Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

26.9.14

Rozdział 20


***

- Moim zdaniem Black nas wykiwał, bo gdzieś był przeciek, ktoś z jego ludzi był w pobliżu nas i o wszystkim wiedział, przekazał Marcusowi jak będziemy ustawieni na jarmarku, dlatego udało mu się cię schwytać Felicity, dlatego nie udało nam się dotrzeć na czas. - powiało chłodem, choć Oliver powiedział to spokojnie. - Musiał być dokładnie poinformowany kim jesteśmy, w przeciwnym wypadku byłabyś bezpieczna a ten drań nie wyrządziłby ci krzywdy. Mam pewne podejrzenia kto kłapie jęzorem na prawo i lewo, ale zachowam je dla siebie. 

- Myślisz, że to ja albo John? - spytała, gotowa do ataku jeśli potwierdziłby jej słowa. 
- Felicity, a kto był z nami jeszcze na jarmarku? Laurel mogła coś powiedzieć, bo przecież nie zdradziliśmy jej sekretu przyjazdu, bo jak mówił Diggle była oczarowana Marcusem. Chciałbym się mylić, bo znam Laurel tam dobrze jak swoje nazwisko, ale nie ma innej opcji. 
- Oliverze, to nie ma sensu. Po co miałaby to robić? 
- Jak mówię Felicity nie wiem i nie daje mi to spokoju. - wzruszył niecierpliwie ramionami, jakby chciał aby wszystkie zło spadło mu z pleców. - Może ona przez pomyłkę coś powiedziała, może chwaliła się, że cię pilnujemy a może sam już nie wiem. 
- Co będzie jeśli w końcu trafimy na właściwy trop? 
- Będziemy obserwować, czekać i śledzić Blacka i jego ludzi z ukrycia. W końcu na pewno zrobią jakiś błąd i my to wykorzystamy. 

Panna Smoak wzdrygnęła się mimowolnie i przyrzekła sobie w duchu, że spróbuje przekonać zarówno Arrow jak i Johna, by przekazali tą sprawę detektywowi Lance, gdy tylko zgromadzą odpowiednie dowody. Nie mogła bowiem pozwolić by Oliver ścigał zło i żeby mu się coś stało, Diggle natomiast miał Lyle i dziecko. Oboje mieli więc zbyt dużo do stracenia. 
- Kiedy wy będziecie tym zajęci, ja poszukam nazwisk w Interpolu, może w końcu znajdziemy jakiś wspólny wątek. 
- W porządku – podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. 
- Bierzmy się zatem do pracy. 

Ledwie tylko usiedli, jeden z ich telefonów zaczął dzwonić, Felicity która zazwyczaj wszędzie gdzie się znajdowała odbierała telefony tym razem nie zauważyła, kiedy Oliver ją wyprzedził. 
- Queen. - rzucił do słuchawki. 
- Oliverze, tu Diggle. Jestem w mieszkaniu Felicity. Lepiej żebyście tu zaraz przyjechali. 

Jedno spojrzenie na Felicity, zwiastowało kłopoty. A to z kolei nie wróżyło niczego dobrego. 

***

Z łomoczącym sercem Felicity szybko wyskoczyła z windy i pobiegła korytarzem, wyprzedzając o krok Olivera. Telefon Johna sprawił, że przemknęli przez Starling City swoim zdezelowanym ciemnym busem w rekordowym tempie. Drzwi do mieszkania były otwarte. Na widok zniszczeń blondynka zastygła w bezruchu, na moment przestała oddychać. Poobrywane zasłony, wyłamane drzwi do łazienki, potłuczone pamiątki, porwany plakat Robin Hooda, stół i krzesła połamane i porozrzucane po podłodze. Kto byłby zdolny do takiego okrucieństwa? 



- O Mój Boże – kopnęła na bok śmieci i pobiegła do swojej ślicznej sypialni, a raczej tego co z niej zostało. Dziewczyna osunęła się na kolana i rozpłakała się. 
- Felicity tak mi przykro – powiedział Oliver, który nie bardzo wiedział jak zachować się w takiej sytuacji. Nie chciał by cierpiała, ale wiedział też, że musi być silny i opanowany właśnie dla niej. - Ogromnie mi przykro... 
- Niepotrzebnie, bo to moja wina. - Felicity na chwiejnych nogach usiłowała wstać z podłogi, gdyby nie dłoń Olivera zapewne by upadła. - Jemu chodzi o mnie i tylko o mnie. Jest zdolny do wszystkiego byleby tylko zniszczyć mnie, moje życie. Mogłam pomyśleć, że moje mieszkanie nie jest bezpiecznym miejscem. Gdzie ja miałam rozum? Przecież gdybyśmy tu byli dzisiaj Oliverze ten ktoś by nas zabił. 
- Nie jestem łatwy do zabicia, Felicity. Poza tym nie opowiadaj bzdur. Nikomu nic się nie stało, ale mimo wszystko jestem wściekły. - podszedł do dziewczyny i przytulił ją. Po chwili jednak usadowił ja na jedynym nieprzewróconym fotelu i uklęknął przy niej cały czas trzymając ją za rękę. Po czym zwrócił się do swojego czarnoskórego przyjaciela. - Diggle jak to się stało? 
- Drzwi były zamknięte na klucz, więc ta osoba lub te osoby musiały je wyważyć, stąd ten bałagan – John wskazał na drzwi. - Pomyślałem, że sprawdzę resztę pomieszczeń zanim do was zadzwonię. - pokrzepiająco uśmiechnął się do Felicity. - Myślę, ze rozminąłem się z nimi o dziesięć, piętnaście minut. - zacisnął pięści. - Inaczej nie mieliby łatwego wyjścia stąd. 

Oliver Queen pokiwał głową, sam miał sto schematów, które by użył gdyby trafili na niego. Jednak jedyne co mógł zrobić w tej chwili to zapewnić Felicity bezpieczeństwo, to było jego priorytetem. 
- Diggle wezwij tu policje, niech sprawdzą może uda im się coś znaleźć. - po czym zwrócił się do dziewczyny – a ty sprawdź co można zabrać, jakieś rzeczy na zmianę, kosmetyki cokolwiek. 
- Dobrze – zgodziła się, bo pragnęła choć na chwilę zostać sama, pomyśleć, oszacować straty.. 


Kochała to mieszkanie, każdy element wystroju, każde krzesło, każdy mebel. A tymczasem ubrania w większości były podarte i pogniecione, na biurku ktoś wyrył nożem kilka obscenicznych słów pod jej adresem, wszystko co miała zostało albo podarte albo zniszczone... Uklękła i podniosła strzępek fotografii, którą tak skrupulatnie przez lata przechowywała. Zdjęcie przedstawiało jej rodzinę... Wspomnienie.... 


Oliver wszedł bezszelestnie do sypialni, ukląkł obok niej i podał jej rękę aby mogła wstać. - Chce cię stąd zabrać, zaraz będzie tu policja, jesteś gotowa?
Kiwnęła niepewnie głową, próbowała się trzymać, jednak łzy już napłynęły jej do oczu. - Nic mi nie pozostało – starała się powstrzymać drżenie głosu. - Wiem, że to tylko rzeczy, ale nic mi nie zostało... - jej palce po raz kolejny zacisnęły się na strzępku starej fotografii. - Moi rodzice... - a potem czuła tylko, jak silne ramiona Olivera obejmują ją. 



Oliver tulił Felicity Smoak jak mała dziewczynkę, pozwalając jej się wypłakać, ale w duchu poprzysiągł sobie, że dopadnie zarówno Marcusa Blacka jak i jego ludzi, którzy tak skrzywdzili jego narzeczoną. W końcu dosięgnie ich strzała sprawiedliwości. Nie potrafił też pozbyć się chorego strachu, który wciąż ściskał go za gardło. Przecież to dziewczyna mogła być wtedy w mieszkaniu, sama w tej sypialni, kiedy oni przyszli. A wtedy zamiast zniszczonych mebli i pamiątek, znalazłby ją martwą na podłodze. Nie mógł przestać o tym myśleć. Nawet wtedy kiedy jechali do ich sekretnej kryjówki numer dwa, wciąż w głowie latał mu obraz martwej Felicity i to go zabijało kawałek po kawałku... Zrozumiał wtedy, że ta drobna istotka o przepięknych niebieskich oczkach i blond włosach jest dla niego całym światem.

17.9.14

SJ wydanie 1

Kochani prezentuje Wam 1 wydanie gazetki blogowej dotyczące serialu Arrow :) Gazetka będzie podsumowaniem tygodnia czekania - dodam tutaj zdjęcia nowych bohaterów, spoilery czy nawet ulubione filmiki. 
_________________________________________




Blu-Ray i usunięte sceny sezonu 2:







______________________________________


I kolejny bohater "Spartakusa" do Arrow. Nick Tarrabay ma być Digger'em Harkness, lepiej znanym jako Captain Boomerang.
W DC Comics Boomerang jest wrogiem Flash'a i jego ulubioną bronią jest... bumerang. W komiksach jest to wróg Arrow należący do Suicide Squad. W serialu zaś Harkness będzie byłym agentem A.R.G.U.S. specjalizującym się w technikach walki. Będzie również szpiegiem, który chce się zemścić na swoich byłych "szefach". Digger pojawi sie w 7 i 8 odcinku w których jest "poślizg" z serialem Flash.

15.9.14

Rozdział 19

Kochani ślicznie dziękuję Wam za te 6480 wejść. Nie wiem jak zrobiliście to w tak krótkim okresie, ale dziękuję - to wiele dla mnie znaczy. :)
_____________________________________________


Felicity idąc z Oliverem na lunch miała na myśli restaurację lub jakiś bar szybkiej obsługi, na pewno nie swoje mieszkanie. Dziewczyna zaczęła w końcu zastanawiać się czy rzeczywiście głód był czynnikiem decydującym o tym wyjściu, bo jeśli pan Queen miał ochotę na innego typu przyjemności to przecież mogli poczekać do wieczora, kiedy wrócą do domu i zostaną sam na sam. Kiedy mężczyzna otworzył drzwi mieszkania wpuszczając ją do środka, z głośników już sączyła się romantyczna muzyka. Stół w salonie wyginął się od potraw kuchni włoskiej. Dominowało spaghetti zapiekane ze szpinakiem. Panna Smoak je uwielbiała o czym doskonale wiedział Oliver. Kiedy usiedli na kanapie, mężczyzna cały czas uśmiechał się do dziewczyny, chciał coś powiedzieć jednak nie zdążył kiedy blondynka usiadła mu na kolanach i pocałowała go w usta. Od razu go odwzajemnił, w jednej chwili chciała go mieć tylko dla siebie pozostawało tylko pytanie na jak długo? Bo wieczność przy ich trybie pracy nie wchodziła w grę, pomimo wszystko chciała być z nim do końca. Po chwili zeszła z jego kolan i spoglądając mu to w oczy to patrząc na stół, powiedziała:
- Jak cudownie. - jej wzrok przykuła butelka wina w kryształowym naczyniu, wypełnionym lodem. - Pomyślałeś o wszystkim. 
- Jeśli mam być szczery myślałem tylko o tobie. - musnął wargami jej usta kiedy, zanim rozlał wino do lampek. - Wyobrażałem sobie ciebie dzisiaj rano setki razy, jeśli nie tysiące. Nie rozumiem czemu musisz tak szybko wychodzić skoro i tak pracujemy w tym samym miejscu. - podał jej lampkę wina. 
- Ja tez myślałam o tobie kiedy jechałam do naszej drugiej "kwatery", zastanawiając się czy ty wszędzie musisz się spóźniać. - ręka jej lekko zadrżała, gdy unosiła lampkę do ust. - Tęsknie za tobą od czasu kiedy się w tobie tak beznadziejnie zadurzyłam. A to co teraz czuje od kiedy jesteśmy oficjalną-sekretną parą doprowadza mnie na sam skraj wytrzymałości. To jakby świat się nade mną na nowo otworzył. Nigdy wcześniej tak się nie czułam. 
- A ja byłem gotów cię błagać, abyś za mnie wyszła. Choć czułem, że jesteś na mnie mocno wkurzona. - wyjął jej kolczyk z ucha i zaczął pieścić palcem wrażliwą konchę. - Ciekawe czy byś się zgodziła, gdybym użył innych argumentów?
- Nie wiem Oliverze. I nie rozumiem czy w obecnej sytuacji ma to jakieś znaczenie. Pragnęłam się zgodzić w głębi serca, ale trudniej było powiedzieć to na głos. Ośmielić się, by to do mnie doszło. 
- To mi wystarcza. Cieszę się, że się pomimo wszystko zgodziłaś się zostać moją żoną. - rozpiął drugi kolczyk i położył go na stole. Potem nie spuszczając wzroku z Felicity, ściągnął gumkę z jej włosów. - Kochanie, ty drżysz - jego dłonie były delikatne a wzrok pytający. 
- Wiem to z nerwów. 
- Boisz się mnie?
- Raczej tego co możesz ze mną zrobić. 
W jego spojrzeniu pojawiły się ciemne iskierki. Pochylił głowę i złożył delikatny pocałunek na jej czole. 
Oszołomiona, poprosiła - Oliverze, proszę pocałuj mnie. 
Jego usta zaczęły sunąć po jej twarzy, pozostawiając uczucie niedosytu. Gdy złożył w końcu pocałunek na jej ustach, jęknęła. Tego wieczoru całowali się długo i namiętnie, kiedy zjedli kolację było już grubo po dwudziestej pierwszej. Pomimo wszystko Felicity Smoak czuła się wspaniale, jednak głos rozsądku chciał mieć w tym ostatnie słowo. 

***

Patrząc na śpiącą Felicity, Oliver stracił poczucie czasu. Świece wypaliły się, pozostawiając po sobie zapach gorącego wosku. Ręka dziewczyny spoczywała w jego dłoni i nawet przez sen nie przestawała go leciutko ściskać. Zbyt wiele pozostało jeszcze do zrobienia, Marcus Black pojawił się w Starling City i on Oliver Queen zamierzał wymierzyć mu ostateczną sprawiedliwość. Będą musieli się z Diggle'm pośpieszyć, bo każdy dzień bez odpowiedzi "dlaczego?" zagrażał życiu Felicity. A nie było teraz ważniejszej sprawy od jej bezpieczeństwa. Odsunął się i bezszelestnie wstał z łóżka żeby się ubrać. Musi nadrobić te wszystkie godziny, podczas których wolałby być z dziewczyną, zamiast w ich nowej kryjówce lub na ulicach swojego miasta. Gdy się odwrócił, poruszyła się na łóżku i wtuliła głębiej w poduszki. Jeśli dobrze pójdzie, będzie spałą przez cały ranek a on w tym czasie będzie pracował wraz z Johnem, do którego już wysłał sms-a. Wychodząc z mieszkania zamknął za sobą drzwi, po czym skierował swe kroki do motoru, na który wsiadł i odjechał w siną dal. 

Kiedy się obudziła już go nie było. Chwilę jej zajęło nim pozbierała się do kupy i włączyła swój tablet, urządzenie namierzające wskazywało, że motor Olivera znajduje się 100 metrów od ich nowej kryjówki. Zastanawiała się co było ważniejsze w tym momencie od niej? Poczuła ucisk w klatce piersiowej, spowodowany brakiem zaufania. Pomimo miłości jaką jej okazywał, nadal nie był z nią do końca szczery. Trzeba było coś z tym zrobić. Ubrała się i zrobiła lekki makijaż. Naczynia po wczorajszej kolacji uprzątnęła, brudne talerze i szkło wsadziła do zmywarki, nastawiając ją na 30 minut. Kiedy ogarnęła trochę mieszkanie, postanowiła udać się do ich kryjówki i żądać wyjaśnień. Kiedy dotarła na miejsce, Oliver siedział przy jej komputerze notując coś zawzięcie, Diggle czyścił broń i nagle się poruszył kiedy wpadła jak burza gradowa do pomieszczenia. 
- No, no. Ja sobie śpię w wielkiej nieświadomości a wy tutaj coś knujecie, razem. - spojrzała to na twarz jednego i drugiego, w duchu żądając jakichkolwiek wyjaśnień lub chociażby przeprosin. 
- Felicity! - mężczyzna momentalnie wstał, wyłączając przy tym jeden z komputerów. - Miałem nadzieje, że dłużej sobie pośpisz. My tu z Johnem robimy takie przymiarki do nowego mordercy jaki pojawił się w mieście. 
- Felicity, nie dzieje się nic... - Diggle nie dokończył, bo blondynka machnęła ręką, by się po prostu przymknął. 
- O jestem o tym wręcz przekonana. - ukryła zaciśnięte pięści w kieszeniach swojej nowej skórzanej kurtki. - Najwyraźniej przerwałam wam pracę nad jakimś tajnym projektem. - przeszła kawałek i jej wzrok spoczął na jedynym włączonym w tej chwili komputerze, słowa, które na nim widniały wprawiły ją na moment w oszołomienie. Potem jednak wszystko zaczęło układać się w całość. - Mam jedno pytanie. Najważniejsze w tej chwili. Dlaczego ukryliście przede mną, że Marcus Black przybył do Starling City, by mnie zabić? 
- To nie tak, nie jesteśmy do końca pewni w jakim celu przybył do miasta. 
- I jaki widzicie w tym cel? Jaki ty widzisz w tym cel Oliverze? Czy naprawdę coś by się stało gdybyś pospał ze mną trochę dłużej? - widząc minę Diggle'a zupełnie zapomniała, że on przecież o niczym nie wiedział. Nie chciało jej się tego tłumaczyć w tej chwili, jednak musiała to zrobić, czarnoskóry mężczyzna był jej przyjacielem. - Oliver poprosił mnie o rękę, zgodziłam się ale teraz zaczynam się nad tym mocno zastanawiać. Czy to jest ten sam facet, który pokazywał mi jak bardzo mnie kocha na dziesiątki różnych sposobów, zostawiając mnie dzisiaj w łóżku całkiem samą. Nie zostawiając nawet jednej głupiej wiadomości, żeby tu przyjść. Uważam Oliverze, że do tej pory byliśmy partnerami a partnerzy mówią sobie o tym, że zły facet chce mnie zabić. A kim teraz jesteśmy? Czy jako twoja dziewczyna, narzeczona nie jestem już twoją partnerką? 
- To nie tak, Felicity. Nie okłamałem cię. Ja po prostu muszę go powstrzymać, jesteś nadal moją partnerką tak jak i John jest moim partnerem. Myślałem, że to rozumiesz? 
- To ci się źle wydawało. Nie rozumiem dlaczego to przede mną ukryłeś. To ja jestem jego celem, to mnie chce zabić, to po mnie tu przyjechał. Dlaczego wolicie pracować beze mnie, zatajając tak ważne informacje? 
- To nie jest sprawa uczuć a logiki. Przyszliśmy tutaj z Diggle'm, by cię chronić. By dowiedzieć się jaka rzecz sprawiła, że on tu jest. Jeśli to zbadamy i zdobędziemy potrzebne informacje będziemy mogli go zdjąć. To moje miasto Felicity, jesteśmy tu u siebie i to nie Hong Kong gdzie nie było wiadome kogo prosić o pomoc. Powinnaś to bez trudu pojąć. Felicity, jesteśmy tu w pracy. - podszedł do niej - Zrozum nie pozwolę, by spadł ci przez tego drania choćby jeden włos z głowy. Zorbie wszystko co w mojej mocy, by Marcus Black zobaczył niebo prędzej niż zobaczy ciebie. Nie utrudniaj mi. Proszę. 
- Logiki? - dziewczyna traciła rezon. - Oliverze Queen logika mija się z celem  jeśli chodzi o ciebie. 
- Zrozum jedną rzecz, miedzy okłamywaniem a zatajaniem informacji jest pewna różnica. Nie rozpatruj wszystkiego w kategoriach czarne-białe. 
- Odkąd poznałam ciebie nie ma już czarnego i białego... - dodała z pewną nutą ironii. 
- To jest groźny człowiek, Felicity. Bez sumienia, bez litości. Próbował już raz cie zabić i ledwie uszłaś z życiem. Nie będę cie narażał. Rozumiesz? - dodał będąc na tyle blisko, że stykali się niemal nosami. 
- Nie powstrzymasz mnie, będę ci pomagać, nadal jestem częścią Team Arrow czy ci się to podoba czy nie. 
- Zaklinam Boga, że jeśli będę musiał cię na czas śledztwa zamknąć na klucz. Uczynię to, aby zapewnić ci bezpieczeństwo. 
- A co dalej? Czy już zawsze tak będzie? Gdzie partnerstwo, gdzie zaufanie? 
- Będę robił wszystko żeby cię chronić, to się nigdy nie zmieni. 
- Oliverze to nie ma sensu. Nie zmusisz mnie do bezczynności. Jeśli będzie trzeba chce być z tobą i z resztą. 
- Ja nie proszę... Poczekasz w bezpiecznym miejscu do końca sprawy. - rzekł. 
Kiedy na usta cisnęły jej się różne epitety pod jego adresem, spojrzała mu w oczy. Nie spodziewała się jednak ujrzeć w nich strachu. Tak skrzętnie przed nią ukrywał, że się boi, że nie wybaczyłby sobie, gdyby z głowy spadł jej choć jeden włos. W jednej chwili zapomniała o tym co zaszło. 
- Zrobimy to razem, tak jak wcześniej, jak partnerzy. Ja, ty i John. - powiedziała cicho, patrząc mu cały czas w oczy. Po czym wspięła się na palce i pocałowała go w usta. 

***

Po jakimś czasie, kiedy John Diggle wyszedł z zaskoczenia na wieść o tym, że Oliver i Felicity się pobierają szukali kolejnych tropów. Queen już trochę się uspokoił, a i Felicity przy swoim komputerze wyglądała normalnie. 
- Chłopaki chyba coś mam. - rzuciła do nich, a kiedy podeszli do monitora, pokazała im coś na mapie. - Te czerwone kropki to punkty przerzutowe dla większych transakcji. Udało mi się namierzyć kilku pośredników pana Blacka.  Punkty oddalone są od siebie o jakieś piętnaście - dwadzieścia przecznic. - wskazała ręką na rysunek na monitorze. 
- Myślicie, ze to czas, by zadzwonić do detektywa Lance'a? - rzucił Diggle.
- Nie pomogłoby to nam w zbliżeniu się do ludzi na górze. - odparł Oliver. - Na razie musimy wiedzieć kto to i czemu to robi. 
- Odstępy czasowe także są mniej więcej stałe - dziewczyna wcisnęła kilka guzików na klawiaturze. Na ekranie pojawiła się lista dat. - Trzy tygodnie, czasami miesiąc. 
- Wynika, że zostały nam dwa tygodnie. Felicity przeszukaj mi firmy i dyrektorów, bo to logiczny punkt wyjścia. - powiedział Queen. 
- Zgadza się, ten kto stworzył siatkę zapewne zna się na interesach. - dodała blond informatyczka, po czym z okrzykiem - Robi się. - wzięła się do pracy. 
Nazwiska przesuwały się na ekranie komputera, jedne z nich były znane, inne zupełnie obce. Jak dobrze, ze technologia poszła tak do przodu, że ogromna ilość informacji znajduje się w sieci. Przy wszystkich nazwiskach widniał napis "nie  żyje".... 

10.9.14

Rozdział 18


( 2 tygodnie później Starling City)



Jak bokser ogłuszony zbyt dużą ilością ciosów, Oliver próbował wydostać się z koszmaru. W końcu po trudach i znojach udało mu się wypłynąć na powierzchnię, brakowało mu jednak tchu i był cały zlany potem. Gdy obrazy przeszłości ustąpiły, wyciągnął się na wznak i wbił wzrok w sufit sypialni. Nigdy nie mógł przewidzieć kiedy ten koszmarny sen znowu powróci, wiele by dał, by zapomnieć, ale to nie było takie proste. W gruncie rzeczy powinien być zadowolony z faktu, że sen nie prześladował go co noc, a tymczasem jego kapryśne wizyty okazały się być jeszcze gorsze. Wiadomo człowiek przygotowany na najgorsze, może odpierać atak, tymczasem człowiek zaskoczony jest bezbronny na to co nadchodzi. Już spokojniejszy podszedł do okna i odsłonił zasłony, pierwsze promienie światła wkradły się do pokoju, rozświetlając go tym samym. Mężczyzna ostrożnie napiął każdy mięsień, by się upewnić czy nadal sprawuje nad ciałem kontrolę. Nie chciał, by doszło do sytuacji pomiędzy – zawieszeniem w koszmarze a życiem realnym. To byłoby najgorszą karą, na którą nie mógł sobie pozwolić. Jak człowiek ścigający swoje demony, odtworzył w myślach cały przerażający sen. I jak zwykle był on tak realny, że aż namacalny, czuł to każdym swoim zmysłem. Znów widział twarz Slade'a Wilsona i jego spojrzenie, kiedy Anthony Ivo mówi mu o tym, że Shado zginęła przez Olivera. Znów widzi tortury, wściekłość i znów walczy ostatkiem sił o każdy oddech. Niczego w życiu tak nie pragnie jak życia, odkupienia własnych grzechów. 

Czas jednak się obudzić, tyle zła jest jeszcze do naprawienia, tyle ludzi do uratowania, tyle grzechów do zmazania. Zacisnął pięść, a potem poszedł do łazienki aby wziąć prysznic.

***

Kiedy przybył do kryjówki, było już grubo po czternastej. Felicity wpatrywała się zawzięcie w komputer, jakby kombinacje cyfr miały dać jej ukojenie, mars na czole świadczył o tym, że to ciężki dzień dla niej. Chciał ją jakoś pocieszyć, przytulić, ale zawahał się. Odkąd wrócili z Rosji nie powiedzieli nikomu co tam zaszło, co robili i że są stuprocentową parą, która zamierza się pobrać. Oboje wyszli z założenia, że najpierw praca i misja, a potem przyjemności. Oliver czasami nie rozumiał tego, ale starał się dostosować do panny Smoak, kochał ją, szedł więc na ugodę. 
- Zły dzień? 
Wciąż zasępiona, odwróciła się i wzrok jej padł na Olivera. Nie słyszała jak przyszedł, pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu. 
- O, cześć! Co ty tutaj robisz? Miałeś być dopiero po osiemnastej. 
- Pomyślałem, że wcześniej wam się do czegoś przydam. - rozejrzał się po pomieszczeniu – A gdzie jest Diggle? 
- Poszedł do Big Belly Burger po coś do jedzenia, pewnie niedługo wróci. - odpowiedziała wciąż nie spuszczając wzroku z Olivera. Wyglądał zabójczo w luźno zapiętej białej koszuli, z kilkudniowym zarostem. - Tęskniłam za tobą, wiesz? - powiedziała przechylając lekko głowę w bok. 
- Niby dlaczego? - spytał, choć znał odpowiedź. Uśmiechnął się mimowolnie. - Tak naprawdę przyszedłem wcześniej aby zaprosić cię na lunch. Lubisz włoskie jedzenie, prawda? Każdy lubi włoskie. 
- Och to bardzo miło z twojej strony, ale zaraz wróci Diggle i wiesz... 
- Na prawdę wolisz dużego hamburgera od spaghetti? 
- Oczywiście, że nie. Wyślę tylko Johnowi sms-a. I możemy iść.

________________________________________
Kochani rozdział jest króciutki, ale pod koniec tego tygodnia pojawi się  kontynuacja. 
I chciałabym Was przy okazji przeprosić, ale od przyszłego tygodnia będzie pojawiał się tylko jeden rozdział na tydzień. Wrzesień daje mi się we znaki - praca, dom, praca dom i tak wkoło. Obiecuje, że rozdziały będą dłuższe i mniej romansowe. 





6.9.14

5400 Wejść

5400 wejść na bloga <3

Dziękuję ślicznie wszystkim i każdemu z osobna. Jesteście Kochani <3
Z racji tego, że w tym tygodniu nie dam już rady wstawić nowego rozdziału, postanowiłam dodać tutaj filmik, który przybliży co poniektórym wyglądy głównych bohaterów, bo takiego podforum nie ma tym blogu. 

Dla niewtajemniczonych:
Oliver Queen aka Arrow
Felicity Smoak - blondynka w okularach
John Diggle - czarnoskóry mężczyzna
Laurel Lance - jasna garsonka 
Sara Lance - blondynka w czarnym kombinezonie




Mam dla was niespodziankę, którą zapewne niektórzy z z Was już widzieli. Jest nią zapowiedź 3 sezonu Arrow: 

 

Oraz coś ekstra dla fanów Olicity (Oliver&Felicity) - jeden z moich ulubionych filmików: 




4.9.14

Rozdzial 17

"To nic, że czas przemija...
Miłość nie ustanie..."




Felicity nie chciała się obudzić, wiedziała bowiem, że wraz z nowym dniem będzie musiała uporać się z Oliverem Queen'em a póki co nie była pewna czy da radę stawić mu czoła. Wciąż w pamięci miała jego słowa, jego ton głosu, jego spojrzenie gdy uciekła zaraz po tym jak się namiętnie całowali. Kim była tamta dziewczyna wczoraj w salonie? Panna Smoak nigdy by tak nie postąpiła, nie uciekłaby, nie schowałaby głowy w piasek, więc co się z nią stało wczoraj? Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Wstała szybko z łóżka i poszła do łazienki, by wziąć prysznic i umyć zęby, kiedy wróciła wiedziała już, że musi stawić mężczyźnie czoła. Bo w głębi serca wiedziała, że  Oliver nie zrobi nic by ją świadomie skrzywdzić, a ona nie chciała z całego serca, by myślał o niej jak o tchórzu. Ubrała na siebie sukienkę w kolorze fioletu i rozczesała włosy, nie umalowała się, bo chciała załatwić sprawę od razu, na dzień dobry. Oby jeszcze nie było za późno... 

Kiedy zeszła do salonu, mężczyzna siedział w fotelu i przeglądał zawartość laptopa. Uśmiechnął się do niej i zaprosił, by usiadła obok niego. Nie wahała się, tym razem chciała by wszystko było jak należy. 
- Powiedz mi Felicity dlaczego panicznie boisz się swoich uczuć do mnie. Czy to z powodu tego co robię po godzinach? Czy to tak bardzo Ci przeszkadza? Czy Arrow jest temu winien? Strzały, łuk, niebezpieczeństwo? Powiedz mi cokolwiek co sprawi, że zrozumiem. 
- Tu nie chodzi tylko o to co robimy po godzinach. Zrozum, nigdy nie chodziło o to. - powiedziała najspokojniej jak tylko potrafiła. - Oboje przecież doskonale o tym wiemy. 
- Rozumiem - powiedział znów na nią spoglądając. - Istotne jest to co robimy dla miasta, a także jakimi jesteśmy ludźmi. Będziemy musieli znaleźć jakiś sposób, aby z tym się uporać. 
- Oliverze to twoje życie, ja nie mogę w nie ingerować. - powiedziała ostrożnie - Nie proszę cię przecież, żebyś cokolwiek w nim zmieniał. Nie mam zamiaru odrywać cię od pracy swoją osobą. Nie żałuje ani jednego dnia pracy z tobą i Johnem. Po prostu jako przyjaciel jest mi łatwiej cię akceptować niż jako mężczyznę z moich snów. - widząc jego pytające spojrzenie, dodała - wiesz, że cię kocham ale boję się zaangażować by nie cierpieć. W ten sposób to będzie mniej bolało. 
- Dzięki - mruknął, zamykając przy tym laptopa i odkładając go na bok. Nie był przekonany o słowach dziewczyny. 
- Oliverze ja naprawdę próbuje ci powiedzieć, że nie powinniśmy tego komplikować. Bądźmy oboje dorośli i rozsądni. 
- Nie.
- Co nie? - spytała zdezorientowana. 
- Nie chce być rozsądny, a sprawy i tak są skomplikowane. - spojrzał ponownie na dziewczynę - jestem w tobie zakochany, Felicity. Rozumiesz? 
To był szok, dostrzegł to w jej oczach, zanim odsunęła się nieznacznie na kanapie. Krew odpłynęła jej z twarzy. To niemożliwe. Przecież modliła się o to codziennie po tym jak Oliver musiał zabić Hrabię Vertigo, by ją uratować. Chciała by ją kochał, by jej pragnął, by jej potrzebował, by z nią był. A teraz nagle padły te słowa z jego ust. Takie rzeczy się nie zdarzają. Nie mogą, to pewnie znów jakaś mistyfikacja, jak ta kiedy powiedział to, by oszukać Slade'a Wilsona. Nie mogła mu ufać, zbyt łatwo przychodziły mu kłamstwa, a ona chciała mu oddać swoją duszę i ciało. Była idiotką. Oliver Queen jej nie kochał, czuła to... Musi to jeszcze tylko wytłumaczyć swojemu sercu, koniecznie musi... 
- Widzę, że jesteś zachwycona. - mruknął, wstając z kanapy. Podszedł do kominka i podłożył kilka polan do ognia. Nawet iskry wesoło tańczyły, tylko panna Smoak była smutna. Czyżby już go nie kochała? A może nie ufała mu? Już raz w końcu oszukał ją przy tych słowach. Szkoda tylko, że ona nie mogła czytać w jego myślach, sercu, bo wtedy wiedziała by, że już wtedy ją kochał. Wielka szkoda.
- Miłość to naprawdę wielkie uczucie, Oliverze. Myślę...
- Mam już po dziurki w nosie twoich przemyśleń, Felicity. - odwrócił się do niej. - Powiedz mi w końcu co czujesz, mówisz, ze kochasz a jednocześnie odsuwasz się na bezpieczną odległość. Proszę bądź ze mną szczera. 
Felicity była w takim samym stopniu przerażona jak i podekscytowana. Bała się powiedzieć cokolwiek, aby przez palnięcie głupstwa nie smażyć się potem w piekle, dlatego póki co milczała. - Nie chciałam cię kochać, ale kocham. Mimo wszystko to mnie nadal przeraża. 
- No nareszcie mówisz z sensem. 
- Nie mam w zwyczaju całować się z mężczyzną tylko dlatego, że rozbudza we mnie namiętność. 
- Podoba mi się to coraz bardziej - Queen podniósł z uśmiechem na ustach jej dłoń, żeby ucałować palce. - Kochasz mnie, rozbudzam w tobie namiętność. Wyjdź za mnie. 
- Oliverze Queen, prezesie QC od spóźniania się, to naprawdę nie pora i miejsce na żarty. - dziewczyna próbowała wstać, jednak nadaremnie. 
- Ja nie żartuję. - Bojownik wzrok miał pełen napięcia i czułości - Proszę cię tylko abyś uczyniła mi ten zaszczyt i za mnie wyszła. 
Panna Smoak usłyszała tyko dźwięk palących się polan. Oliver czekał, a jego ciepła i silna dłoń mocno ściskała jej rękę. Oddech uwiązł jej w piersi, czuła jakby serce miało zaraz wyskoczyć, temperatura jej ciała podwyższyła się zapewne do prawie 40 stopni. Nabranie tchu kosztowało ją tyle wysiłku, że aż zakręciło jej się w głowie. 
- Oliverze... 
- Felicity Smoak, kocham cię. - patrząc jej w oczy, przyciągnął ją lekko do siebie. - Kocham cię całą, każdą twoją cząstkę, twój głos, zapach, sposób chodzenia, mówienia, po prostu ciebie. Proszę cię tylko o pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat abym mógł ci to okazać. - pocałował ją delikatnie, cały czas czekając na jej odpowiedź. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność, mężczyzna zaczął odczuwać niepokój. - Czy proszę cię o zbyt wiele? 
- Nie, tak... nie wiem, nie... no tak... - Próbując zebrać myśli przycisnęła dłoń do jego piersi, potrzebowała w tej chwili jego ciepła, jego siły. - Oliverze ja nie wiem co powiedzieć... 
- Powiedz tylko czy za mnie wyjdziesz - Queen zaczął delikatnie muskać ustami jej wargi, głaszcząc ją zarówno kojąco jak i podniecająco. - Musisz się przyzwyczaić do tego, że twoim mężem zostanę ja. Tylko o to proszę. 
- Dobrze Oliverze, przekonałeś mnie. Wyjdę za ciebie. - odpowiedziała, bo nie miała już siły dłużej się bronić przez tym uczuciem. Ba... nawet nie chciała już tego robić. 

______________________________________________________________
Kochani i jest notka. Byłaby o wiele wcześniej, ale coś mi wypadło prywatnie. Wiecie robię teraz forum PBF o Harry'm Potterze i schodzi trochę czasu, ale na Olicity zawsze znajdę czas. :) Jak wrażenia po tym rozdziale? Jak w szkole? I jak w domu?