Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

29.3.15

Rozdzial 24

***

Felicity śmiała się jeszcze, gdy kelner pobiegł na zaplecze, po czym spojrzała na  twarz Olivera i zauważyła, że jest skupiony na czymś innym.
- Co się dzieje?
- Burmistrz. - Queen uniósł kieliszek, lecz jego oczy śledziły panią burmistrz, która szła przez salę. - Właśnie przyszła z Marcusem Blackiem, Stuartem Milbo i paroma innymi szychami oraz twoim kumplem Palmerem w odwodzie.
Felicity Smoak odwróciła głowę. Zmierzali w kierunku stolika na osiem osób. Rozpoznała znaną aktorkę i prezesa jednej z firm motoryzacyjnych. - Mocna obsada - zauważyła cicho.
- Ma show-biznes, przemysł, finansjerę i świat sztuki przy jednym stoliku. Zanim skończy się wieczór, ktoś pojawi się i zrobi parę „przypadkowych” ujęć.
- To nie będzie miało znaczenia. - Położyła dłonie na dłoniach mężczyzny. - Już za tydzień to nie będzie miało żadnego znaczenia.
Nawet prędzej, pomyślał Queen, ale pokiwał głową. - Idzie Stuart.
- No proszę! - Stuart klepnął Olivera w ramię. - Co za miły zbieg okoliczności. A pani jak zwykle zachwycająca, panno Smoak.
- Dziękuję.
- Świetna restauracja. Nikt nie przyrządza lepiej ślimaków - powiedział, uśmiechając się do nich obojga. - Nienawidzę, jak się marnują na tych pogadankach biznesowo-politycznych. Ale wy trafiliście w dziesiątkę. Szampan, świece. - Jego bystre spojrzenie padło na pierścionek zdobiący dłoń blondynki. - A cóż to za śliczne cacko? Czyżbyście chcieli coś obwieścić? - Zerknął na Queena.
- Przyłapałeś nas na gorącym uczynku, Stuarcie.
- Miło to słyszeć. Spędźcie miesiąc miodowy w jednym z moich hoteli. Na koszt firmy. Jak za starych dobrych czasów, co Oliverze? - Wciąż szczerząc zęby, skinął na panią burmistrz. Nie zaszkodzi wizerunkowi obecnych, pomyślał, jeśli jako pierwszy złoży gratulacje byłemu-czołowemu biznesmenowi w mieście i najbardziej znanej pani informatyk z Palmer Technologies.  
- Oliverze, Felicity - Szerokiemu uśmiechowi Marcusa przeczyło sztywne skinienie głowy. - Miło was widzieć. Jeżeli jeszcze nic nie zamówiliście, zapraszam do naszego stolika.
- Nie dzisiaj - odezwał się Stuart, zanim Queen zdążył otworzyć usta. - Mamy przed sobą świeżo zaręczoną parę, Black. Nie chcą marnować wieczoru na rozmowy o strategii kampanii wyborczej.
Marcus, wciąż uśmiechnięty, spojrzał na pierścionek dziewczyny, ale nie był zadowolony. - Gratuluję. - dodał wymuszonym tonem głosu. 
- Tworzymy jedną szczęśliwą rodzinę. - Marcus spojrzał na Olivera. Poparcie Queenów było mu potrzebne. - Żenisz się ze wspaniałą kobietą, świetną informatyczką. Parę razy przyprawiła mnie o ból głowy, ale uwielbiam jej zasady.
Ton Olivera był chłodny lecz grzeczny. - Ja również.
Stuart znów wybuchnął dudniącym śmiechem. - Ja podziwiam w niej coś więcej niż tylko zasady. - Mrugnął znacząco do Felicity - Bez obrazy. A teraz wracajmy do polityki i zostawmy tych dwoje w spokoju.
- Drań! - syknęła blondynka, gdy znaleźli się poza zasięgiem głosu. - Chciał ci się podlizać.
- Nie. - Queen stuknął kieliszkiem w jej kieliszek. - Nam obojgu.
Ponad jej ramieniem zobaczył moment, w którym Ray Palmer usłyszał najświeższą wiadomość. Aż podskoczył i zaczął rozglądać się dokoła. Oliver prawie mógł usłyszeć, jak wzdycha, spoglądając na plecy Felicity.
- Nie mogę się doczekać, kiedy go przyskrzynimy. - W jej głosie było tyle jadu, że aż Oliver nakrył dłonią jej rękę i mocno uścisnął.
- Spokojnie. To już tylko kwestia czasu. Wszystko za niedługo się wyjaśni. 

***

Była taka prześliczna. Oliver leżał w łóżku, wpatrzony w Felicity. Wiedział, że śpi głębokim snem, nasycona miłością i wyczerpana namiętnością. Chciał, by przespała noc spokojnie aż do rana. Nie mógł znieść myśli, że były takie chwile, gdy budziła się w środku nocy i nie znajdowała go przy sobie. Ale tej nocy poczuł zbliżające się niebezpieczeństwo i pragnął się upewnić, że ona śpi. Na telefonie migotała wiadomość od Roy'a, odłożył go, wstał i zaczął się po cichu ubierać. Słyszał jej oddech, powolny i równomierny, i to go uspokoiło. W księżycowej poświacie zobaczył swoje odbicie w lustrze. Nie, nie odbicie, pomyślał. Własny cień. Wsunąwszy dłonie w opięte czarne rękawiczki, otworzył cicho komodę po czym wyjął łuk i strzały. Łuk i strzały lepiej niekiedy znał niż dłoń przyjaciela. Ale nie użył go od tamtej pamiętnej nocy na wyspie, przed czterema laty. Nie było potrzeby. Tej nocy jednak znów go poczuł. Nie walcząc już z instynktem, wsunął kołczan ze strzałami na plecy i wziął do ręki łuk.  Otworzył drzwi od sypialni i zatrzymał się. Chciał jeszcze raz popatrzeć na śpiącą Felicity. Teraz wyczuwał już niebezpieczeństwo - gorzki smak w ustach, w gardle. Jedyną pociechą był fakt, że jej nic się nie stanie. A on wróci. Obiecał to przecież sobie i jej. Los nie mógłby zadać takiego zabójczego ciosu dwa razy w życiu. Wyszedł z sypialni, a potem zamykajac drzwi zewenętrzne, zniknął w ciemnościach. 

***

Po niespełna godzinie telefon wyrwał  blondynkę ze snu. Nieprzywykła do telefonów o tej porze, mrucząc coś do Olivera, namacała słuchawkę, która sturlała się z aparatu. - Halo?
- Moja przepiękna.  - Głos Blacka podziałał na nią jak kubeł lodowatej wody.
- Czego chcesz?
- Mamy go. Tak łatwo było zastawić sidła.
- Co? - Przerażna sięgnęła w stronę Queena, ale nim jej dłonie natrafiły na pustą pościel, już wiedziała. - O czym ty mówisz? - Głos drżał jej ze strachu.
- On żyje. Na razie chcemy, żeby żył. Jeśli ty też tego chcesz, to przyjedź szybko, sama. Wymienimy go za wszystkie twoje dyski, wszystkie dane. Wszystko, co na nas masz.
Zakryła ręką usta, próbując grać na zwłokę, dopóki będzie w stanie pomyśleć. - Zabijesz nas oboje.
- Być może. Ale możesz być pewna, że go zabiję, jeżeli ty nie przyjdziesz. Spotkamy się w magazynie na East River Drive. Numer to trzysta dwadzieścia pięć. Dojazd zajmie ci pół godziny. Jak będzie to trwało dłużej, obetnę mu prawą dłoń. Za kolejne dwadzieścia minut zwłoki obetnę mu lewą dłoń. Zegar właśnie ruszył. 
Felicity poczuła gwałtowny skurcz żołądka. - Będę tam. Tylko nie zrób mu nic złego. Chciałabym jeszcze z nim porozmawiać...
Black odłożył już słuchawkę.
Informatyczka wyskoczyła z łóżka. Narzucając szlafrok, zbiegła na dół do mieszkania Diggle'ów. Jeden rzut oka wystarczył jej, by stwierdzić, że nie ma go w mieszkaniu. Zbiegła więc na dół, gdzie zastała Lyle w łóżku, oglądającą stary film, z puszką orzeszków w ręce.
- Gdzie jest John?
- Wyszedł do całodobowej wypożyczalni wideo i po pizzę. Postanowiliśmy zrobić sobie festiwal braci Marx. Coś się stało?
Felicity ukryła twarz w dłoniach i zaczęła się kiwać. Musiała coś wymyślić.
- John wróci za dwadzieścia minut.
- To za późno. - blondynka opuściła ręce. Nie było już ani chwili do stracenia. - Powiedz mu, że miałam telefon i musiałam jechać. Przekaż mu, że chodzi o Oliver'a.
- Widzę,  że masz kłopoty. Mów, o co chodzi, może będę mogła ci pomóc. - głos Lyli był zmartwiony. 
- Nie, powtórz mu to, proszę. Jak tylko wróci. Ze pojechałam na East River Drive trzysta dwadzieścia pięć.
- Nie możesz. - Lyla zaczęła gramolić się z łóżka - Nie możesz tam jechać sama o tej porze.
- Muszę. Powiedz Johnowi, że musiałam. - Chwyciła Lyle za ręce.- To sprawa życia i śmierci!
- Ubiorę się, wezmę tylko broń...
- Nie. Powtórz tylko Johnowi wszystko, o czym ci mówiłam. I powiedz mu, o której wyszłam. Obiecaj mi to.
- Oczywiście, ale... - Felicity już wybiegła z mieszkania Diggle'ów. 

Kilka bezcennych minut zajęło jej ubranie się i spakowanie danych na dyskach do teczki. Gdy dobiegła do samochodu, dłonie miała mokre od potu. Pędząc przez ulice, w myślach powtarzała jak mantrę imię Olivera. Z gardłem ściśniętym paniką patrzyła, jak zegar na desce rozdzielczej odmierza minuty.

komentarze

  1. Rozdział jak zwykle super . Końcówka sprawia ,że już chce kolejny rozdział .
    A tak na marginesie Teda naprawdę zabili ja do tej pory się łudziłam ,że jednak żyje ,bo po pierwsze Laurel po nim nie płakała ,a po drugie nie widzieliśmy jak umiera . Tylko to ostatnie zdanie jego takie przygnębiające .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn widać było jak umiera - to było wtedy kiedy był ten nalot z tym gangiem co przejął posterunek, a ten głowny szycha jak się okazało zabił Rebecce Merlyn i wtedy Ted zginął, Laurel jako Black Canary chwilę ubolewałą nad jego ciałem, a potem razem z Royem zobaczyli Arrow i tak się to jakos rozniosło po kościach.

      Usuń
  2. Rozdział świetny jak zawsze :D No i fajnie z jednej strony, że teraz ich los będzie w rękach Felicity :)

    Blog Arrow Olicity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w końcu Felicity wychodzi z cienia Arrow i staje do walki :) Zobaczymy jak się to potoczy.

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Spoko rozdział :* zapraszam także na swojego bloga
    http://historiaolicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję ;)

      Z Twoimi już sie zapoznałam po częsci (nie przeczytałąm jedynie tych z kombinacją czcionki).

      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. To dość niespodziewane jak sobie wyobraziłam teraz tego Stuarta jak tak nadskakuje w restauracji, moja wyobraźnia mimo aktualnie trwającego bólu głowy jeszcze działa ;) Black... nie wiem jak się powstrzymali żeby mu nie rąbnąć ^^ potrafisz trzymać w napięciu! Ostatni akapit mistrzowsko! Przewijam dalej :)

    OdpowiedzUsuń