za tym stoi? - zapytała. 
- Dowiemy się Felicity, obiecuje ci. 
Dziewczyna kiwnęła głową. - Oliverze, czy wiesz, że w FBI powstało... - i zaczęła znowu paplać, a Oliver pomyślał, że pomimo tego wszystkiego jak się czuł, to słowa Felicity przynosiły mu ulgę. 


16.7.15

Niezwykły dzień







***

Felicity siedziała w pracy i starannie żuła pióro. Dzisiejszy dzień był dla niej zbyt monotonny, z nudów zaczęła wymiatać pajęczyny spod biurka. Było południe i wszyscy pracownicy Queen Consolidated spieszyli się we wszystkich kierunkach, aby zdążyć na lunch. W tym samym budynku na parterze znajdowała się bowiem restauracja, gdzie Felicity kilka razy z przyjemnością jadła obiad, ale ceny nie należały tam do najniższych, więc zaczęła chodzić do innego budynku, gdzie nie musiała martwić się jak wyżyć za dniówkę. Dzisiejszego dnia informatyczka postanowiła odpuścić sobie obiad, niedawno zjadła pokaźną kanapkę i nie czuła, by kiszki grały jej marsza. Panna Smoak nie była głodna, ale ulubionego kubka cappuccino nie mogła sobie odmówić. Było ciepło, ale wiał silny wiatr, więc dziewczyna zadrżała, na myśl, że nie włożyła kurtki. Była ubrana w jedwabną beżową bluzkę i ciemno-niebieską spódnicę. Zdecydowała się dać odpocząć oczom i zdjęła okulary, by po chwili włożyć je do etui i schować do torebki. Po namyśle, pozbyła się też końskiego ogona i pozwoliła włosom opaść miękkimi kaskadami na ramiona. "Chciałabym nosić tak wysokie obcasy, aby wyglądać dokładnie tak wysoko jak Lydia z działu handlowego" - uśmiechnęła się do siebie dziewczyna. Po wejściu do kawiarni, wzięła kawę, ulubione pączki z czekoladą i rozejrzała się po pomieszczeniu. Dzisiejszego dnia było tu od groma ludzi, nie było wolnych miejsc. „Czyżby dawali coś w promocji?” - pomyślała. Spojrzała z westchnieniem na swoje ulubione miejsce, gdzie zawsze siadała. Przy stole siedział jakiś blondyn, zapatrzony w laptopa. "Być może jest to jeden z naszych nowych ludzi i ... i wydaje mi się...że mogłabym do niego się dosiąść"- pomyślała. Po czym pewnym krokiem skierowała się do młodego mężczyzny. 
- Przepraszam ... wszystkie miejsca są zajęte, a to jest moja ulubiona miejscówka ... no ... eee ten tego ... czy mogłabym – zaczęła niepewnie. 
- Tak, oczywiście, możesz do mnie dołączyć, - rzekł blondyn, obrzucając dziewczynę spojrzeniem swoich błękitnych oczu. 
- Dziękuję - odpowiedziała blondynka i zajęła miejsce na przeciwko mężczyzny. - Zwykle jest tutaj bardzo dużo wolnych miejsc i z przyjemnością przychodzę tutaj odpocząć od pracy ... i mówię dużo, wiem, chyba powinnam iść usiąść gdzieś indziej, by panu nie przeszkadzać. 
- Nie, nie, zostań tutaj, - młody człowiek uśmiechnął się, odpychając od siebie laptopa. - Może zdradzisz mi swoje imię? 
- Felicity... Nazywam się Felicity Smoak - podała rękę na powitanie. 
- Och, ty jesteś Felicity! Z Queen Consolidated, co? - Zapytał, potrząsając jej ręką. 
- Nie wiedziałam, że jestem taka sławna - zaśmiała się, podnosząc do ust filiżankę cappuccino - Tak, to ja. A kim ty jesteś, jeśli mogę spytać? 
- Ja nazywam się Oliver Queen - młody człowiek uśmiechnął się. Dziwne, że go nie znała chociażby z gazet, cudownie ocalony z wyspy. 
Felicity zakrztusiła się kawą, rozlewając jej drobinki na swoją bluzkę. Oliver natychmiast podał jej chusteczkę. Spojrzała na niego zdezorientowana. Mężczyzna przyjrzał jej się ponownie, wydawało się, że teraz na jej twarzy ważą się wszystkie "za" i "przeciw". - Przepraszam, nie wiedziałem, że moje nazwisko wywoła takie wrażenie - postanowił tymi słowami rozładować sytuację. 
- Nie no wszystko ok, jestem taka niezdarna - z uśmiechem odparła dziewczyna. - Rozumiem, że masz dla mnie jakieś zadanie? 
- To może poczekać. Nie chcę zepsuć twojego lunchu!
- Tak, mam obiad ... tak myślę. - pokazała mu z uśmiechem na ustach, swojego pączka.
- Może odkupie ci kawę, którą tak niefortunnie rozlaliśmy, a potem moglibyśmy omówić mój problem .... - zaczął i umilkł spoglądając na drzwi. 
I nagle w drzwiach kawiarni pojawił się jakiś człowiek w kominiarce, która zakrywała jego twarz, w ręku zaś trzymał broń.- Wszyscy na ziemię - krzyknął, strzelając w sufit, kiedy tynk spadł na podłogę, ludzie nagle zaczęli wykonywać jego polecenia.
- Wszystko, będzie dobrze, Felicity – powiedział Queen, ale dziewczyna po prosu siedziała zdrętwiała ze strachu, nie mogąc się ruszyć.
- Szybko zacznijcie oddawać swoje pieniądze i biżuterie, albo będę co godzinę zabijał jedną osobę – bandyta rzucił swój worek do kelnerki Amber, ponaglając ją by spakowała utarg z kasy. Ludzie powoli zaczęli oddawać pieniądze i biżuterie i podawali worek coraz dalej. Nagle Felicity zobaczyła jak Oliver się rusza. Mężczyzna powoli wstał z krzesła. Bandyta natychmiast zwrócił na niego swój pistolet. - A ty co, śmiałek? Chcesz być bohaterem czy masz już dość życia?
- Uspokój się, nie chcesz nikogo skrzywdzić – zaczął Queen.
Bandyta wybuchnął paskudnym śmiechem po czym zbyt szybko podszedł do ich stolika i chwycił dziewczynę za ramię i pociągnął za włosy. - Jeśli zaraz się nie zamkniesz, to krew twojej dziewczyny rozbryźnie na posadzce.
I wtedy to się stało, nikt tego się nie spodziewał. Oliver wykonał jakieś salto i z półobrotu kopnął w plecy napastnika, który zachwiał się i stracił równowagę, upadając uderzył o krawędź ich stolika.
- Felicity, wszystko w porządku? - Oliver spytał ochryple..
- A ... tak, już wszystko jest OK, - wyjąkał dziewczyna. Amber wezwała policję, ludzie powoli podnosili się z podłogi, jeszcze nie do wszystkich docierało co tak naprawdę zaszło. Blondynka z podziwem patrzyła na Olivera, który nie pozwolił uciec bandycie, aż do przyjazdu policji. Kiedy wszystko się uspokoiło, dziewczyna podeszła do swojego wybawcy. - Gdzie się nauczyłeś takich sztuczek? - Zapytała.
- Cóż, pewnie słyszałaś, że przez pięć lat byłem na wyspie, gdzie niemożliwe było przetrwać bez posiadania jakichkolwiek umiejętności walki.
- Jesteś bardzo odważnym człowiekiem! Zasługujesz na miano bohatera!
- No, to nie jest nic, - Oliver zaśmiał się. - Ale tak, masz rację, dziś jest naprawdę wyjątkowy dzień! Felicity, słuchaj ... teraz, prawdopodobnie nie jest to dobry czas na rozmowy biznesowe, więc wróćmy do niej jutro, dobrze?
- Tak, oczywiście! - Powiedziała dziewczyna, natychmiast uśmiechając się, miała nadzieję, że spędzi z nim trochę więcej czasu. Po chwili przypomniała sobie jednak, że już jest bardzo późno. - Muszę już iść, w przeciwnym razie wyląduje na dywaniku u pana Steele.
- Rozumiem, ja też już muszę iść... - nadszedł czas, aby młodzi ludzie spojrzeli na siebie, ale żadne z nich nie odważyło się zrobić pierwszego kroku, aby pożegnać się, odwrócić na pięcie i odejść. Oliver pierwszy przerwał milczenie. - Felicity, powiedziałem, że wszystko może poczekać do jutra, ale coś czuję, że nasza znajomość nie zaczęła się w bardzo przyjemnych okolicznościach ... Może byśmy umówili się na kolację, aby zatrzeć to pierwsze złe wrażenie?
- Muszę zobaczyć czy mam wolny termin w grafiku – odpowiedziała naprędce. - To znaczy, mam na myśli, tak, oczywiście bedę czekać na twój telefon.



  ***

Oliver i Felicity siedzieli przez kilka godzin w małej, ale przytulnej restauracji, a ona słuchała fascynujących historii młodego człowieka. "To jest tak niesamowite! On przeżył tak wiele! A mimo tego wszystkiego potrafi się jeszcze uśmiechać. "- pomyślała Felicity.
Oliver miał wrażenie, że może powiedzieć dziewczynie wszystko. Czuł jakby była jego bratnią dusza, nie oceniała go, nie atakowała, wszystko co mówił przyjmowała ze spokojem, jakby była na wyspie razem z nim. Felicity bez słów rozumiała dlaczego zniknął, jakie piekło musiał przejść i choć mówił o tym czego doświadczył bez emocji, wiedziała, ze próbował ukryć jak bardzo wpłynęło to na jego psychikę. Po każdej kolejnej minucie, była bardziej zauroczona jego osobą, jego uśmiechem, spojrzeniem, tonem głosu. Czas jak mogłoby się wydawać stanął w miejscu. Restauracja robiła się coraz bardziej pusta, a Felicity zdała sobie sprawę, że ich piękny wieczór dobiega końca. - Dziękuję za wspaniałą kolację- powiedziała Felicity. - Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak szybko minął mi czas. - powiedziała, by potem się zarumienić.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Felicity. Okazałaś się świetnym kompanem w słuchaniu moich niezbyt sensownych historii - powiedział cicho Oliver, nie odrywając oczu od dziewczyny. - Dawno temu nie spędziłem tak miło czasu z dziewczyną.
- Czy my jesteśmy na randce? - Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdziwienia.
- No cóż .. hm ... mieliśmy psychiczne dziwny lunch z napastnikiem w tle, więc, tak myślę, że to randka i że już czas, bym jako dobry chłopak sprawdził czy bezpiecznie trafisz do siebie.. - młody mężczyzna roześmiał się. -. Chodź, zabiorę cię do domu .
Wyszli z restauracji i wsiedli do samochodu Olivera. Było już dość późno, więc szybko dotarli do domu, Felicity. Mieszkała w całkiem dobrej dzielnicy Glades (jeśli można tak powiedzieć) - Nie boisz się tu mieszkać? Obszar ten jest bardzo niebezpieczny – powiedział Queen, zwracając się do dziewczyny.
- Cóż, nie mogę sobie pozwolić, aby wynająć mieszkanie w centrum, więc ... - Felicity uniosła ręce w geście bezradności.
- Słuchaj, nie mogę cię chronić, będąc tak daleko- uśmiechnął się, konspiracyjnie pochylił się w dół, w stronę dziewczyny.
- Tak, powinieneś cały czas być w pobliżu - Felicity uśmiechnęła się a następnie zatrzymała się ze wstydu. "Wciąż mówię jakieś bzdury! On po prostu w końcu pomyśli, że jestem prawdziwą blondynką-idiotką. "
Oliver jednak wyglądał, jakby nie zauważył jej zakłopotania, pochylił się natomiast bliżej. Czuła jego oddech na twarzy i mimo woli poddała się tej chwili. Jedyne co sekundę potem usłyszała to przeraźliwą melodię telefonu komórkowego, która zniszczyła tą chwilę. Jak oparzeni cofnęli się od siebie, a Oliver niechętnie wyciągnął telefon z kieszeni skórzanej kurtki, którą miał na sobie.
- Jak zawsze w niewłaściwym momencie. - mruknął. Odebrał połączenie, a minuta rozmowy z kimś po drugiej stronie aparatu, sprawiła, że zatrzasnął klapkę i westchnął cicho. - Felicity, muszę natychmiast wrócić do biznesu. Jutro po południu, odbiorę cię z pracy i porozmawiamy o tym czego potrzebuję od ciebie. Jeszcze raz dziękuję za miły wieczór.
Panna Smoak widziała, jak on się diametralnie zmienił. Zamiast wesołego, młodego człowieka, który przed chwilą z nią żartował, widziała mężczyznę, który spojrzał na nią lodowatym i twardym wzrokiem. Uśmiechnął się co prawda, ale uśmiech nie przełamał lodów w jego oczach. - Dobranoc, Oliverze – rzekła wchodząc do swojego mieszkania, nie spojrzała już na niego kiedy chwilę później zamykała drzwi na zamek. Nie przyjmowała tych zmian. Nie rozumiała jak tak szybko człowiek może się zmienić, jak tak naprawdę wpłynęła na niego wyspa. Zanim ogarnęła wszystkie wydarzenia z tego szczególnego dnia, była już po kąpieli w swoim łóżku, tylko kilka słów krążyło jej w głowie przed zaśnięciem..


- "Kim jesteś tak naprawdę, Oliverze Queen?" ...... 

____________________

A dla fanów, pamiętne sceny: 







5.7.15

Spacerując ulicami Glades

***


Szli wzdłuż pustej ulicy. Thea próbowała co jakiś czas skręcić w ciemny zaułek, upewniając się czy Roy idzie wraz z nią, chłopak był bowiem dość milczący. Dla młodej Queen było to dość żeujące jak oburzajace zachowanie, ale to on zaproponował, że ją odprowadzi. Roy Harper cały czas szedł ze spuszczoną głową, jakby bał się spojrzeć dziewczynie prosto w oczy. Wolał spotkać się z nią i osobiście oddać jej torebkę, niż składać zezania w komisariacie policji, wiedziała o tym. Wybrał mniejsze zło, jak mogłoby się wydawać. Aby rozładować napiętą atmosferę, odezwała się pierwsza. 
- Co jeszcze wiesz o Thei Queen? 
- Wszystko co piszą o tobie w gazetach, które czasami kupuje moja mama. 
- Yhy. - burknęła dziewczyna - Powiedz mi jeszcze cos o sobie, o tym nie piszą w kolorowych magazynach. 
Roy zatrzymał się na chwilę i spojrzał na pannę Queen a potem przyśpieszył kroku. 
- Dlaczego? - zaczęła znowu. - Co ci szkodzi, przecież już się nie zobaczymy. 
- Cóż... Pewnie masz racje, a jak nie zacznę sam mówic to jeszcze zgłosisz kradziesz torebki, co? - dodał chłopak i trochę zwolnił kroku. - Jednak nie ma o czym gadać. 
Thea była zdezorientowana, nie pamiętała kiedy któryś z chłopaków ją tak olał. Nie przywykła do takiego traktowania. To bolało... Pomimo tego co w tym momencie o nim myślała, nie zostawił jej w środku nocy w centrum Glades, tylko postanowił odprowadzic do domu, lub chociaż do miejsca gdzie bez problemu będzie mogła złapać taksówkę. Wsadziła ręce do kieszeni jeansów i wyprzedziła chłopaka, w tej chwili chciała by za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Roy Harper zniknął, tak aby nie musiała go oglądać. Chłopak nie zauważył zmiany w jej nastawieniu, ponieważ nadal za nią kroczył, lekko pogwizdując jakąś melodię. Ciemnowłosa wyciągneła z torebki telefon i wybrała nr telefonu swojego brata. Niestety nie odebrał, co spowodowało jeszcze większą niemoc u dziewczyny. 
- Cóż... - dziewczyna mruknęła pod nosem, chowając telefon z powrotem do torebki. 
- Co chłopak cię olał? 
- Nie twój interes. A tak w ogóle to chyba czas byś zostawił mnie w spokoju. Jestem już prawie bezpieczna. 
- Jak pewnie wiesz - zaczął chłopak niepewnie - dzisiaj jest pełnia ksieżyca, a to przyciąga dziwkaów i wilkołaki. Nie boisz się wilkołaków? - zapytał, zbliżajac się do dziewczyny, kiedy był już na tyle blisko, że ich twarze prawie stykały się ze sobą, dotknął jej ramienia i zrobił coś co przypominało przytulenie. - Miło było spędzić z tobą czas. - Roy uśmiechnął się, po czym uścisnął jej rękę i odchodząc w mrok, rzucił tylko - Do następnego razu Theo Queen. 
Ciemnowłosa prychnęła tylko na słowa chłopaka o wilkołakach. Naśmiewał sie z niej? Nie ujdzie mu to płazem. Kiedy do niej podchodził nie wiedziała jak się zachować, ale miły był jego uścisk i podanie jej ręki, trochę mniej miłe były jego kolejne słowa. - Mam nadzieje, że nigdy więcej sie nie zobaczymy - dodała w pełni akcentując każde słowo. Przewróciła jeszcze raz oczami, spoglądajac jak chłopak odchodzi, po czym ruszyła w kierunku postoju taksówek. Miała szczęście, bo akurat jedna z nich stała w wyznaczonym miejscu i czekała na kolejny kurs po mieście. Cały czas towarzyszyła jej myśl o Harperze i słowo idealnie go opisujące: "prawdziwy idiota". 
- Dokąd panienka chce jechać? - spytał taksówkarz, kiedy młoda Queenówna wsiadała do samochodu i zamykała drzwi. Kiedy podała mu adres, taksówka ruszyła. Przez całą drogę zastanawiała się czemu chłopak na odchodne ją przytulił, odpowiedź była oczywista, ale do dziewczyny jeszcze nie docierała. Dopiero po przybyciu pod wskazany adres, kiedy kierowca zażyczył sobie dwudziestu dolarów, przyszła odpowiedź. W jej ukochanej torebce brakowało tylko i wyłącznie jednej rzeczy, portfela! Szybko zorientowała się ile pieniędzy jej buchnął i zagotowała się w środku. - Zabije cię Royu Harperze! - syknęła przez zaciśnięte zęby. 
Niczego nieświadomy kierowca, nadal oczekiwał swojej zapłaty, co jakiś czas rzucajac dziewczynie ponaglające spojrzenia. 
- Chwileczkę - rzekła uśmiechajac się do taksówkarza, wyciągała też telefon aby zadzwonić do Olivera. Miała cichą nadzieje, ze tym razem odbierze i poratuje ją. Kiedy po trzech sygnałach męski głos odezwał się po drugiej stronie słuchwaki, zaczeła mówić. - Ollie, jesteś w domu? Potrzebuje Twojej pomocy.... 


***

Młodzieniec udał się do pobliskiego baru w Glades. Usiadł wygodnie przy barze i z kieszeni swojej czerwonej bluzy wyjął damski portfel, wyciągnął z niego dziesięć dolarów i położył na ladzie. Tym samym oddał swój dług, ślicznej barmance. 
- Roy rzadko nas odwiedzasz ostatnio, może napijesz się czegoś? - blondowłosa barmanka rzuciła chłopakowi długie spojrzenie, cały czas uśmiechając się w jego stronę. 
- Katie, dzisiaj tylko jedno piwo - odwzajemnil uśmiech dziewczyny i włożył z powrotem portfel do kieszeni bluzy.