Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

31.8.14

Pozegnie wakacji

Żegnajcie wakacje!





Jedni tęsknią za szaleństwem i brakiem zadań domowych, inni zaś za wolnością. A Wy moi Drodzy Czytelnicy za czym będziecie tęsknić w czasie trwania roku szkolnego? Bądź za czym już tęsknicie. 

Pozdrawiam ciepło i do zobaczenia wieczorkiem. 
Już po 21.00 nowy rozdział. 
Przypuszczam, ze dopiero wtedy wrócę z imienin babci. 

29.8.14

Rozdzial 16

Miłosna zmiana (18+)






Oliver Queen nachylił się nad nią z uśmiechem. 
- Felicity.... 
- Oliverze co ty.... - słowa rozpłynęły się w westchnieniu, gdy przygarnął ją do siebie i zawładnął jej ustami. Trzęsienia ziemi, huragany, powodzie, tornada. Skąd mogła przypuszczać, że można pocałunek umieścić na tej samej półce co destrukcyjne klęski żywiołowe? Nie chciała tego pocałunku, a zarazem potrzebowała go bardziej niż powietrza, niż oddechu, niż życia. Upajała się nim, chłonęła go niczym gąbka. Z jednej strony chciała go teraz odepchnąć, z drugiej zaś przyciągnąć. Felicity Smoak wybrała właśnie drugą opcję. Dziewczyna przyciągnęła Olivera bliżej, to było czystym szaleństwem. Dobrym, słodkim i zarazem cudownym szaleństwem. Gdy się do niego tuliła, a jej usta odpowiadały na każde obłędne wręcz żądanie. W jednej chwili zrozumiała, że wszystko co przed momentem usiłowała sobie wmówić, było jednym wielkim kłamstwem. Kochała go całą sobą i nie zamierzała już się tego wstydzić. Jaki sens ma bowiem chowanie własnych uczuć kiedy widać je niemal jak na dłoni? Potrzebowała Olivera Queena, a to że był również Arrow jakoś musi sobie z tym poradzić. To nie czas i miejsce na tego typu rozmyślania. Potrzebowała Olivera, choć świadomość tego napawała ją ogromnym przerażeniem, upajała jednocześnie jak napój wysokoprocentowy. Dziewczynie wydawało się, że przez całe swoje życie czekała na takie pragnienia, na takie uczucia i na taką miłość. Na drżenie pod jego dotykiem niczym kwiat na wietrze, a jednocześnie na siłę, która mogłaby pokonać niejednego przeciwnika. Na oszołomienie a zarazem jasność umysłu. 

Ręce Olivera ocierały się o bluzę jaką miała na sobie, kiedy się do niej przytulał. Czy ona również widzi jak idealnie do siebie pasują? Chciał usłyszeć, że powie mu, wyzna z gardłowym jękiem, że pragnie i kocha go równie rozpaczliwie jak on ją. I rzeczywiście jęknęła, gdy odchylił jej głowę do tyłu obsypując jej szyję pocałunkami tak delikatnymi jak muśnięcie motyla. Gdy lekki zapach jej perfum przeniknął do jego zmysłów, jednym szarpnięciem zamka ściągnął z niej bluzę, pod którą nie znalazł nic, prócz Felicity. 

Dziewczyna wygięła się do tyłu i oddech uwiązł jej w gardle, kiedy mężczyzna dotknął językiem jej piersi. Pod jego palcami zdawały się ożywać. Gdy poczuła jak miękną jej kolana, wczepiła mu się w ramiona, by nie stracić równowagi. Nie chciała bowiem polecieć twarzą w kominek, to byłby pech. Drżała gdy kciuk Olivera drażnił jej sutki, zmieniając je w twarde, obolałe wzgórki. Bezwiednie wyszła mu na przeciw, zatracając się w głębokim, intymnym pocałunku, od którego obojgu zakręciło się w głowie. Powoli coś ją tknęło, zaczęła się wycofywać. - Nie powinniśmy tego robić - odmierzała słowa tak powoli, jakby traciła kontakt z rzeczywistością. - Nie chce się angażować. 
- Troszeczkę za późno - Queen miał uczucie jakby przy pełnej prędkości walnął w budynek. 
- Nie - próbowała wstać - Jeszcze nie jest za późno. Mamy mnóstwo innych spraw, które nie mogą czekać, prawda?
Modląc się o cierpliwość Oliver zatęsknił za szklaneczką czegoś mocniejszego. 
- No i co z naszymi sprawami? 
- Myślę, że powinniśmy iść spać, oddzielnie. - dodała już mniej cudzym głosem. 
Mężczyzna nie przysunął się ani też nie odsunął, spoglądał na nią  tylko uważnie. - Dobrze ale zanim zjemy kolację i pójdziemy spać czy możesz mi uczciwie powiedzieć, że to co przed chwilą powiedziałaś, że mnie kochasz nie ma znaczenia? Czy w tej chwili już nic do mnie nie czujesz? 
Zmusiła się by na niego spojrzeć i nie rozpłakać się. 
- Głupotą byłoby mówić słowo kocham, a potem udawać, że to żart. Wiesz przecież, że kocham bezgranicznie, podobasz mi się, chce z tobą być ale to wszystko jest takie pokręcone, boje się tych uczuć oraz tego co zrobią ze mną. 
- Chciałbym znów jutro posiedzieć tu z tobą przy kominku. 
Potrząsnęła głową, jednak pragnęło tego jej serce, a jego musiała choć czasem słuchać. 
- Pomyślimy o tym jutro, na spokojnie. 
- Wydawało mi się Felicity, że nie ma nikogo innego - zrobił krok w jej stronę, ale jej nie dotknął - a nawet gdyby był gwizdałbym na niego, a może wpakowałbym w niego ostrze strzały. 
Zmrużyła oczy, choć była pewna, że Oliver żartuje. Nie skrzywdziłby nikogo bezpodstawnie, nie był taki, wiedziała o tym. Należało mu się, więc wyjaśnienie - Tu nie chodzi o innych mężczyzn, chodzi o mnie. 
- Właśnie. Dlaczego, więc nie powiesz mi czego się boisz?
- Boję się zostawać sama, kiedy wiem, że pojechaliście z Johnem na misję i możecie nie wrócić. - Była to w pewnym sensie prawda, ale to ni był całkowity powód jej strachu. - Obawiam się zarówno zasypiać jak i budzić, boje się, że któregoś dnia obudzę się i zostawisz mi tylko kartkę o treści "Tęsknie za Laurel, muszę odejść". Staram się o tym nie myśleć, ale to boli. Ona jest Twoją wielką miłością, a ja jestem tylko blond-informatyczką po MIT. 
Dopiero po tych słowach dotknął jej czubkiem palca w policzek. 
- Wiem co przeżywasz i możesz mi wierzyć lub nie, ale każdego razu kiedy zakładam strój Arrow uważam na siebie w 100 procentach możesz być o to spokojna.  Kochałem zaś Laurel przez połowę swojego życia, ale ta miłość się wypaliła i nie wróci. Jednak nie z tego powodu się ode mnie odsuwasz. 
- Są inne powody. 
- Podaj mi choć jeden. 
Zirytowana znów na niego spojrzała. - Marcus Black jest nadal na wolności. 
- I co z tego? Felicity w końcu go dopadniemy. Zrozum, nie pozwolę mu nigdy więcej cie skrzywdzić. 
- Wiem. Pozwól mi jednak samej się z tym uporać. - uśmiech przemknął przez twarz Felicity. 
- Jeśli wolisz się położyć bez kolacji. Na górze są trzy sypialnie, nie licząc werandy na której też można nocować. Ale na to jest chyba za zimno. 
Panna Smoak doskonale znała Olivera i wiedziała kiedy żartuje. Chwyciła bluzę i z dumnie uniesioną głową  zaczęła wspinać się po schodach. Na górze jak na złość trudno było odgadnąć, w którym pokoju zatrzymał się Queen. 
____________________________________________________
Dziękuję wszystkim z całego serducha za 4,466 wyświetleń. Jak Wy to robicie? :) Nigdy bym się nie spodziewała, że mój blog będzie przez Was tak odwiedzany. Pozdrawiam i miłego  weekendu życzę. Może jutro (tzn. w niedzielę) pojawi się nowy rozdział. Kto to wie... ;) 

29.8.14

Liebster Blog Award

Liebster Blog jest przyznawana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby nominującej, następnie wymyślić 11 nowych pytań i nominować następne 11 osób do tej zabawy. Pamiętajmy, że pod żadnym pozorem nie wolno nominować bloga, który nominował Nas...






Crossover Arrow został nominowany przez blog Walka o wolność
A poniżej pytania na jakie "muszę" odpowiedzieć ;)

1. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
- Moja rodzina, zdrowie i moje samopoczucie. Stawiam to jakby na piedestale ponieważ rodzina taka najbliższa jak mama i tata - to osoby, które wychowały mnie i kochają bezgranicznie. Chwała im za to <3 Zdrowie, bo bez zdrowia nie można mówić o rzeczach ważnych i ważniejszych i moje samopoczucie, ponieważ to moje wybory świadczą o moim życiu.

2. Czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
- Wierzę w zauroczenie od pierwszego wejrzenia, wierzę też w zakochanie. Jednak miłość to potężniejsze uczucie i na pewno nie dzieje się tak jak w filmie, że spada na Nas grom z jasnego nieba i wpadliśmy. Z czasem poznajemy daną osobę, jej zaangażowanie, sposób bycia.

3. Jakie masz podejście do swojego opowiadania? Jest ono sposobem rozrywki czy należy do planów na przyszłość? - Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Crossover Arrow to moje pierwsze opowiadanie (blogowe w życiu) traktuje je jak własne dziecko, jak perełkę. Nie mniej nie ukrywam, że jeśli to opowiadanie podoba się czytelnikom to może wydam również zbiór wierszyków, które gdzieś tam błąkają się na dnie szafy. Pisanie Olicity jest dla mnie rozrywką, bo cieszy mnie pisanie kolejnych rozdziałów i komentarze. To tak jakby ktoś powiedział mi na żywo: "Agata, pisz więcej, bo uwielbiam jak dobierasz słowa, widzę, że Twoi bohaterowie żyją i ja jako czytelnik utożsamiam się z nimi". Także dzięki wielkie, bo bez Was pewnie nie byłoby tego opowiadania. :)

4. Co kojarzy Ci się z dzieciństwem?
- Spontaniczność, wolność i swoboda, brak zahamowań i tekstów w stylu: "nie wolno Ci tego", "nie możesz tak mówić". Ciepłe mleko i zwykła drożdżówka, wożenie kota w wózku i siedzenie obok budy psa z parasolem, by nie mókł. A miałam wtedy chyba z 4-5 lat.

5. Ulubiony aktor/ulubiona aktorka?
- Ze względu na opowiadanie to Stephen Amell i Emily Bett Rickards. Poza tym lubię również
Reese Witherspoon i Josh Lucas, Paul Walker, Dustin Clare, Matt Passmore i Arron Jeffery, Michala Banas, Rachael Carpani, Eliza Dushku, Desmond Harrington. Poza tym długo by wymieniać, jest tego sporo.

6. Ulubiony gatunek książek?
- Lubię powieści kryminalne, sensacyjne, historyczne. Nie pogardzę również jakąś fantastyką czy melodramatem. Czytam to co wpadnie mi w ręce, czytam też to co polecają inni itd. Nie można się zamykać na jeden gatunek, człowiek powinien szukać własnej ścieżki.

7. Twoje życiowe motto?
- Nie ma jednego. "Ufaj ale weryfikuj" M.Q. z Arrow - coś w tym jest. Nie można ślepo patrzeć na kogoś, trzeba być czasem trochę podejrzliwym niż wejść na minę.

8. Najgorsze co może spotkać Cię w życiu?
- Nie ma czegoś takiego, los przynosi nam w danym momencie to na co jesteśmy gotowi, choć w pierwszym momencie uważamy, że to ponad nasze siły. Kiedy opada pierwszy kurz widać przebłyski światła i naszej siły.

9. Cechy Twojego wybranka?
- Trudne pytanie, bo nie ma ideałów. Człowiek powinien być sobą, a nie wyimaginowanym "stworzeniem" jakie nosimy w głowie pod plakietką "ideał". Z tych cech ludzkich to mogę wymienić jedynie: odpowiedzialność, opiekuńczość, zaradność i poczucie humoru.

10. Najważniejsze w przyjaźni?
- Zaufanie, miłość, szczerość.


Pytania od: Nic nie da się cofnąć
1. Gdzie są rzeki bez wody?
- Pytanie podchwytliwe, aczkolwiek na mapie są rzeki bez wody w atlasie geograficznym ha ha ;)

2.Kto jest najmądrzejszy?
- Nie ma ludzi najmądrzejszych tak jak i nie ma ideałów i nikt nie jest alfą i omegą. Ewentualnie może istnieje taka postać w bajce a jest nią Smerf Ważniak.

3. Jakie jest twoje najstraszniejsze przeżycie?
- Nie ma takiego.

4. Kupiłaś hot doga z sosem łagodnym, ale gdy próbujesz przekąskę okazuje się, że dodano do niego pikantnego sosu? Jak zareagujesz najostrzej?
- Lubię pikantnie, więc uśmiecham się tylko do kelnera i dziękuję za sos.

5. Trafiasz na wyspę małp. Kogo poprosisz o ratunek? (nie masz telefonu)
- Nikogo, radzę sobie sama.

6. Rzuca cię chłopak/dziewczyna, jaką użyjesz ripostę, żeby mu szczęka opadła?
- Nie zniżam się do takiego poziomu, odszedł jego broszka.

7. Założyłaś się z kolegami, o to, że będziesz w telewizji, co zrobisz, aby wygrać?
- Proszę kuzyna, który jest redaktorem wiadomości o jakiś mały angaż.

8. Niechcący zabiłaś muszę owocówkę, a jesteś zwolennikiem zwierząt, jak na to zareagujesz?
- Nie traktuje muchy jako zwierzę. Poza tym owady roznoszą choroby.

9. Znajdujesz zamknięty sejf. Co robisz, żeby go otworzyć i co tam znajdujesz?
- Wyciągam scyzoryk, ale nie mam wytrychu. Kiedy w końcu udaje mi się go otworzyć znajduje w nim stare listy i fotografie.

10. Wygrałaś w totolotka, żona/mąż każe przeznaczyć pieniądze na cele charytatywne. Co robisz?
- Przeznaczam połowę kwoty na cele charytatywne, resztę dzielę na resztę domowników.

11. Czy chciałabyś poczytać mojego bloga?
- Spam w miejscach niedozwolonych sprawia, że tracę zainteresowanie blogiem... Także podziękuję.


Pytania od: Heaven Knows Niebiosa Wiedzą:
1. Co Cię inspiruje?
- Wspomnienia, książki, rodzice, przyjaciele. To oni dodają mi sił, każą iść dale kiedy przychodzi zwątpienie.

2. Co Cię najbardziej cieszy?
- Przyjaźń z Pauliną z blogu Jarmolisia, chyba nigdy się nie spodziewałam, że ktoś może być tak blisko i akceptować mnie, nie próbując zmieniać. Poza tym cieszy mnie wiele spraw. Moi rodzice, że się kochają, mój kot Puszek, że w końcu nauczył się łapać myszy, mój kot Bobisław, że w końcu spędza wieczory i noce w domu. Mój pies Baks, że nie pozwala nikomu na mnie krzyczeć, bo zaraz gryzie.

3. Jak byś mogła być głównym bohaterem jakiejś książki kim byś była?
- Księżycowym Jeźdźcem, kapitanem Starlight, przez okolicznych mieszkańców uważanym za zbira i opryszka, w kręgach rodzinnych i przyjacielskich jest lordem wypełniającym misję. To musiałoby być ciekawe, ukrywanie się- dwie tożsamości, jeden człowiek.

4. Z jakiego powodu zdecydowałaś się pisać blog?
- Serial Arrow, nie zawsze chce tego co pokazują scenarzyści. I w pewnym momencie ktoś polecił mi bloga i pokazał jak łatwo można przelać emocję w opowiadanie, jak łatwo bohaterowie stają się kimś więcej dla siebie i dla mnie. Tak się to zaczęło.

5. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
- "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...."

6. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
- Księżycowy Jeździec

7. Jaka jest Twoja książkowa miłość?
- Ciepła, opiekuńcza, spełniona. Taka, która przychodzi nagle i wywraca życie do góry nogami. Taka jaka zdarza się tylko w książkach...

8. Jakie jest Twoje największe marzenie?
- Jeśli je zdradzę nie będzie już marzeniem, czyż nie? ;)

9. Twoje motto życiowe?
- Kto nie marzy i nie ryzykuje ten nie pije szampana.

10. Co chciałabyś robić w przyszłości?
- Staram się nie wybiegać tak daleko w przyszłość. Aczkolwiek jak dobrze pójdzie to chciałabym wydać tomik wierszy i może ukończyć powieść...

11. Znienawidzona postać w książce?
- Nie ma takiej, w każdej dostrzegam ukryte dobro...














Nominowani:








Wywiad dla nominowanych:

1. Zbliża się wrzesień, co czujesz?
2. Piosenka, która kojarzy Ci się z chwilami szczęścia to...?
3. Czym jest dla Ciebie pisanie bloga? 
4. Chodzisz jeszcze do szkoły czy pracujesz? 
5. W jakiej sytuacji według Ciebie trzeba być bezlitosnym?
6. Ulubiony skecz kabaretowy?
7. Znienawidzona książka i dlaczego? 
8. Miejsce na idealne wakacje to? 
9. Czy masz jakąś fobię? Jeśli tak to napisz jaką. 
10. Czy uważasz się za osobę szczęśliwą? 
11. Wierzysz w to, że marzenia się spełniają? 













27.8.14

Rozdzial 15

"Jedna miłość
Musimy ją dzielić
Opuści Cię Kochanie
Jeśli nie będziesz o nią dbać"



Felicity Smoak skuliła się, żeby ochronić się przed chłodem i wzrok swój skierowała na ogród i las. Oliver miał racje kiedy ją tu przywoził, widok był niesamowity. Ze swojego miejsca widziała postrzępione górskie szczyty. Nieco bliżej spostrzegła chmurkę dymu z jakiegoś komina. A więc byli tu inni ludzie? Gdzie się znajduje? W Ameryce Północnej, w Europie czy w Australii? Queen niewiele mówił, wciąż w pamięci miał obraz Marcusa Blacka i blondynki, wciąż widział jak biznesmen robi jej  krzywdę. Choć od tamtego zajścia minął tydzień, wciąż nie mogli o tym zapomnieć. Felicity nawet nie pytała, wciąż wspomnienia bolały i trawiły od nowa jakby to miało się dopiero wydarzyć. 

Dziewczyna zapomniała już jak to jest odczuwać taki spokój. Zaczęła się nawet zastanawiać czy kiedykolwiek go zaznała. Z całą pewnością nie, odkąd wyrosła z dzieciństwa i przestała wierzyć w bajki. W głębi serca przeczuwała, że już nic nigdy nie będzie takie samo. Tamten dzień na jarmarku zmienił cały bieg historii, zmienił ich całe życie. A na pewno zmienił ją. Oliver dotrzymał obietnicy. Zabrał ją do miejsca o jakim nawet jej się nie śniło. Po raz pierwszy od wyjazdu z Hong Kongu znów spała głębokim niczym niezmąconym snem. Tego ranka obudziła się wypoczęta, bez uczucia skrępowania, zrelaksowana. Czuła prawdziwy spokój, tak cudowny, że aż nierealny. Wprost trudno jej było uwierzyć, że gdzieś tam istnieje jakiś inny świat pełen grozy, bólu i strachu. A jednak istniał i pewnie kiedyś będą musieli wrócić a co za tym idzie i ona będzie musiała stawić mu czoła. Nie może się przecież wiecznie tutaj ukrywać przed człowiekiem, który pragnął jej śmierci. A co jeśli to nie Marcus był promotorem tego zajścia? A co jeśli stał za tym ktoś inny? Dużo potężniejszy? Z westchnieniem uniosła twarz ku gasnącemu słońcu. Bez względu na jej uczucia, a może właśnie dlatego musi być szczera, tak szczera jak jej uczucia do Olivera Queena. To co się między nimi zaczęło dziać nie ma prawa trwać. Nie wolno jej tego kontynuować, pomyślała, zaciskając kurczowo powieki, by żadna łza nie mogła z jej oczu spaść. Lepiej teraz przeżyć zawód miłosny, niż później kompletne załamanie z powodu straty ukochanego. Oliver to dobry człowiek. Uczciwy, troskliwy, cierpliwy, inteligentny i pełen poświeceń i jest Bojownikiem. Nadszedł czas by postawić mur między nimi. Dziewczyna będzie po prostu musiała sobie wmówić, że nie jest zakochana. 

***

Oliver zastał ją na balkonie, opartą o balustradę, jakby chciała wzlecieć ponad drzewa. Z pewnym przygnębieniem zauważył u niej objawy zdenerwowania. Gdy dotknął jej włosów, drgnęła bezwiednie, nim przytuliła się do jego ręki. 
- Oliverze czyj to dom? Bardzo mi się on podoba. 
- Cieszę się. - powiedział, gdyż zamierzał wracać tu z nią co rok. - Dom przyjaciela, możemy tu przyjeżdżać kiedy dusza zapragnie. 
Palce panny Smoak zatańczyły na balustradzie, a potem zabłądziły do kieszeni jej wytartych już jeansów. - Nie zapytałam w jakim państwie się znajdujemy. Czy to tajemnica? 
- Jesteśmy w Rosji, a więc i w Europie. Przyjaciel był winny mi przysługę dlatego możemy tutaj spędzać urlop. 
- Jesteś człowiekiem o rozlicznych kontaktach. Szkoda, że takie miejsce służy tylko na urlop. 
- Czasami zdarzało mi się wyrwać tu na dłużej. Poza tym nie miałem zbyt wielu chwil urlopowych jak zauważyłaś. 
- No tak... Czy musimy zaraz się pakować i wracać? - zapytała nieśmiało. 
- Nie. Możemy tu zostać ile dusza zapragnie. Zmarzniesz - powiedział - Wejdźmy do środka. Usiądziemy sobie przy kominku. 
Poszła za nim tylnymi schodami, prosto do kuchni. 
- Co tak ładnie pachnie? - zapytała tylko gdy uwiódł ją cudowny zapach unoszący się z rondla. 
- Dorzuciłem trochę rozmarynu i chilli. - Mężczyzna podszedł do kuchenki. Uniósł pokrywkę rondla, w którym coś bulgotało i powąchał. - Będzie gotowe za pół godziny. 
- Mogłeś wołać, pomogłabym ci. 
- Nie trzeba, masz odpoczywać, relaksować się, ja na ten czas mogę być kurą domową. Tylko nie mów nikomu, bo będę musiał wpakować w ciebie strzałę - wyciągnął przy tym wino i korkociąg. 
Dziewczyna z gromkim śmiechem wpadła do salonu niosąc ze sobą dwie lampki do wina. Ten Queen miał jednak poczucie humoru... Ech... 
Felicity usadowiła się na poduszce przy kominku, gdy Arrow do niej dołączył, obdarzyła go kolejnym gromkim śmiechem zanim podała mu lampki wina, aby je napełnił. 
- Cieszę się, że jest tu kominek i że my jesteśmy tu razem.  - powiedziała. 
Oliver usiadł obok niej. 
- Popatrz na mnie  - odezwał się po dłuższej chwili milczenia. - Denerwujesz się na myśl o powrocie do Hong Kongu a potem do Starling City? Czy denerwujesz się tym, że Marcus Black zniknął?
- To nie tak. To znaczy trochę. - poprawiła się z westchnieniem - Ufam tobie i Johnowi i wiem, że robicie co w waszej mocy, ale jednak się boję. A co jeśli Marcus był tylko pionkiem? Co jeśli jego szef to dopiero gruba ryba? Co wtedy? Ten człowiek jest niebezpieczny? Co jeśli aby dotrzeć do mnie zrobi wam krzywdę. Nie przeżyłabym tego.
- Felicity ufasz mi i Diggle'owi? 
- Przecież doskonale wiesz, że tak. - mimo to jej głos zadrżał a ona nie odważyła się spojrzeć mu w oczy. 
Dotknął palcem jej policzka i czekał, aż znów na niego spojrzy. 
- Ale nie jako Bojownikowi, prawda? 
Skrzywiła się i znów odwróciła wzrok. - Nie jako Arrow, Green Arrow, Bojownikowi, Kapturowi itd. 
- A wiec tu leży pies pogrzebany. - rozważał na głos. - Wcześniej ci to nie przeszkadzało. 
- Wcześniej cię nie kochałam... - powiedziała i zapadła długa i niezręczna cisza..... 

______________________________________________
W notce został użyty fragment piosenki jaką wykonuje zespół U2. 
It's one love
We get to share it
It leaves you baby
If you don't care for it

22.8.14

Rozdział 14

"Jedna miłość, jedna krew, jedno życie." 



Marcus miał jeden plan, sprawić by Felicity odłączyła się od grupy na tyle, by ten mógł zabrać ją w odludne miejsce i zniewolić. Tymczasem dziewczyna wraz z Oliverem nie przeczuwali niczego złego, brali udział w konkursach, tańczyli, trzymali się za ręce, żartowali. Z daleka wyglądali jak zakochana para. Laurel i Diggle pojechali już do domu, ten dzień był wyczerpujący dla obydwojga. Panna Lance w drodze powrotnej cały czas myślała o Marcusie Blacku, o jego oczach, ustach, spojrzeniu, o jego ciele. Nikt od czasów Olivera Queen'a i Tommy'ego Merlyna nie wywarł na niej tak piorunującego wrażenia. 


Oliver aka Arrow dostał telefon od swojego przyjaciela z Rosji, niejakiego Anatoly Knyazev. Telefon był na tyle ważny, że Queen oddalił się od Felicity na bezpieczną odległość, gdzie mógł w spokoju wysłuchać co jego przyjaciel ma mu do powiedzenia. W takiej sytuacji panna Smoak nie chciała być balastem i również wybrała drogę, by zostawić Olivera na chwilę samego. Szła wśród suto zastawionych stolików i obecnych dookoła ludzi. Wszędzie otaczały ją zakochane pary hetero i homoseksualne oraz rodziny z dziećmi. Tylko Felicity myślała o samotności, dobrze jej było z Oliverem ale czy to się nie zmieni kiedy wrócą do Starling City? Takie i inne pytania póki co zostają wielką niewiadomą. Z głębi serca dziewczyna pragnęła, by Oliver Queen był osobą z którą mogłaby dzielić zarówno smutki jak i radości dnia powszedniego. Blondynka szła przed siebie tak zamyślona, że nie zauważyła niewielkiego kopca, który wystawał z ziemi, gdy tylko jej stopy opór runęła na ziemię. Zamiast Smoak powinna nazywać się Felicity Pech... 

- Felicity nic ci nie jest? - tuż nad nią pojawił się jakiś cień. 
- Oli...- urwała, bo gdy przyjrzała się bliżej rozpoznała go. - Marcusie nic mi nie jest. Skąd się tu wziąłeś? - spytała próbując przy tym się podnieść, jednak ból w kostce sprawił, że znów opadła na tyłek. 
- Nie ruszaj się - powiedział Black i uklęknął, a potem zaczął badać palcami jej kostkę. 

Wybawca nie był Queen'em ale mimo wszystko był dość przystojny, Felicity wiedziała jednak, że wybawca w każdej chwili może okazać się draniem. Coś czuła, że tym razem intuicja jej nie zawiedzie. Blond informatyczkę przeszedł zimny dreszcz, ale szybko się opamiętała. Wiedziała, że nie może sobie pozwolić na błąd, kto wie do czego zdolny jest Marcus Black i gdzie był Oliver? Czy Marcus zrobił mu coś złego? W głębi serca wiedziała jednak, że nie ma co się nakręcać z tą paniką, Arrow spędził na wyspie 5 lat i przetrwał, dlaczego więc Marcus miałby go zabijać? Dobre pytanie...

- Raczej nie jest skręcona - oświadczył mężczyzna. - ale przydałby ci się okład z lodu. Wiem gdzie znajduje się tutaj zaciszne miejsce, gdzie będę mógł ci należycie zbadać stopę. 
- Och nie trzeba - powiedziała dziewczyna, jednak straciła przy tym rezon, bała się. Marc nie żartował, a ona z tą cholerną kostką nie mogła daleko uciec, lepiej więc go nie denerwować. Może też jej wyobraźnia podsyłała zbyt brutalne scenariusze, może nic złego się nie wydarzy, zbada tylko jej kostkę, a potem odprowadzi ją wprost w ramiona zaniepokojonego Olivera. Kiedy tylko na niego spojrzała, zaschło jej w gardle, nigdy nie wiedziała jeszcze tak zimnego spojrzenia, a była już w niejednych tarapatach. 
- Felicity chyba nie chcesz, by Oliver zrobił mi awanturę, że nie zająłem się tobą należycie? - spytał tym swoim opanowanym i twardym głosem. 
Panna Smoak w głowie miała mętlik, to nie było fair, że zasłania się Queen'em, ale z ulgą oparła się na męskim ramieniu . Marcus zaprowadził ją do jednego z wolnych namiotów i posadził na jedynym znajdującym się tam rozkładanym łóżku. Upewniwszy się, że jest dziewczynie wygodnie, zanurkował w zamrażarce, która chłodziła napoje i wyciągnął worek z lodem. Po chwili delikatnym ruchem obłożył lodem kostkę Felicity. 
- Co za okropny wypadek, nie chciałam zniszczyć twojego jarmarku. Czuje się z tym okropnie - powiedziała dziewczyna chcąc ukryć strach. 
- Zobaczysz już za kilka dni będziesz mogła chodzić, a jak nie to jest mnóstwo rzeczy, które można robić w Hong Kongu na siedząco. - zapewnił. 
Nie wiedzieć czemu ale te słowa przeraziły Felicity. Nagle w namiocie zgasło światło, to było tak niespodziewane, że dziewczyna nawet nie zdążyła krzyknąć. Ciemność napawała ją lękiem, poza tym bała się, że jeśli zrobi nieumyślny krok on ją znajdzie i wtedy nie będzie miała szans na ucieczkę. Nie zamierzała siedzieć bezczynnie, z wielkim trudem podniosła się z lichego łóżka i wstała najciszej jak umiała. 
- Felicity nie uciekniesz, a twój luby nie znajdzie cię tutaj. W końcu jesteśmy sami, niech ja tylko znajdę te przeklęte zapałki.. - nie dokończył, bo właśnie coś huknęło i Marcus upadł na podłogę. 
To była jej szansa, szła na oślep nie bardzo wiedząc, gdzie w tym momencie znajduje się napastnik. Nigdy nie chciała tak skończyć, gdzieś tam w oddali były odgłosy muzyki, gwarów rozmów, a tutaj niczego nie była pewna. Nie chciała umrzeć ani tutaj ani tej nocy. - Oliverze gdzie jesteś - szepnęła w ciemność.  

***

Właśnie zobaczyła cienie obok namiotu w jakim się znajdowali i już chciała uchwycić je, gdy nagle coś szarpnęło ją od tyłu... 
- Felicity chcesz się bawić w kotka i myszkę, genialnie. Lubię ostre kocice - dodał po chwili złowrogim szeptem. Odwróciła głowę i w ułamku sekundy wyczytała z jego oczu, że nadeszła jej pora, że właśnie dzisiaj umrze... Posługując się obiema rękami, uderzyła go w żołądek. Napastnik stęknął głucho i zwolnił uścisk. Wtedy wyrwała mu się i kuśtykając rzuciła do ucieczki rozpaczliwie szukając czegoś co pozwoli jej ściągnąć tutaj więcej ludzi. Oni na pewno jej pomogą, Oliver na pewno już jej szuka. Na pewno, na pewno, na pewno... Ledwie jej dłoń zacisnęła się na suwaku od namiotu, Marcus znów ją dopadł, a jego palce wsunęły się pod jej sukienkę. Usłyszała trzask rozdzieranego materiału i znów mignęło światło, odwróciła się gotowa do walki i wtedy zobaczyła nóż sprężynowy, a potem krótki błysk ostrza, zanim przycisnął je do miękkiej skóry pod jej podbródkiem. 
- Mam cię, miałaś zginąć inaczej, miałaś być piękna, ufna i zakochana a tak zgnijesz tutaj samotna, brudna i niechciana. - syknął jej do ucha. 
Zamarła, bała się oddychać, bała się zrobić cokolwiek. W jego oczach dostrzegła radość i pasję, głuchą na wszelkie prośby i błagania. Mimo to zdobyła się na odwagę, by coś powiedzieć. 
- Marcusie ty nie jesteś taki, porozmawiajmy. 
Dźgając ją czubkiem noża w szyję, zaśmiał się. - Droga Felicity o czym chcesz rozmawiać. O tym, że odrzuciłaś moje starania, że tylko Oliver to, Oliver tamto. A teraz jesteś tu sama bez swojego wybawcy. - okręcił sobie jej włosy wokół ręki i szarpnął mocno. Dziewczyna miała wrażenie, że wyrwał jej wszystkie włosy. - Krzycz, błagaj o litość. Wiele kobiet przed tobą krzyczało i błagało, powiedz mi coś co sprawi, że daruje ci życie dzisiejszej nocy. No już, krzycz, błagaj. - zaśmiał się gardłowo, nie przypominał w niczym tego obytego w towarzystwie człowieka za którego uchodził. - No, dalej - zadrasnął ją po raz kolejny nożem w gardło. 
Dziewczyna chciała krzyknąć ale żaden głos nie wydobył się z jej ust. Gdy pchnął ja na zamrażarkę, zamarła z przerażenia. Umysł jej tak zawsze bystry i otwarty, wyłączył się na dobre. - Proszę - odezwała się, choć wiedziała, że to na nic - nie rób tego. 
W odpowiedzi zaśmiał się, pokazując przy tym rząd równych zębów. - Zobaczysz, spodoba ci się to - koniuszkiem noża odciął kilka guzików jej sukienki. - I to bardzo ci się spodoba. Będziesz błagała o więcej. 

***

Strach wyostrzył jej zmysły. Czuła swoje własne, gorące łzy spływające po policzkach. Nie będzie błagać o litość, nie będzie się przed nim płaszczyć, co to to nie. Nigdy! Uderzy go w krocze, zrobi cokolwiek, właśnie wtedy miała uderzyć przeciwnika, gdy Marcus uniósł się w powietrze i walnął głową o zamrażarkę. Felicity odsunęła się na bezpieczna odległość, zupełnie zapominając o skręconej kostce i ogromnym bólu. Chciała uciec, ale wtedy właśnie go zobaczyła. Cały w ciemnej zieleni, wysoki, smukły cień pośród cieni. Stał nad dzierżącym nóż Marcusem nie kto inny jak Oliver Queen aka Arrow. Przybył by ją uratować. 
- Wszystko będzie dobrze, panno Smoak - jego głos brzmiał jak szept, a zarazem groźny pomruk. 
- Myślę, że robi mi się sła.... - dziewczyna nie dokończyła, bo w tym momencie zemdlała, pamiętała tylko okrzyk bólu Marcusa Blacka, kiedy Bojownik wpakował w jego nogę strzałę i ciepłe ramiona, które objęły ją w pół kiedy upadała....

______________________________________________
W notce został użyty fragment piosenki jaką wykonuje Bono z U2. 



20.8.14

Rozdzial 13

***

Na jarmarku było dość zwyczajnie. Przynajmniej na początku, z czasem ludzie zaczęli pojawiać się większym gronem, a i zaczęły się pojawiać twarze znane z azjatyckich tabloidów. Felicity czuła się jak ryba w wodzie, wciąż  brylowała wśród znanych osobistości u boku Olivera Queena, który jak nikt inny potrafił wtopić się w tłum niczym kameleon. John Diggle, co jakiś czas pojawiał się obok nich, zdając raport z obserwacji terenu, tylko Laurel była trochę smutna. Nie dość, że jej szpilki zatapiały się w podłożu to jeszcze póki co nie przyciągnęła nawet psa z kulawą nogą. Zastanawiała się jak to jest być tak niechcianą, gdy w Starling City dla Queen'a była wszystkim... 

Tymczasem Felicity była znużona tą imprezą charytatywną. Nigdzie nie było widać Marcusa, a przecież pojawili się tutaj właśnie dla niego. W marzeniach blondynka pochłaniała kolejne informacje o Thei i Malcolmie Merlynie, zajadając się czekoladowymi ciasteczkami, zanurzona w gorącej kąpieli z bąbelkami i nasłuchując jak za drzwiami od łazienki ćwiczy Oliver. Niestety jej wyobraźnia nie miała takiej mocy, by  uchronić ją przed widocznymi oznakami zmęczenia. Jeśli zaś chodzi o przyjęcie, było całkiem udane. Ludzie z zasobnymi portfelami dopisali, jedzenie i drinki również, tylko organizator imprezy póki co pozostawał tajemnicą. Muzyka była może trochę za głośna, ale to akurat jej nie przeszkadzało. Po latach spędzonych z matką, zagorzałą fanatyczką rock and rolla, była doskonale przystosowana do życia w świecie głośnej muzyki. Wędzony łosoś i kanapki ze szpinakiem to co prawda nie czekoladowe ciasteczka, ale i tak były smaczne, smakowały nawet Oliverowi, którego dokarmiała co jakiś czas. Natomiast wino, które ostrożnie sączyła okazało się wyśmienite. Arrow tymczasem zauważył masę splendoru i blichtru, mnóstwo całusów w policzek i gorących powitań, niekiedy nie wiedział jak się zachować, jak przyjąć te powitania i co zrobić później. Pierwszy raz nie wiedział jak zachować się w "towarzystwie". 

Laurel właśnie gawędziła z Johnem Diggle'm, gdy nadeszli Ollie i panna Smoak. Chwilę później pojawił się przy nich praktycznie znikąd sam wielki Marcus Black. 
- Felicity wyglądasz bosko! - Black jak zwykle był szarmancki i elegancki, w świetnie skrojonym garniturze z ciemną czupryną włosów prezentował się niezwykle dostojnie. Zatrzymał się by cmoknąć dziewczynę w policzek, gdy jego wzrok padł na pannę Lance - A kimże jest ta piękna istota? - zapytał i już nie czekając na odpowiedź, kokietował Laurel. Kiedy skończył większe i mniejsze umizgi przeszedł do dalszej części rozmowy - Przepraszam, że nie miałem czasu, by się z wami wcześniej przywitać, ale nie spodziewałem się tu takich tłumów - Oliver wiedział, że Marcus gra, spodziewał się, był tego niemal pewny, mimo to uścisnął tylko mocniej dłoń Felicity. - Sami rozumiecie z każdym trzeba było się przywitać, zamienić kilka zdań. 
Laurel przez dłuższą chwilę stała jak zahipnotyzowana, Marcus wydawał się promieniować ciepłem z każdej strony. Nie rozumiała tylko dlaczego Oliver się nim interesował. 
- Organizator tak wielkiej imprezy zawsze jest zajęty - rzuciła Felicity, której ciepło bijące od Olivera dodawało odwagi i pewności siebie - Muszę Ci powiedzieć Marc, że całkiem niezła ta impreza. 
- To prawda co mówi Felicity, impreza jest pierwsza klasa, a teraz pozwól, że przedstawię ci naszych przyjaciół. Z mojej lewej strony mój dobry przyjaciel John Diggle. Z prawej zaś Laurel Lance, którą już poznałeś. - Queen zrobił małą prezentację. 
Marcus spoglądał to na niejakiego Johna to na Laurel. Jakoś nie pasowali do tych dwojga. Laurel nie pasowała do Felicity, była jej przeciwieństwem na pierwszy rzut oka. Mężczyzna postanowił baczniej przyjrzeć się tej relacji. Zlustrował ponownie twarze obecnych tu ludzi. Cieszyło go to zgromadzenie ludzi bogatych, sławnych oraz wpływowych. Jarmark miał również inne aspekty: bycie na widoku publicznym, pomaganie najuboższym, to zawsze stanowiło przykrywkę dla wielkich interesów, a o takie trwała walka. Jednak właśnie teraz Marcus miał jeden cel, zdobyć zaufanie Laurel Lance i zdobyć informacje o Felicity Smoak. Miał wobec blondynki całkiem poważne plany, oby i wymieniona miała równie wielkie wobec niego. 

Felicity czuła na sobie palące spojrzenie Blacka i jedyne czego potrzebowała w tej chwili to oddechu i świeżego powietrza. Pod byle pretekstem wyszła z zatłoczonego miejsca i udała się na skraj jarmarku, gdzie mogła pobyć w ciszy i spokoju. 


***

Kiedy Marcus zatrzymał wzrok na Laurel zaschło jej w gardle. 
- Pozwolisz, ze przedstawię  - Oliver robił w tej chwili za lokaja - Laurel Lance, zastępca prokuratora okręgowego. A tu Marcus Black, znajomy Felicity - dokonał prezentacji i w tym momencie zaczął po raz kolejny niepokoić się o Felicity Smoak. 
- Ach tak - uśmiech Blacka, stał się jeszcze bardziej czarujący - Miło wiedzieć, że sprawiedliwość spoczywa w tak ślicznych dłoniach. 
- Nie wiem czy ślicznych ale na pewno w kompetentnych, panie Black - dodała Laurel, dziwnie ujarzmiona. 
- Pani pewnie od niedawna w Hong Kongu - odezwał się Black, kiedy zostali sami. 
- Mniej więcej od tygodnia. A czemu pan pyta? 
- Bo musiałbym panią znać, a ubolewam nad tym, że nie kojarzę. 
- Doprawdy, czy interesują pana wszystkie zastępczynie prokuratora?
- Nie - musnął dłonią kosmyk jej włosów zza uchem - tylko te piękne Amerykanki. Ma pani ochotę się przejść?
- Nie dziękuję - odetchnęła głęboko - poszukam pozostałych. 
- O tej porze? 
- Przyjaciele nie znają pojęcia czasu i nie mierzą się nim. Dobranoc panie Black - powiedziała po czym odeszła w stronę gdzie stali już Oliver, Felicity i Diggle - Team Arrow w komplecie. 

15.8.14

Rozdzial 12

***

Kiedy tylko pojawił się w domu wraz z Johnem dało się zauważyć napiętą atmosferę. Felicity siedziała na łóżku w sypialni z laptopem na kolanach, jednak na widok Olivera kąciki jej ust lekko drgnęły w uśmiechu.- Cześć- dodała dziewczyna - Dobrze, że już jesteś w domu. 
Ten aksamitny głos uspokajał niczym whisky. Melodyjny, tak znany jakby wyrył na jego ciele a nawet duszy niewidzialny znak. Kiedy panna Smoak coś mówiła Oliver uważał, że ten głos jest skierowany tylko i wyłącznie do jej rozmówcy. To pomagało, dawało niewyobrażalną siłę. Mężczyzna odwzajemnił ten uśmiech, po czym wkroczył na środek salonu, gdzie siedziała Laurel Lance a jej wzrok zwiastował kłopoty. 
- Laurel co to za pilna sprawa? Felicity mówiła, że coś się stało? - Oliver kątem oka zauważył jak jego czarnoskóry przyjaciel idzie do panny Smoak i cicho zamyka drzwi od sypialni. Cenił go za to, że nie chciał się wtrącać, jednak oddałby wiele by zamiast niego być teraz z blond informatyczką zamiast z burzą gradową jaką w tym momencie była pani prokurator. 
- Ollie co to za przedstawienie? Po co tych dwoje tutaj jest? Myślałam, że razem spędzimy te chwile. Sami... - Laurel rozsiadła się wygodniej w fotelu. Czekała na tłumaczenia Queen'a, na cokolwiek... 
- Jak to co? To moi przyjaciele, nie wyobrażam sobie by mieli być w innym miejscu niż to. Poza tym Laurel kiedy dałem ci odczuć, że to między nami to coś więcej? Kochałem cię przez pół życia, nie przeczę, że nie ale to już koniec. Nie mam zamiaru przerabiać to wiecznie. Kocham już kogoś innego. 
Twarz panny Lance w jednej chwili wyrażała dezaprobatę. Jako zastępczyni prokuratora okręgowego, była obcykana w takich sprawach. - Kim ona jest...? - zapytała, jednak znała już w tym momencie odpowiedź. - Rozumiem. Więc po co było zaproszenie? - Laurel przeżyła szok, ale nie dała się ponieść emocjom, tym razem chciała trzymać nerwy na wodzy i dać im upust dopiero później, kiedy będzie mogła być sama, ona i kubek czegoś mocniejszego. Whisky, wina, wódki... Nie... Raczej jakiegoś napoju jaką jest kawa i kolejna sprawa. A teraz ten Hong Kong, nie wiedziała już co to za szopka, po co ta sytuacja, dlaczego się tu znajduje. 


Oliver wiedział, że gadanina Laurel przyczynia się do jego wycofywania się. Czuł to niemal wszystkimi zmysłami. Nie bardzo wiedział jak temu zaradzić, na ironię - on syn milionera, kobieciarz, zatopiony w takim życiu. Chwila spojrzenia w okno, przywiała złe wspomnienia z wyspy, gdybanie: co by było gdyby. Wiedział, że panna Lance zasługuje na chwilę prawdy, wyjaśnienia jednak bał się, bo wiedział, że jeśli powie za dużo – przekreśli wszystko, co przez tyle tygodni budował z Felicity. 
- Laurel, mój i Felicity nowy znajomy zaprosił nas na jarmark. Jest to dość zamożny człowiek, a więc wszystko musi grać w najlepszym porządku. Tylko przez jego gościnność możemy wziąć ciebie z Diggle'm. - uważał, ze takie wyjaśnienie zostanie przyjęte. Pamiętał bowiem czasy kiedy kilka słów Laurel załatwiało sprawę na jakiś czas. 
- Rozumiem – odpowiedziała, odgarniając swoje długie i ciemne kosmyki. Zastanawiała się co się stało, że rozmowa z Queen'em nie kleiła się. 

Oliver zastanawiał się jak to możliwe, że Laurel nagle stała się obcą osobą, nagle straciła tak wiele ze swojego życia, ze swojej kobiecości i z ich przyjaźni. Już nie była osobą, którą kochał przez połowę swojego życia, była Nikim. Nikim ważnym, nikim kochanym. Była po prostu Laurel a nie tą uroczą Laurel. Jak zwykle w rozmowach określała ją Felicity.... Panna Smoak zrobiła tak niewiele, ale jednocześnie tak dużo by Oliver obudził się z „koszmaru” jaki łączył go z Laurel Lance. Ta więź nagle pękła. Felicity była urocza i nawet obecność Laurel nie zmieniła jego gorących uczuć do blond informatyczki, w jednej chwili zobaczył ją jakby stała obok, choć znajdowała się za drzwiami prowadzącymi do sypialni. Te jej głębokie jak ocean oczy... I pewnie stał by tak przez długi czas zatopiony we własnych myślach, gdyby panna Lance się nie poruszyła a i drzwi od sypialni, by się nie otworzyły. Wyjrzała z nich najpierw twarz Johna Diggle'a a potem Felicity Smoak. 
- Co robimy przyjacielu? – spytał czarnoskóry ochroniarz. 
- Jak to co idziemy na jarmark. Musimy zobaczyć największą imprezę w tym tygodniu. Dziewczyny zostawiamy was same abyście się przygotowały, a my z Johnem idziemy załatwić samochód. - Oliver czuł z jednej strony lekki strach z drugiej zaś ta przygoda napawała go wielkim zainteresowaniem. Nie mógł się doczekać, aż Marcus Black zobaczy ich razem i zacznie coś podejrzewać, może uda mu się wcześniej wpakować w niego ostrzegawczą strzałę. 

***

Dziewczyny nie dały długo na siebie czekać. Laurel Lance wystąpiła w ciemno-zielonej sukience za kolano i wygodnych butach na obcasach, włosy jak zwykle falowały lekko na jej ramionach, makijaż miała stonowany. Felicity założyła natomiast różowo-granatową sukienkę przed kolano, do tego baleriny, włosy spięła w kucyk, a w uszy włożyła kolczyki w kształcie kółek. Zwykłe okulary zastąpiła przeciwsłonecznymi. Nie chciała wyglądać wyzywająco, poza tym Queen lubił jej naturalność. Laurel zastanawiała się co Ollie widzi w blondynce, ale nie skomentowała tego na głos. Wolała sama zobaczyć co się wydarzy. Kiedy kobiety wyszły z domu ich „mężczyźni” już na nich czekali. Zarówno Oliver jak i John mieli na sobie garnitury i prezentowali się niezwykle dostojnie. Kiedy przyjechali na miejsce, ludzi było już od groma. Azjaci, Europejczycy, Amerykanie wszyscy uśmiechnięci, rozbawieni, chętni wyłożyć mnóstwo pieniędzy na nowe sierocińce i wśród nich stał wysoki i przystojny Marcus Black. W ciemnym fraku i białej koszuli prezentował się bardzo zacnie. Gdyby nie fakt, że zauroczył się w Felicity Smoak pewnie niejedna kobieta miałaby na niego szansę. Może i Laurel po koszu od Ollie'go dostanie w prezencie Blacka. Kto wie...

13.8.14

Konkurs na blog miesiąca



Kochani bardzo proszę głosować na crossover-arrow.blogspot.com - w sondzie organizowanej przez Internetowy spis. 

Wszystkim którzy zagłosowali na blog ślicznie dziękuję. Jak na razie to tylko 3 głosy, ale zawsze jakieś, prawda? :) 


10.8.14

Rozdzial 11

***
(tydzień później)

Chodził nocami. Zupełnie sam, niespokojny. Odziany w ciemną zieleń i w masce. Cień pośród cieni, szept wśród szmerów i pomruków ciemności... Znał już rozkład miasta na pamięć, wiedział gdzie czai się zło, czuł to niemal instynktownie zanim usłyszał w słuchawce tak znany mu głos Felicity Smoak. Wypatrywał tych, którzy atakują bezbronnych i bezradnych. Nieznany nikomu, niewidzialny, niechciany przez złoczyńców, śledził napastników w ciemnej dżungli jaką było miasto. Poruszał się bez przeszkód po ciemnych przestrzeniach, ślepych ulicach i zaułkach pełnych przemocy. Jak dym unosił się znad stromych dachów i spływał w dół, do wilgotnych kamienic i mrocznych piwnic. W razie potrzeby spadał jak grom z jasnego nieba pełen wściekłości i gniewu. A potem był już tylko błysk, widzialne echo - pozostałość po błyskawicy, która rozcięła niebo. Niczym Zorro zostawiał swój ślad, strzałę wpakowaną w człowieka. Nie zabijał, ranił, zatrzymywał, spowalniał - zostawiał nieme ostrzeżenie. W innym wypadku, kilka lat temu nie patyczkowałby się a zabił. Już tak nie potrafił, nie chciał... Azjaci nazywali go Cieniem, niektórzy wertowali prasę światową i napotkali na podobieństwa i już wiedzieli, że to Bojowik, Kaptur i Arrow w jednej osobie, że przybył by uchronić ich miasto. A był wszędzie jak dym. 


Chodził nocami, szerokim łukiem omijając miejsca, w których rozbrzmiewał śmiech i radosny letni gwar. Ciągnęło go tam, skąd dobiegały jęki i płacz ludzi bezbronnych. Noc w noc przyodziewał swój strój, ukrywając nieznana nikomu twarz pod maską i przemierzał ciemne, wymarłe zaułki. Nie robił tego w imię prawa. Prawem zbyt łatwo można manipulować, jeśli ktoś ma je w pogardzie. Przekonał się o tym nie raz w Starling City, gdzie współpracował z porucznikiem Lance. Prawo jest zbyt  elastyczne, często bywa też ono naginane i naciągane przez tych, którzy powinni go strzec. Czasami nie potrafił o tym zapomnieć. Gdy ruszał w miasto, robił to w imię sprawiedliwości, a tam gdzie ona jest - tam można mówić o karze i równowadze szal. Tym razem Hong Kong miał zarówno prawdziwego bohatera jak i okrutnego morderce. Już niedługo ich drogi przetną się na tyle, że tylko jeden z nich odejdzie z podniesionym czołem. Oliver chciał wierzyć, że zwycięzcą będzie właśnie on. Kiedy tak stał pogrążony w ciemności niczym czarny cień i myślał o walce jaka go czeka, niespodziewanie wyrwał go stroskany głos Felicity. 
- Oliverze już czas byś wrócił do domu. Laurel chce z Tobą porozmawiać. 
Nie wiedział czemu ale na słowa dziewczyny uśmiechnął się. "Dom" słowa, których się bał w ustach informatyczki brzmiały jakby lała na jego obolałe serce miód. Jednak wzmianka o pannie Lance sprawiła, że w jednej chwili oprzytomniał. Felicity nie przepadała za Laurel z pewną wzajemnością. Oliver kochał Felicity i dziwnie się czuł z Laurel, wszakże nie ukrywajmy kochał ja przez połowę swojego życia a teraz nie czuł nic. Życie bywa zaskakujące. - Jeszcze chwila, połącz mnie z Diggle'm. - zażyczył sobie, po czym po chwili usłyszał głos przyjaciela. 
- Jak tam Oliverze dzisiaj, jaki jest plan? 
- Wracamy do kwatery głównej, dzisiaj już nic nie wskóramy, a jutro jest ten jarmark. - Oliver miał w tym sto myśli na minutę, ale rzekł tylko - trzeba jeszcze raz obadać nasz plan. 
- Za chwilę będę, Marcus jest w swoim mieszkaniu z jakąś czarnoskórą kobietą. - poinformował przyjaciela. 
- Świetnie, w takim razie podrzucisz mnie na rogu Siódmej. Będę tam za kwadrans. 
- Nie ma sprawy już jadę. - rzucił jego ochroniarz Diggle. 

Oliver jeszcze raz zamarł na moment, jakby chciał usłyszeć jakiś błagalny płacz, jednak nic takiego nie miało miejsca. Ruszył więc w drogę powrotną. 


10.8.14

Rozdzial 1 - Wprowadzenie

Wprowadzenie


Kim tak naprawdę jest Oliver Queen. Bogaczem, byłym kobieciarzem czy mordercą? Czy nadal kocha Laurel Dinah Lance, a może jej młodszą siostrę Sarę? Czy nadal jest na pograniczu życia i śmierci, nękany przez pamięć o Shado? Co jeśli się zakocha? Ale nie w Laurel, Sarze czy kimś innym. Co jeśli się zakocha w niej: słodkiej informatyczce o blond włosach - Felicity Smoak. Co na to panna Lance? I co na to sam Oliver? 

Kiedy mężczyzna zwany Bojownikiem opuszcza Starling City i leci do Hong Kongu zabiera ze sobą właśnie Felicity. Dla dziewczyny to nie tylko wycieczka to spełnienie marzeń - szansa, by pokazać Oliverowi jaka naprawdę jest, a jest nowoczesna do szpiku kości i niewiarygodnie odważna. 

Niestety Hong Kong to nie tylko Dragon's Back, wyścigi samochodowe i bazary wypełnione po brzegi. Ma swoją mroczną stronę. W mieście giną młode kobiety. Zbrodnie te nie są popełniane a afekcie, są okrutne i starannie zaplanowane. A jedyny podejrzany jest niezwykle przystojnym biznesmenem o tajemniczej przeszłości, tak samo tajemniczej jak niejaki Oliver Queen.... Czy Marcus Black popełnił owe zbrodnie, czy tajemnica byłego milionera i jego pięknej blond informatyczki już wkrótce ujrzy światło dzienne - przekonamy się niebawem. 

Warto również dodać, że zarówno Oliver jak i jego partnerka nie uciekają przed ograniczeniami w Starling City, raczej przed świadomością czego Bojownik może dokonać. Arrow vel Green Arrow może dokonać wiele, ma tajemnicę i niezwykłe możliwości w parze z Felicity stanowi niezwykły duet, który mógłby pomóc w złapaniu zabójcy - o ile on wcześniej nie dopadnie ich... 


6.8.14

Rozdzial 10



***

Queen wszedł do wynajmowanego mieszkania, akurat w momencie kiedy Felicity suszyła włosy. Spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła, nie miała już sińców pod oczami, sen zregenerował  w pewnym stopniu jej ciało. 

- Zabieram cię na lunch. Za ile będziesz gotowa? 
Dziewczyna spojrzała na niego – Szczerze? 
- No tak, tak. Oczywiście - odwzajemnił uśmiech, po czym dodał - Głodny jestem i mam ochotę zjeść coś lepszego niż chińskie żarcie na wynos. 
- A jeśli tak, to... - Felicity odwróciła na moment od niego wzrok i spojrzała przez okno – będę gotowa za około piętnaście miniut. 
Oliver uśmiechnął się – Świetnie w takim razie zadzwonię po taksówkę. - poza tym był niemal pewny, że Felicity nie każe mu długo na siebie czekać. 

Panna Smoak ubrała się i zrobiła sobie lekki makijaż, włosy spięła w koński ogon, założyła okulary. W sumie wyrobiła się w ciągu niespełna 7 minut. Oliver czekał na nią przed domem, zamknęła drzwi i rozejrzała się po okolicy. Już dzisiaj rano zauważyła niebieskiego sedana, który stał pod ich domem, kiedy ścieliła łożko. Myślała, że to przypadek, ale teraz też tu stał. Dziwne, pomyślała. Wsiedli do taksówki i odjechali, a niebieski sedan pojechał za nimi, Felicity przełknęła głośno ślinę. Byli śledzeni. - Oliverze muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła, po czym urwała...
- Chwilka, musimy zgubić ten samochód co za nami jedzie. - po czym powiedział coś po chińsku do kierowcy. Wjechali po chwilę do tunelu, gdzie wysiedli i przeszli kilka ulic, idąc do innej taksówki. Po chwili, chłopak odezwał się. - Co się stało? 
- Ten sedan jeździ za nami od wczoraj, kiedy poszedłeś dzisiaj do recepcji, również stał pod domem. Myślisz, że to Marc się za coś mści, albo nas po prostu sprawdza? - Felicity wyglądała na wykończoną, jednak nadal martwiła się o nich. Martwiła się o niego. 
- Ej. Wszystko będzie dobrze, na razie zgubiliśmy go. Poza tym mam pewne uwagi co do Blacka. Uważam, że wpadłaś mu na tyle w oko, że nas sprawdza, sprawdza zarówno ciebie jak i mnie, sprawdza cel naszej wycieczki, miejsce pobytu, kontakty, telefony. - Ollie pomógł wysiąść dziewczynie z taksówki, po czym podał jej swoje ramię. Przedstawienie musi trwać nadal, poza tym głupio przyznać ale Queen'owi podobało się, że nie musi szukać wymówek aby dotknąć blondynki czy nawet ją pocałować. Pierwszy raz od długiego czasu nie musiał udawać i chować się z tym. Z resztą nawet jeśli jakiś znajomy zobaczyłby go teraz nie chowałby się jak dwudziestopięciolatek przyłapany na lizaniu lizaka. 
- Wiem to moja wina. Mogłam nie mówić mu, że jesteśmy parą, ale pierwsze co, to właśnie przyszło mi do głowy. Poległam Oliverze, przepraszam. - spuściła wzrok i weszła do jakiejś amerykańskiej knajpki. W końcu poczuła zapach jedzenia i skrzywiła się momentalnie. 
- Daj już z tym spokój, zrobiłaś to co należało. Porozmawiajmy o przyjeździe Digg'a i Laurel, bo to już dzisiaj w nocy. Poza tym musisz zacząć jeść, wyglądasz Felicity jak cień człowieka. 
- Nic mi nie jest, naprawdę.... - Kiedy kelnerka przyszła po zamówienie, dało się wyczuć, że leci na Olivera Queena, jednak on nie reagował na jej wdzięki. A była to naprawdę piękna dziewczyna, długie kasztanowe włosy, zielone oczy i duży biust. Taka mogłaby zawrócić niejednemu w głowie. Jednak nie była Laurel, a więc Oliver nie zwracał na nią uwagi. Dotarło to do blondynki jak obuch, straciła resztki apetytu. - Ja chyba zadowolę się lemoniadą. - złożyła zamówienie, uśmiechając się z wielkim wysiłkiem w stronę kelnerki i oddając jej kartę dań. 
- Poproszę dwa hamburgery, dwa razy frytki, jedną kawę latte, lemoniadę i jambalayę. - złożył zamówienie. 
- Ma pan apetyt, lubię klientów którzy wiedzą jak dobrze zjeść – kelnerka, puściła mężczyźnie oko, wyraźnie go kokietując. 
- Jambalaya i lemoniada dla mojej dziewczyny, reszta dla mnie. - dodał, po czym wrócił spojrzeniem na Felicity. Oboje poczekali jak niezadowolona kelnerka odeszła do innego stolika, przyjąć zamówienie. Może tym razem uda jej się poderwać jakiegoś faceta. - Felicity! Musimy porozmawiać, nie śpisz, prawie nic nie jesz. Myślisz, że nie wiem, że mas prawie co noc koszmary? Funkcjonujesz prawie jak robot. Powiedz mi w końcu o co chodzi? Co się stało? Martwię się o ciebie. - jego troska była prawdziwa, widziała to w jego oczach, od razu zrobiło jej się lżej na sercu, a słowa po chwili sama popłynęły z jej ust, nawet ich nie kontrolowała. 
- Od kiedy tutaj przyjechaliśmy mam koszmary. Uwielbiam zasypiać i budzić się w twoich ramionach, ale mimo to te sny są jakby na jawie. Czasami tracę poczucie rzeczywistości, wydaje mi się, że uczestniczę realnie w tym śnie, że jestem jego nieodłącznym elementem. Śni mi się jakiś cmentarz, myślę, że na pewno znajduje się w tym mieście. Śni mi się też potężny człowiek ubrany w ciemny płaszcz, który próbuje mi coś zrobić na tym cmentarzu. Oliverze ja powoli chyba tracę zmysły – załamała się, a z jej oczu popłynęły łzy. 
- Felicity nawet tak nie myśl. Nie tracisz zmysłów. - powiedział spokojnie po czym otarł jej łzy wierzchem swojej dłoni. - Od pewnego czasu szukam jakiś poszlak dotyczących naszego nowego znajomego, wiele osób ginie na jakimś cmentarzu, a ich ciał nikt nie znajduje. Są to kobiety, nie wiem jak je wybiera, bo niektóre to panny, inne mężatki. Jedne to Azjatki, inne Amerykanki, Ukrainki, Rosjanki i Francuzki. Nie mają bogactwa, sławy. A mimo to są jego celem. - widząc jej spojrzenie, dodał – nie chciałem ci o tym mówić, już i tak wyglądałaś jak cień. Chciałem ci tego wszystkiego oszczędzić. - chciał coś jeszcze dodać, ale kelnerka właśnie przyniosła ich zamówienie i blondynka od kilku dni nareszcie zjadła prawie cały posiłek. On też najadł się na kilka godzin z głowy. - Bierzemy coś na wynos? Odgrzejemy sobie w mikrofali? - wiedział, że ta rozmowa wiele kosztowała dziewczynę i domyślał się czemu mu o tym nie powiedziała. Cenił ją za to, wiedział, że Felicity nigdy w życiu nie chciałaby wyjść na idiotkę. 
- Dziękuję ci Oliverze za wszystko. 
- Tak chyba postępują zakochane pary? - dodał po czym podał jej rękę i po zapłaceniu rachunku wyszli szybko z restauracji. Felicity nie odzywała się, atmosfera robiła się napięta. Słowa które padły, mogły sprowokować większy potok słów, ale dziewczyna milczała, a Oliver zastanawiał się co jeszcze mógłby powiedzieć. - Wracajmy do domu, musimy znaleźć jakieś informacje o Thei, a potem dopilnować wszystkiego na przyjazd Johna i Laurel. 

Felicity westchnęła. Nie podjęła jednak tematu, Oliver też wybrał milczenie. Porozmawiają w domu na spokojnie, na zatłoczonej ulicy każdy przechodzień może mieć zbyt dobry słuch. Po chwili byli już nieopodal domku, który wynajmowali. Spojrzawszy na duży, żółty domek Oliver poczuł, że mógłby w nim zamieszkać na długi czas, on i Felicity. Felicity Smoak ta sama paplająca istota, która nieraz dawała mu większe wsparcie niż ludzie, którzy powinni mu je bezgranicznie dać. Życie nieraz zaskakuje nas swoją ironią – pomyślał.

5.8.14

Rozdzial 9

***



Kiedy tylko Oliver znalazł się z Felicity w mieszkaniu, które wynajmowali. Chciał przejść do ataku, jednak twarz dziewczyny nadal wyglądała na zmęczoną. 

- Powiesz mi co się stało w toalecie? - zapytał, najspokojniej jak tylko umiał. Nie chciał jej naciskać, chciał tylko by wiedziała, że może na niego liczyć. 

- Zawsze się coś tam dzieje. - powiedziała, po czym widząc jego zimne spojrzenie, dodała - Po prostu zrobiło mi się nagle słabo i musiałam iść do toalety, a tam pewnie zasłabłam. Na prawdę to chyba przez ten brak śniadania dzisiaj. - powiedziała z nikłym uśmiechem. 

- Rozumiem. - szczerze jednak nie kupował tej bajki. Zastanawiał się co wydarzyło się przed jego przybyciem i czy Black nie zrobił dziewczynie jakiejś krzywdy. Ale nie mógł naciskać, musiał też sprawdzić teren w poszukiwaniu podsłuchów, Marcus Black był złoczyńcą, mordercą i kłamcą. Kto wie jak ich potraktuje, kiedy dowie się kim są i po co przyjechali. Niczego jednak nie znalazł, Felicity położyła się wcześniej spać, nie tknęła nawet kolacji. Wyglądała jak cień człowieka, a do przyjazdu Laurel i Digga został jeden dzień, Oliver nie wiedział jak to ogarnie. W recepcji poprosił o dodatkowe łóżka, dziwne bo mieli 3 pokoje, a łóżko tylko w sypialni, recepcjonista powiedział, że załatwi sprawę jeszcze dzisiaj, ale łóżka nie będą zbyt wygodne, ponieważ na jeden domek wypada 1 łóżko małżeńskie, 1 kanapa i jeden tapczan. Oliver zgodził się, nie było co wybrzydzać, poza tym to rozwiązanie było tanie, a on był spłukany.

Zadzwonił jeszcze do Digga i Laurel informując ich o godzinie przylotu i gdzie będzie na nich czekał. Laurel była zadowolona, poznał to po jej głosie, jednak nie rozwijał tematu. 

John Diggle spytał o Felicity, ale umilkł kiedy Ollie powiedział, że to nie rozmowa na telefon. Zdziwił się również, że udało im się dostać na jarmark do Blacka – Jak udało ci się to załatwić, stary? Przecież to jak taniec na linie, niewykonalne. - Digg był zdumiony, postępem w „śledztwie”. 
- Znasz Felicity i jej tendencję do wpadania w kłopoty. Tak stało się i tym razem. Black złapał przynętę, a więc jak przyjedziecie idziemy na jarmark. - Oliver mówił niewiele ale tez nie miał nic więcej do powiedzenia. 

- A co na to Laurel Lance? Wie w ogóle po co przyjeżdża? - Jon miał pewne przypuszczenia, wolał jednak poznać zdanie Olivera. 
- Na urlop? Tak jej to przedstawiłem. Nie wiem co mogłaby zrozumieć na opak. - uniósł jednak brew i czekał. Znał przyjaciela i wiedział, że ten coś wie. 
- Panna Lance ubzdurała sobie, że w Hong Kongu zaczniecie nowy rozdział w życiu, podłożyłem jej podsłuch – słyszał już dezaprobatę w głosie Olivera, ale kontynuował. - I wiem, że rozmawiała ze swoją matą o tym, że zaprosiłeś ją do siebie na kilka dni, bo chcesz do niej wrócić. Oliverze czy ty na pewno wiesz co robisz? - dodał już mniej stanowczo. 
- W takim wypadku mam dla niej niespodziankę. A i John czekajcie na mnie na lotnisku, wynajmę jakiś samochód i po was przyjadę. Będziecie na miejscu gdzieś o 3 w nocy. Muszę kończyć, bo idę z Felicity na lunch. Do zobaczenia. 
- Do zobaczenia Oliverze.

3.8.14

Rozdzial 8

***


W tym samym momencie Felicity znów śniła na jawie. Widziała jakiś cmentarz, ale nie mogła go teraz odtworzyć w pamięci. Powieki ciążyły niemiłosiernie. Nagle przed oczyma zobaczyła postać w czerni, dosłownie na ułamek sekundy zabrakło jej powietrza w płucach. Czuła jak się zapada w mrok. A potem zobaczyła grobowce, te same które prześladowały ją od jakiegoś czasu w snach. Biegła przez cmentarz, słysząc krakanie wron. Ne była dzieckiem, była Felicity Smoak. Na tym cmentarzu był ktoś jeszcze, stał daleko otulony w czarną pelerynę. Nagłe stukanie do drzwi od kabiny w tym momencie miało dla niej siłę dzwonów bijących na alarm. 

- Felicity, jesteś tam? Wszystko w porządku? - Głos Olivera był lekko zaniepokojony. 
Dziewczyna otworzyła oczy, cmentarz zniknął. Uświadomiła sobie, że całą drży. 
- Felicity!? 
Oliver! Przyszedł po nią. Nic lepszego nie mógł zrobić. Dzięki niemu nie dobiegła do tej postaci w czerni, która wzbudzała w niej taki lęk. Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi od kabiny, Oliver od razu wyczuł, że coś się stało. Zauważył, że jest zdenerwowana, a ręce jej drżą. Był jak na Arrow'a przystało bardzo spostrzegawczy. 
- Oliver, co ty robisz w damskiej toalecie? - odezwała się nieswoim głosem. - Przykro mi, że musiałeś się tutaj fatygować, chyba zasłabłam. Rano nie jadłam śniadania, a potem ta lampka wina. Zakręciło mi się w głowie. Chyba nasz towarzysz nie będzie miał mi tego za złe? - zapytała, starając się przy tym zachowywać poprawnie. 
- Felicity! Porozmawiamy o tym w domu. Tylko zamówimy coś na wynos, żałuje, że cię nie dopilnowałem dzisiaj. A Marc już poszedł, przyśle nam zaproszenia na jarmark. Chodźmy stad, bo jeszcze ktoś pomyśli, że przyszliśmy tu na numerek – uśmiechnął się i skierował do wyjścia.

Felicity potrzebowała chwili, by doprowadzić się do ładu. Czuła, że te kłamstwa w końcu ją wykończą, ale co mu mogła powiedzieć? Wiesz Oliver odkąd przyjechaliśmy nękają mnie koszmary, może powinniśmy sprawdzić wszystkie cmentarze? Mam przeczucie. Przecież pomyślałby, że jest szalona. Kiedy tylko wyszła z toalety czekał przy bufecie z daniami na wynos. Uśmiechnął się do niej i poszli do wyjścia. By dodać jej otuchy, wziął ja za rękę po czym poprowadził do wynajętego motoru. Musiała wyglądać komicznie w spódnicy na motorze, jednak czuła się bezpiecznie mogąc go przytulić, tylko to się liczyło. Nawet nie zauważyli, że Marc Black uważnie śledził jak wychodzą z restauracji i wsiadają na motor. Jakie miał w tym plan, pewnie przekonany się wkrótce.

Kochani rozdział dzisiaj będzie krótki, ponieważ już jutro dodam kolejny. Mam nadzieje, że spodoba Wam się ta tajemnicza wersja tego opowiadania.  :)