Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

6.8.14

Rozdzial 10



***

Queen wszedł do wynajmowanego mieszkania, akurat w momencie kiedy Felicity suszyła włosy. Spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła, nie miała już sińców pod oczami, sen zregenerował  w pewnym stopniu jej ciało. 

- Zabieram cię na lunch. Za ile będziesz gotowa? 
Dziewczyna spojrzała na niego – Szczerze? 
- No tak, tak. Oczywiście - odwzajemnił uśmiech, po czym dodał - Głodny jestem i mam ochotę zjeść coś lepszego niż chińskie żarcie na wynos. 
- A jeśli tak, to... - Felicity odwróciła na moment od niego wzrok i spojrzała przez okno – będę gotowa za około piętnaście miniut. 
Oliver uśmiechnął się – Świetnie w takim razie zadzwonię po taksówkę. - poza tym był niemal pewny, że Felicity nie każe mu długo na siebie czekać. 

Panna Smoak ubrała się i zrobiła sobie lekki makijaż, włosy spięła w koński ogon, założyła okulary. W sumie wyrobiła się w ciągu niespełna 7 minut. Oliver czekał na nią przed domem, zamknęła drzwi i rozejrzała się po okolicy. Już dzisiaj rano zauważyła niebieskiego sedana, który stał pod ich domem, kiedy ścieliła łożko. Myślała, że to przypadek, ale teraz też tu stał. Dziwne, pomyślała. Wsiedli do taksówki i odjechali, a niebieski sedan pojechał za nimi, Felicity przełknęła głośno ślinę. Byli śledzeni. - Oliverze muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła, po czym urwała...
- Chwilka, musimy zgubić ten samochód co za nami jedzie. - po czym powiedział coś po chińsku do kierowcy. Wjechali po chwilę do tunelu, gdzie wysiedli i przeszli kilka ulic, idąc do innej taksówki. Po chwili, chłopak odezwał się. - Co się stało? 
- Ten sedan jeździ za nami od wczoraj, kiedy poszedłeś dzisiaj do recepcji, również stał pod domem. Myślisz, że to Marc się za coś mści, albo nas po prostu sprawdza? - Felicity wyglądała na wykończoną, jednak nadal martwiła się o nich. Martwiła się o niego. 
- Ej. Wszystko będzie dobrze, na razie zgubiliśmy go. Poza tym mam pewne uwagi co do Blacka. Uważam, że wpadłaś mu na tyle w oko, że nas sprawdza, sprawdza zarówno ciebie jak i mnie, sprawdza cel naszej wycieczki, miejsce pobytu, kontakty, telefony. - Ollie pomógł wysiąść dziewczynie z taksówki, po czym podał jej swoje ramię. Przedstawienie musi trwać nadal, poza tym głupio przyznać ale Queen'owi podobało się, że nie musi szukać wymówek aby dotknąć blondynki czy nawet ją pocałować. Pierwszy raz od długiego czasu nie musiał udawać i chować się z tym. Z resztą nawet jeśli jakiś znajomy zobaczyłby go teraz nie chowałby się jak dwudziestopięciolatek przyłapany na lizaniu lizaka. 
- Wiem to moja wina. Mogłam nie mówić mu, że jesteśmy parą, ale pierwsze co, to właśnie przyszło mi do głowy. Poległam Oliverze, przepraszam. - spuściła wzrok i weszła do jakiejś amerykańskiej knajpki. W końcu poczuła zapach jedzenia i skrzywiła się momentalnie. 
- Daj już z tym spokój, zrobiłaś to co należało. Porozmawiajmy o przyjeździe Digg'a i Laurel, bo to już dzisiaj w nocy. Poza tym musisz zacząć jeść, wyglądasz Felicity jak cień człowieka. 
- Nic mi nie jest, naprawdę.... - Kiedy kelnerka przyszła po zamówienie, dało się wyczuć, że leci na Olivera Queena, jednak on nie reagował na jej wdzięki. A była to naprawdę piękna dziewczyna, długie kasztanowe włosy, zielone oczy i duży biust. Taka mogłaby zawrócić niejednemu w głowie. Jednak nie była Laurel, a więc Oliver nie zwracał na nią uwagi. Dotarło to do blondynki jak obuch, straciła resztki apetytu. - Ja chyba zadowolę się lemoniadą. - złożyła zamówienie, uśmiechając się z wielkim wysiłkiem w stronę kelnerki i oddając jej kartę dań. 
- Poproszę dwa hamburgery, dwa razy frytki, jedną kawę latte, lemoniadę i jambalayę. - złożył zamówienie. 
- Ma pan apetyt, lubię klientów którzy wiedzą jak dobrze zjeść – kelnerka, puściła mężczyźnie oko, wyraźnie go kokietując. 
- Jambalaya i lemoniada dla mojej dziewczyny, reszta dla mnie. - dodał, po czym wrócił spojrzeniem na Felicity. Oboje poczekali jak niezadowolona kelnerka odeszła do innego stolika, przyjąć zamówienie. Może tym razem uda jej się poderwać jakiegoś faceta. - Felicity! Musimy porozmawiać, nie śpisz, prawie nic nie jesz. Myślisz, że nie wiem, że mas prawie co noc koszmary? Funkcjonujesz prawie jak robot. Powiedz mi w końcu o co chodzi? Co się stało? Martwię się o ciebie. - jego troska była prawdziwa, widziała to w jego oczach, od razu zrobiło jej się lżej na sercu, a słowa po chwili sama popłynęły z jej ust, nawet ich nie kontrolowała. 
- Od kiedy tutaj przyjechaliśmy mam koszmary. Uwielbiam zasypiać i budzić się w twoich ramionach, ale mimo to te sny są jakby na jawie. Czasami tracę poczucie rzeczywistości, wydaje mi się, że uczestniczę realnie w tym śnie, że jestem jego nieodłącznym elementem. Śni mi się jakiś cmentarz, myślę, że na pewno znajduje się w tym mieście. Śni mi się też potężny człowiek ubrany w ciemny płaszcz, który próbuje mi coś zrobić na tym cmentarzu. Oliverze ja powoli chyba tracę zmysły – załamała się, a z jej oczu popłynęły łzy. 
- Felicity nawet tak nie myśl. Nie tracisz zmysłów. - powiedział spokojnie po czym otarł jej łzy wierzchem swojej dłoni. - Od pewnego czasu szukam jakiś poszlak dotyczących naszego nowego znajomego, wiele osób ginie na jakimś cmentarzu, a ich ciał nikt nie znajduje. Są to kobiety, nie wiem jak je wybiera, bo niektóre to panny, inne mężatki. Jedne to Azjatki, inne Amerykanki, Ukrainki, Rosjanki i Francuzki. Nie mają bogactwa, sławy. A mimo to są jego celem. - widząc jej spojrzenie, dodał – nie chciałem ci o tym mówić, już i tak wyglądałaś jak cień. Chciałem ci tego wszystkiego oszczędzić. - chciał coś jeszcze dodać, ale kelnerka właśnie przyniosła ich zamówienie i blondynka od kilku dni nareszcie zjadła prawie cały posiłek. On też najadł się na kilka godzin z głowy. - Bierzemy coś na wynos? Odgrzejemy sobie w mikrofali? - wiedział, że ta rozmowa wiele kosztowała dziewczynę i domyślał się czemu mu o tym nie powiedziała. Cenił ją za to, wiedział, że Felicity nigdy w życiu nie chciałaby wyjść na idiotkę. 
- Dziękuję ci Oliverze za wszystko. 
- Tak chyba postępują zakochane pary? - dodał po czym podał jej rękę i po zapłaceniu rachunku wyszli szybko z restauracji. Felicity nie odzywała się, atmosfera robiła się napięta. Słowa które padły, mogły sprowokować większy potok słów, ale dziewczyna milczała, a Oliver zastanawiał się co jeszcze mógłby powiedzieć. - Wracajmy do domu, musimy znaleźć jakieś informacje o Thei, a potem dopilnować wszystkiego na przyjazd Johna i Laurel. 

Felicity westchnęła. Nie podjęła jednak tematu, Oliver też wybrał milczenie. Porozmawiają w domu na spokojnie, na zatłoczonej ulicy każdy przechodzień może mieć zbyt dobry słuch. Po chwili byli już nieopodal domku, który wynajmowali. Spojrzawszy na duży, żółty domek Oliver poczuł, że mógłby w nim zamieszkać na długi czas, on i Felicity. Felicity Smoak ta sama paplająca istota, która nieraz dawała mu większe wsparcie niż ludzie, którzy powinni mu je bezgranicznie dać. Życie nieraz zaskakuje nas swoją ironią – pomyślał.

komentarze

  1. Podoba mi się ta historia, bo jest cholernie wciągająca. Po przeczytaniu rozdziału mówię do siebie "cholera, chce więcej" :D
    Czekam na dalszy rozwój sytuacji. Team Olicity <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite opowiadanie a każdy rozdział jest wciągający. Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. @karmelkowakawa - dzięki ślicznie za tak miłe słowa, to mnie mobilizuje do dalszej części pisania rozdziałów.
    @Anonimowy - dziękuję i również pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń