Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

23.3.15

Rozdzial 23

***

Gdy dotarli do wynajętego przez Johna Diggle'a mieszkania dla nich, Felicity prawie spała na stojąco. W połowie ziewania zastygła i wbiła wzrok w pudełka na łóżku.
- Co to jest?
- Wszystko, co masz w tej chwili, to moja koszula na grzbiecie i swoje stare jeansy. A chociaż lubię Cię w swojej koszuli to... - przesunął palcem po guzikach - i to bardzo, pomyślałem sobie, że chciałabyś może mieć coś na zmianę.
- Na zmianę? - Przygładziła potargane włosy. - Jak to?
- Dałem Thei listę. Ona potrafi być bardzo obrotna jeśli chodzi o kupowanie cicuchów.
- Thei? Ale przecież dzisiaj niedziela. Połowa sklepów jest zamknięta. - Przycisnęła dłoń do żołądka. - O Boże, chyba tego nie ukradła, co? Ja czytałam kiedys, że miała wcześniej problemy z kradzieżą. Poza tym Roy był kiedys drobnym złodziejaszkiem. 
- Chyba nie. - Oliver wziął ją z uśmiechem w ramiona. - Jak mam żyć z tak bezwzględnie uczciwą kobietą? Nie, zapewniam cię, wszystko zostało zapłacone. To bardzo proste. Wystarczy kilka telefonów. Módl się tylko, by Thea dobrała coś odpowiedniego dla ciebie, wiesz kolory, rozmiary i inne bzdety pierdolety na których ja się niekoniecznie znam. - Pocałował ją. - Wszystko, co ci się nie spodoba, można chyba zwrócić. Ale myślę, że to twój styl i rozmiar.
- Nie musiałeś tego dla mnie robić.
Sądząc po jej tonie, rzeczywiście sobie tego nie życzyła. Odgarniając jej włosy za ucho, zaczął cierpliwie tłumaczyć: - To nie był zamach na twoją niezawisłość, pani informatyczko.
-  Wiem. - Pomyślała, że to zakrawa na brak wdzięczności. - Ale...
- Pomyśl praktycznie. Jak by to wyglądało, gdybyś się jutro pokazała w Palmer Technologies w podartych spodniach? - Pociągnął za pasek i dżinsy zsunęły jej się do stóp.
- To byłby szok - przyznała i uśmiechnęła się, gdy podniósł ją do góry, by postawić obok kupki drelichu.
- Do tego w mojej koszuli? - Zaczął rozpinać guziki.
- Masz rację. Jesteś bardzo praktyczny. - Chwyciła go za ręce, żeby nie mógł odwracać jej uwagi. - Doceniam to. Ale to nie jest w porządku, że kupujesz mi ubrania.
- Możesz spłacić ten dług. W ciągu następnych sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat. - Gdy chciała coś powiedzieć, dodał: - Felicity, wiem, że obecnie nie jestem zbyt dobrą partią nie mam pieniędzy jak lodu, ale jestem w stanie załatwić ci wszystko co potrzebujesz.  Jeśli jesteś gotowa dzielić ze mną moje kłopoty, to logiczne, że podzielę się z tobą ostatnimi pieniędzmi w swoim portfelu.
- Nie chciałabym, żebyś sobie pomyślał, że pieniądze są dla mnie ważne lub mają jakikolwiek wpływ na moje uczucia do ciebie.
Oliver pokiwał sceptycznie głową. - Wiesz co, nigdy bym nie przypuszczał, że jesteś w stanie wymyślić coś równie głupiego.
- Może to i głupie, ale kocham cię, mimo że byłeś właścicielem Queen Consolidated a obecnie jesteś bankrutem. I jeżeli nie otworzę chociaż jednego z tych pudełek, to za chwilę oszaleję. 
- Wobec tego zadbaj o swoje zdrowe zmysły, a ja w tym czasie przygotuję kąpiel.
Gdy zniknął w łazience, chwyciła na chybił trafił jedno z pudełek, potrząsnęła nim, a potem zdjęła pokrywkę. Pod warstwą cieniutkiej bibułki znalazła jedwabną koszulę nocną w odcieniu jasnego błękitu. - No, no! - Podniosła ją do góry i zauważyła, że tył jest wycięty poniżej talii. - Thea Queen zdecydowanie zna się na damskiej bieliźnie. Ciekawe, co powiedzą chłopcy w biurze, kiedy jutro przyjdę w tym do pracy? - Nie była w stanie oprzeć się pokusie. Zdjęła koszulę. Cienki, chłodny jedwab zeeślizgnął się w dół, muskając jej głowę i ramiona. Idealny krój, pomyślała, głaszcząc się po biodrach. Zadowolona, odwróciła się do lustra w chwili, gdy Oliver wrócił do pokoju. Nie był w stanie wykrztusić słowa, a tym bardziej oderwać od niej oczu. Długi lśniący jedwab pieścił z szelestem jej ciało, gdy odwracała się do mężczyzny. Oczy miała ciemne jak północ, rozświetlone tajemniczą radością. Usta z wolna wygięła w uśmiechu. Jaka kobieta na tym świecie nie marzyłaby o tym, by ukochany mężczyzna spoglądał na nią tak wygłodniałym wzrokiem. Przechylając zalotnie głowę, koniuszkami palców powiodła leniwie w dół przez środek koszuli - a potem równie leniwie w górę. - Co o tym sądzisz?
- Sądzę, że Thea zasłużyła na dożywotni karnet w Big Belly Burger.

***

Przez następne trzy dni i trzy wieczory pracowali intensywnie, wszyscy jak prawdzimy Team Arrow Krok po kroku przygotowywali akt oskarżenia przeciwko Marcusowi Blackowi. Siedząc w biurze, Palmer Technologies, Felicity od czasu do czasu w wolnych chwilach eliminowała ścieżki prowadzące donikąd, pieczołowicie konstruując fałszywy trop. Musiała tylko porozmawiać z Laurel. Jak na razie odwlekała to jednak w nieskończoność. Co róż wymyślając inny powód, by nie zadzwonić do panny Lance.  Noc w noc, wieczór w wieczór Oliver wstawał z łóżka, ubierał się na zielono, brał Roy'a w stroju Arsenala i błądzili po ulicach szukając kolejnych osób potrzebujących pomocy. Nawet jeżeli sam zainteresowany wiedział, jak często panna Smoak nie spała, rozdarta wewnętrznie i niespokojna, dopóki nie wrócił tuż przed świtem, nie próbował się tłumaczyć ani przepraszać. Nie miał bowiem nic na swoje usprawiedliwienie. Prasa w dalszym ciągu trąbiła o ostatnich wyczynach Green Arrow. Oni sami o tej nocnej działalności nigdy ze sobą nie rozmawiali. Dzieliła ich ona jak gruba ściana, której nie dało się przebić z żadnej strony. Coś wisiało w powietrzu i przecinało ich żyje jak gruba kreska. Felicity to rozumiała, jednak nadal jakaś cząstka jej osobowości buntowała się przed tym. Oliver to rozumiał lecz i jemu było trudno. Kiedy to się skończy? - zadawala sobie pytanie. Nożownik-psychopata nie miał przecież nic wspólnego z Marcusem Blackiem i kartelem narkotykowym. Jak długo jeszcze będą udawali, że ich związek, ich przyszłość mogą być normalne? Jak długo ona, Felicity Smoak będzie się jeszcze łudziła, że to wszystko ma sens. On nie udawał jednak, przyznała z westchnieniem. To ona udawała. Cały czas się okłamywała, że Oliver Queen nie musi być Arrow, może byc zwyczajnym facetem, byłym playboyem, byłym miliarderem jesdnak zwykłym Oliverem. A nie nocnym bojownikiem. Jaka ona jest naiwna. Nikt nie zmieni się od tak, nagle. Nie ma takiej opcji. 
- Felicity - Ray rzucił plik dokumentów na biurko - PT nie wypłaca ci królewskiej pensji za marzenia na jawie. Spojrzała na dokumenty, które właśnie wylądowały na stosie innych.
- Czy to coś da, jeżeli przypomnę, że liczba spraw, które mam na głowie, pobiła rekord świata?
- Podobnie jak współczynnik przestępczości w tym mieście. - Ponieważ wyglądała na przemęczoną, sięgnął po dzbanek z kawą i nalał kubek gorzkich popłuczyn. - Gdyby Arrow wziął sobie parę dni urlopu, nie bylibyśmy tak przepracowani. Wszyscy odetchnęli by z ulgą. Nawet ty, pomyśl nad tym. 
Gdy sączyła kawę, jej mina zmieniła się w grymas. - To zabrzmiało prawie jak komplement.
- To tylko fakty. Nie muszę akceptować jego metod, by cieszyć się z efektów. A kiedy skończę swój strój może będę mógł mu pomóc i trochę go odciążyć. To naprawdę dobry tok myślenia Felicity. Zaskoczona, spojrzała na stanowczą twarz Ray'a Palmera.
- Naprawdę tak uważasz?
- Ten psychopata zakatrupił cztery osoby i właśnie zabierał się do piątej, gdy pojawił się Arrow z pomocnikiem.  Nie ma co narzekać, że ktoś, nawet jakieś zabłąkane, zamaskowane widmo, podrzuca na próg komisariatu policji taką kreaturę i ocala życie czternastoletniej dziewczynie.
- Tak - mruknęła - masz rację.
- Ale nie myśl sobie, że jestem jednym z tych, co kupują koszulkę z jego podobizną i chcą się zapisać do jego fanklubu. - Ray również nalał sobie kawy i upił łyk. - A jak tam postępy w naszej ulubionej sprawie?
Wzruszyła ramionami. - Mam jeszcze tydzień - odparła wymijająco. Nie miała teraz ani głowy ani siły by o tym myśleć. Ale mimo wszystko Palmer był jej przełożonym i musiał być mu oddana i wywiązywać się sumiennie z powierzonych jej zadań. Cokolwiek to znaczyło. 
- Doceniam Twoje zaangażowanie Felicity. 
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. - To na pewno był komplement.
- Żeby tylko woda sodowa nie uderzyła ci do głowy. 
- O to możesz byc spokojny. - rzekła zdecydowanie. 
- Rób swoje, Felicity. Ta Lance ciągle wpycha twoje nazwisko na szpalty. - Uniósł dłoń,
zanim zdążyła coś odburknąć. - Staram się trzymać Blacka z daleka od ciebie, ale gdybyś mogła działać nieco dyskretniej...
- Tak, to przez moją głupotę zdemolowano mi mieszkanie.
- No dobrze. - Ray miał na tyle przyzwoitości, by się zaczerwienić. - Jest nam wszystkim bardzo przykro z tego powodu, ale byłoby nam lżej, gdybyś choć na chwilę przestała się pakować w tarapaty.
- Przykuję się łańcuchem do biurka - wycedziła przez zęby. - I jak tylko będę miała ku temu okazję, spotkam sie z Laurel Lance, niech biuro prokuratora da nam chwilę więcej na zastanowienie się. 
Przełożony Felicity uśmiechnął się.
- Spokojnie. Ach, i daj mi znać, gdybyś potrzebowała parę dolców, zanim zajmie się tym firma ubezpieczeniowa
- Dzięki, nie trzeba. - Spojrzała na stos dokumentów. - Mając tyle roboty, nie myślę o mieszkaniu.
Kiedy  Palmer zostawił ją samą, blondynka otworzyła nowy program w komputerze i ukryła twarz w dłoniach. Czy to ironia losu, czy przeznaczenie sprawiło, że Detektyw Lance przypisał ją do sprawy psychopaty ze Starling City. Kluczowy świadek, jej ukochany, był akurat jedyną osobą, z którą nie mogła nawet o tym podyskutować.

***

Oliver czekał na nią o dwudziestej przy narożnym stoliku we francuskiej restauracji na skraju parku miejskiego. Wiedział, że już wkrótce będzie po wszystkim i że kiedy to się skończy, będzie musiał wytłumaczyć pannie Smoak, czemu nie wtajemniczył jej w szczegóły. Będzie oczywiście urażona i wściekła. Jak najbardziej słusznie. On jednak wolał, żeby była urażona i wściekła, ale żywa. Świetnie wiedział, jak ciężkie były dla niej ostatnie dni i noce. Gdyby miał wybór, oddałby wszystko, łącznie z własnym sumieniem, byle tylko była szczęśliwa. Ale nie miał wyboru. Nie miał go od momentu, gdy znalazł się na wyspie Lian Yu.  Nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć i okazać jej, jak bardzo ją kocha. I nie tracić nadziei, że jest możliwy kompromis pomiędzy tymi silnymi, przeciwstawnymi mocami, które nimi kierują. Spostrzegł ją, jak wchodziła, śliczna w szafirowym kostiumie. Jaskrawe kolory i wygodne buty na obcacie. Czy ma pod spodem koronkę, jedwab, czy satynę? Zapragnął porwać ją teraz daleko stąd i samemu znaleźć odpowiedź.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała.
Zanim kelner zdołał ją posadzić, Queen wstał i przyciągnął ją do siebie. Jego pocałunek nie był ani dyskretny, ani krótki. Siedzący w pobliżu goście restauracji zaczęli przyglądać się im z wyraźną zazdrością i zaciekawieniem.
Wstrzymała bezwiednie oddech. Pociemniało jej w oczach, ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Stra... strasznie się cieszę, że się spóźniłam.
- Pracowałaś do późna. - Miała podkrążone oczy. Oliver nie mógł na to patrzeć, czując, że to po częsci przez niego.
- Tak. - Wciąż zdyszana, zajęła miejsce przy stoliku. - O piątej zadzwonił detektyw Lance i poprosił bym przyjrzała się jednej ze spraw. 
- Coś ciekawego?
Spojrzała mu prosto w oczy. - Nożownik ze Starling City
Jego wzrok nie zdradzał emocji. - Rozumiem.
- Czyżby, Oliverze? Zaczynam w to wątpić. - Wyrwała dłoń z jego uścisku i opuściła ją na kolana. - Pomyślałam,  że powinnam się wycofać, ale jaki mogłabym podać powód?
- Nie ma żadnego powodu. Ja go złapałem, a teraz ty musisz dopilnować, żeby zapłacił za swoje zbrodnie. Jedno nie przeszkadza drugiemu. 
- Chciałabym mieć tę pewność. - Wzięła serwetkę i zaczęła ją nerwowo miąć w palcach - Z jednej strony postrzegam cię jako kogoś, kto łamie prawo, z drugiej - jako bohatera.
- A prawda leży gdzieś pośrodku. - Sięgnął ponownie po jej dłoń. - Kimkolwiek jestem, kocham cię, Felicity Smoak.
- Wiem. - Mocniej ścisnęła jego dłoń - Tak, wiem, ale Oliverze...
Przerwała, gdy kelner przyniósł szampana, którego mężczyzna zamówił, jeszcze zanim przyszła do restauracji.
- Napój bogów - powiedział kelner z wyraźnym francuskim akcentem. - Świętujemy coś? Piękna kobieta, piękne wino.
Na twierdzące skinienie Olivera zamaszyście odkorkował butelkę, z której na chwilę wyłoniła się kusząco perlista piana.
- Monsieur spróbuje? - Nalał szampana do kieliszka Queena.
- Wyśmienite - mruknął mężczyzna, nie odrywając wzroku od blondynki.
Kelner obrzucił Felicity spojrzeniem pełnym aprobaty i napełnił najpierw jej kieliszek, a następnie Olivera - Monsieur ma znakomity gust.
Po odejściu kelnera Felicity Smoak zachichotała cicho i stuknęła się kieliszkiem z Queenem. - Chyba mi nie powiesz, że to miejsce widziało młodociane życie playboya jakim byłeś? 
- Nie. A chciałabyś?
Śmiejąc się, pokręciła głową. - Za co pijemy?
- Za dzisiejszą noc. I za dzień jutrzejszy.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni aksamitne puzderko i podał je informatyczce. A gdy długo patrzyła na nie bez słowa, wpadł w panikę. Jego spokojny głos nie zmienił jednak barwy. - Prosiłaś, żebym się z tobą ożenił, ale ten przywilej należy do mnie.
Otworzyła puzderko. W blasku świec szafir zalśnił ciemnym, głębokim błękitem. Otaczały go
śnieżnobiałe brylanty. Migotały triumfalnie w oprawie z bladego złota. Musiał kosztować majątek, a wszyscy wiedzą, ze Oliver Queen na dzień dzisiejszy nie mógł mieć takiej gotówki...  - Jest przepiękny.
Oliver sam wybrał kamienie. W jej oczach spodziewał się jednak ujrzeć radość, zamiast strachu. Nie podejrzewał też, że i nim zaczną targać obawy.
- Wahasz się? Wiem, że zaręczyliśmy się już dawno temu, ale wtedy nie dostałaś takiego pierścionka i w ogóle nie dostałaś żadnego. A zasługujesz na wszystkie brylanty świata. 
Spojrzała na niego i pozwoliła przemówić sercu. - Nie mam żadnych wątpliwości co do moich uczuć do ciebie. I nigdy nie będę ich miała. Ja się po prostu boję, Oliverze. Próbowałam udawać, że tak nie jest, ale boję się. Nie tylko tego, co robisz, ale i tego, że to może mi ciebie odebrać.
Queen nie zamierzał składać obietnic, których nie mógłby dotrzymać. - Wyciągnęli mnie  z wyspy w pewnym celu. Nie ma tu żadnej logiki ani faktów. Tylko uczucia i instynkt. Jeśli przestanę robić to, co jest moim powołaniem, znowu umrę.
Odruchowy sprzeciw uwiązł jej w gardle. - Wierzysz w to?
- Ja to po prostu wiem Felicity. 

Jak mogła patrzeć na niego i tego nie zauważyć? Ile razy patrzyła mu w oczy, widziała... co? Coś odmiennego, szczególnego. Wiedziała, że jest mężczyzną z krwi i kości, ale i czymś więcej. Tego nie dało się zmienić. I po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że już wcale tego nie chce. - Zakochałam się w tobie dwa razy. W obydwu wcieleniach. - Spojrzała na pierścionek, a potem wyjęła go z puzderka - Do tamtej pory byłam pewna wybranej drogi, moich pragnień i potrzeb, i konsekwentnie dążyłam w tym kierunku. Byłam przekonana, że jeśli się zakocham, to w bardzo spokojnym, bardzo zwyczajnym mężczyźnie.- Podała mu pierścionek. - Myliłam się. Ty nie wróciłeś tylko po to, by walczyć o sprawiedliwość. Wróciłeś po mnie. - Uśmiechnęła się, wyciągając rękę. - Dziękuje za to Bogu.
Oliver wsunął jej pierścionek na palec. - Chcę cię zabrać do domu.
Nie zdążył jeszcze podnieść do ust jej dłoni, gdy do stolika podbiegł kelner.
- Wiedziałem. Bianco nigdy się nie myli. - Felicity zaśmiała się, a on zaczął napełniać kieliszki - Wybraliście mój stolik. Więc wybraliście dobrze. Musicie mnie zostawić menu. Musicie! To będzie niezapomniany wieczór. A dla mnie przyjemność. Ach monsieur, jest pan najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. - Złożył hałaśliwy pocałunek na dłoni Smoak. 

komentarze

  1. Słabe. Wow najsłabszy i bardzo nie niespodziewane zakończenie. To oklepane.
    To nie hate.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinie, choć nie ukrywam, ze ten rozdział miał byc banalny i skończyć się w odpowiednim momencie. Dla Ciebie moze to jest słabe, ale zauważ, ze po 22 rozdziałąch wcześniej każdy miał mroczna odsłonę. Ten po prostu wyszedł szczęśliwie, choc kolacja w restauracji nie dobiegła końca o czym przekonasz sie w kolejnym rozdziale.

      Usuń
  2. Przesłodki rozdział :D Uwielbiam go!
    Reakcja Olivera na widok bielizny kojarzy mi się ze Zmierzchem, ale tak pozytywnie ;3
    A "bzdety pierdolety" nwm czemu tak wpadły mi w ucho :D

    Blog Arrow Olicity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justine, nie widziałam Zmierzchu więc nie mogę potwierdzić tej reakcji. Ale Oliver jest 100% facetem, więc tutaj jego reakcja miała być oczywista.
      Tak "bzdety pierdolety" otrafią człowieka wprowadzic w pewien stan zadumienia ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. W Zmierzchu tże dziękował siostrze za dobór strojów :D
      Reakcja oczywiście ze prawidłowa :D

      Usuń
  3. Cudny rozdział. Może i oklepany jak ktoś tu dodał, ale czy nie taki mało Strzałkowy? ;) Bardzo dobrze się go czyta i jeszcze szybciej kończy no i w końcu było co nieco o innych postaciach na plus ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Green Arrow jest konkretnym gościem, ale też jako OQ ma woje uczucia i chciałąm je pokazać. Jeśli według Twojej opinii mi się to udało to nic mnie bardziej nie uszczęśliwia :) Tak, tak pisałam przy poprzednim rozdziale, ze wprowadzę trochę więcej postaci pobocznych bez których serial nie funkcjonuje a co za tym idzie również i to opowiadanie. Także miło mi, ze to doceniasz ;)

      Usuń
  4. Nadrobiłam! Trochę mi to zajęło, ale jak mówiłam tak uczyniłam :) W pierwszej myśli po przeczytaniu nasuwa mi się stwierdzenie, że każda babeczka chciałaby mieć takiego mężczyznę, takie z krwi i kości co to obu rzeczy się nie boi. A do tego z jakim gestem, ba! Można się bać nosić taki pierścionek ^^ Felicity strasznie pracowita osóbka i chyba w prywatnym życiu chciałaby żyć spokojniej ale przecież się nie da ;) Wybrała w końcu Oliwiera. Myślę, że ta miłość bardzo się jej opłaci. Dalej utrzymuję, że się rozwijasz pisarsko, oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje Słońce ;) Dopiero teraz przyczaiłam komentarze, więc staram się odpowiadać na nie w miarę czasu. Czy ja się rozwijam,nie wiem :* Ale za komentarz dziękuję :)

      Usuń
  5. Przepraszam ,że nie komentowałam rozdziału po prostu nie miałam czasu choć napisać trochę ,a naprawdę ja doceniam pracę innych i napisanie : ,,Super ,czekam na next'' uważam za niedocenienie czyjejś pracy i wysiłku . . Przechodząc do rozdziały , fajny ,spokojny . Osobiście uważam ,że nie w każdym rozdziale musi być akcja . Musi być jakaś odskocznia ,bo po pierwsze to by nie było normalne i nawet w komiksach nie ma non stop akcji i bójek .
    A co do tej kolacji to mam nadzieję ,że nie zrobisz tak jak w serialu . Tylko błagam zero niech tam Helena lub Laurel nie wparują .
    Czekam na następny rozdział .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oli miło mi, ze znalazłaś chwilkę na komentarz, ja ostatnio chwilki na inne blogi ledwo znajduje, al obiecuje w weekend nadrobic Twojego bloga, bo mam braki rozdziałowe ;) Miło mi, że rozdział się podobał. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Nominowałam cię do LBA ,więcej u mnie na http://black-canary-arrow.blogspot.com/2015/03/nominacja-lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za nominacje dziękuję, postaram się na dniach odpowiedzieć = jeśli to aktualne :P

      Usuń