Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

31.7.14

Rozdzial 7



***

Kiedy tylko weszli do restauracji, Felicity usiadła na wskazanym przez Marca miejscu, na razie zamówiła lampkę czerwonego wina. Po czym wysłała SMS-em Oliverowi dokładne dane ich pobytu. Popijała wino i obserwowała ludzi. 
- Zastanawiam się co takiego czai się w głowie tak ślicznej dziewczyny, a raczej kobiety? - głos Marca wyrwał ją z zamyślenia. 
- Och myślałam o przemijaniu, ostatnio wiele wydarzyło się w moim i Olivera życiu. Stad też ten wyjazd, możliwość poskładania do kupy całego życia. - blondynka upiła kolejny łyk wina. 
- A więc to nie jest wasz miesiąc miodowy, raczej szukacie rozwiązania problemów? - Marc był dobrym słuchaczem, nie przerywał, wyciągał doskonale idące wnioski. Nie oceniał. Felicity podobało się to, że nie przypisywał słowom wyimaginowanych znaczeń. 
- Przemijanie, śmierć, strata czasami to sprawia, że zmieniamy całe swoje życie o 180 stopni. - Felicity dalej brnęła w ten temat, gdy nagle jej oczom ukazał się Queen. Od razu się ożywiła.  - Oliver tutaj – pomachała mu ręką, choć nie musiała, mężczyzna na pewno obczaił cały teren, zanim się tutaj zjawił. - Panowie pozwolą, ze ich sobie przedstawię. Oliver Queen, Marcus Black. Marc był tak miły, że zaprosił mnie na lunch. - dodała na sam koniec prezentacji. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. To wielki zaszczyt pomagać tak ślicznej kobiecie. - Marc posłał Felicity jeden z olśniewających uśmiechów, które mogłyby zadziałać, gdyby nie fakt, że jej serce biło innemu. - Oliverze siadaj, twoja dziewczyna mówiła mi, że przyjechaliście tutaj w celach turystycznych. Jak podoba ci się miasto? - zapytał, przenosząc wzrok na mężczyznę siadającego obok blondynki. 

Queen rzucił Felicity pytające spojrzenie „dziewczyna”. A więc to tak. Jednak nie skomentował tego, pozwalając kłamstwu na małą ewolucję. 
- Tak potrzebowaliśmy z Felicity trochę odpoczynku od codzienności. Bywałem tu już kilka lat temu, dlatego najpierw musiałem załatwić sprawy zawodowe, potem prywatne. Jednak Felicity umie sobie znaleźć zajęcie. - po czym zupełnie nie spodziewając objął ją ramieniem. Może nie podobały mu się już gierki Blacka, a może chciał dodać otuchy Felicity. Ten gest wiele dla niej znaczył.

- Rozumiem. Cenię sobie ludzi, którzy najpierw załatwiają sprawy służbowe a potem prywatne. Wypijmy za to. - gestem zawołał kelnera i złożył zamówienie. Kiedy już trunki były na ich stole, zażądał toastu. - To może wypijemy za to spotkanie? Za kilka dni organizuje festyn, może mielibyście czas przyjść? Będziemy zbierać pieniądze na tutejszy sierociniec. - stuk kieliszków i lampki Felicity oznajmiły toast. 
- Nie chcielibyśmy się narzucać, niedługo przyjeżdżają do nas znajomi na kilka dni, więc nie będziemy chyba robić ci Marc, problemu – powiedział Queen. W tym czasie Felicity oznajmiła, że musi na chwile wyjść przypudrować nos. Black odprowadzał ją wzrokiem, aż zniknęła za drzwiami toalety, co nie spodobało się Oliverowi. Dziwne to było, ale poczuł zazdrość. Kolejny raz zdał sobie bowiem sprawę, że jest zazdrosny o pannę Smoak. 
- Jaki to problem. Twoja kobieta to skarb, gdybym miał kogoś takiego nie spuszczał bym jej z oczu nawet na moment. - rzucił i poprosił o jeszcze jedną kolejkę. - Poza tym wasi przyjaciele będą i moimi. Możecie przyjść wszyscy razem na kogo mam wystawić zaproszenia? - zapytał wyciągając podręczny notes. 
Oliver wiedział, że nie przekona Marca, nawet nie usiłował. Mieli okazje wkroczyć do paszczy lwa, a z takich rzeczy się nie rezygnuje. - Oliver Queen. Wystaw na moje nazwisko. A ja spróbuje przekonać Felicity na to wyjście. - grał na zwłokę, poza tym gdzie się podziewa dziewczyna? Czy coś jej się stało? A może ludzie Blacka ją porwali? Arrow zaczął się pomału denerwować. Miał złe przeczucia. 
- Mam nadzieje, że ci się uda. To bardzo mądra kobieta, chciałbym ją bardziej poznać. - powiedział Marc, jakby nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna długo nie wraca. 
- Pójdę sprawdzić co z nią. Długo nie wraca i zaczynam się niepokoić. - rzucił Oliver. 
- Ty ją musisz naprawdę kochać, zazdroszczę. - powiedział Black - Zapłacę rachunek i do zobaczenia na jarmarku. Pozdrów Felicity, obowiązki wzywają. - kiedy mężczyźni uścisnęli sobie ręce na pożegnanie. Oliver udał się na poszukiwanie panny Smoak.

komentarze

  1. Bardzo podoba mi się twoje opowiadanie. Pisz dalej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział oby tak dalej :)Czekam na nn.Pozdrawiam i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję ślicznie za wszystkie komentarze, to mnie mobilizuje do dalszej pracy nad blogiem. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń