Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

19.7.14

Rozdzial 6



***

Kiedy panna Smoak się obudziła Olivera już nie było. Przeciągnęła się i gotowa do wstania z łóżka, odrzuciła na bok kołdrę. Nagle czegoś dotknęła, czegoś co przypominało papier. Był to list. Ktoś był w jej sypialni i zostawił jej list? Oliver?


Felicity. 
Muszę coś załatwić na mieście. Mam nadzieje, że zdążę na lunch. Jakby co będę pod telefonem, dzwoń o każdej porze. 

Oliver. 

Dziewczyna była dość zdezorientowana. Została sama i nie bardzo wiedziała co ma z sobą zrobić. Z jednej strony potrzebowała ciszy i spokoju, by zebrać myśli i przeanalizować koszmary, z drugiej natomiast bała się, że zrobiła coś co Oliverowi się nie spodobało i dlatego ją odrzucił. Z tą myślą poszła wziąć prysznic i ta myśl trzymała ją kiedy ubierała się i robiła makijaż. Potem wyszła z pokoju i udała się do recepcji, dowiedzieć się czy były jakieś telefony czy wiadomości. Kiedy dowiedziała się, że nic takiego nie ma miejsca udała się przed siebie. Zupełnie straciła poczucie czasu, co jakiś czas oglądała wystawy sklepowe aż nieporadnie na kogoś wpadła. Kiedy tylko podniosła wzrok oniemiała. Ich obiekt zainteresowań stał przed nią. Sam potężny Marc Black. 
- Przepraszam najmocniej, zamyśliłam się – dodała nieporadnie się tłumacząc.
- Nic nie szkodzi, nie często taka śliczna Amerykanka na mnie wpada w samym centrum Hong Kongu.
- Przepraszam raz jeszcze. Gdzie moje maniery, nazywam się Felicity Smoak. - wyciągnęła rękę na powitanie, czekała na gest mężczyzny, w duchu zastanawiając się gdzie jest Oliver.
Mężczyzna odwzajemnił uścisk dłoni. - Marcus Black, dla znajomych Marc. Może zechciałbyś Felicity zjeść ze mną lunch w ramach obopólnych przeprosin?
Dziewczyna szukała jakiejś wymówki, choć z drugiej strony przez ostatni tydzień usiłowali się do niego zbliżyć, a teraz mieli go na wyciągnięcie ręki. - Och. Umówiłam się już z kimś - starała się by jej głos brzmiał przy tym ostatnim słowie zdecydowanie. -  Jednak wyślę mu sms o miejscu spotkania. Chyba nie masz nic przeciwko by do nas dołączył? - zapytała i w duchu miała nadzieje, że Oliver się zgodzi i że nie zostawi jej samej na pastwę losu temu człowiekowi. I czy słowo „chłopak” mu się spodoba.
- Szkoda, że tak piękna kobieta jest zajęta. Ale narzeczony, chłopak czy ten Twój ktoś nie ściana i można go przestawić, prawda? - zapytał z błyskiem w ciemnych oczach. - A całkiem serio, nie mam nic przeciwko. Chętnie poznam Twojego chłopaka i cel waszej wizyty. A może przyjechaliście w celach turystycznych? - ciekawość w jego geście nie dotyczyła jednak jej rzekomego "narzeczonego", ale jej samej. Nie ukrywajmy wpadła mu w oko ta drobna blondynka o zniewalającym uśmiechu.
- Chłopak może i nie ściana, ale serce nie sługa. - odpowiedziała po chwili – Oliver przyjechał załatwić jakąś sprawę służbową i nawet szybko się z tym uporał. Dlatego postanowiliśmy spędzić trochę czasu razem, nie wiadomo kiedy znowu uda nam się wykrzesać trochę czasu tylko i wyłącznie dla siebie – naginanie prawdy, weszło jej już chyba w krew.
- Dobrze to może umówimy się w knajpce na rogu Ósmej i Dziewiątej? Może chodźmy już tam, a Twój chłopak dołączy do nas? To niedaleko – Marc prowadził dziewczynę ku knajpce sushi. - Lubisz sushi, prawda?
- Uwielbiam. - uśmiechnęła się tak, że niejednemu mężczyźnie mogłoby zmięknąć na ten widok serce, szkoda, że Oliverowi nie zmiękło. Po chwili usłyszała dźwięk swojej komórki. - Przepraszam muszę odebrać. - powiedziała do swojego towarzysza. 

***

- Oliverze właśnie idę na lunch. - blondynka wysłuchała Queen'a, rozumiała go, że się niepokoił, minęło trochę czasu od jego wyjścia. - Mam nadzieje, że nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli ktoś do nas dołączy? - zapytała.
- Kogo masz na myśli? Felicity wszystko w porządku? - niemożliwe by panna Smoak miała tu jakichś znajomych, a okazuje się, ze lunch zjedzą z jakimiś ludźmi.
- Ollie znasz moją tendencje wpadania w tarapaty. - zaczęła, wiedząc, że Oliver się denerwuje. - Wpadłam na Marca Blacka i był tak miły, że zaprosił nas na lunch. Oj ja też go nie znam, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by go poznać prawda? - grała, zdolna bestia. Tyle czasu czekali na jakiś znak i okazję, a tu raptem jest szansa na poznanie go. Poza tym zwróciła się do Queena „Ollie”, na co mężczyzna nie zwrócił uwagi, choć powinien, dziewczyna nigdy nie używała zdrobnień.
- Wyślij mi SMS-em lokalizacje, a będę za jakiś kwadrans, bo właśnie wychodzę z naszego mieszkania.

komentarze

  1. Strasznie tajemniczy wydaje mi się ten Black, trochę kojarzy mi się z HP a trochę z jednym zbirem z Kryminalnych Zagadek Las Vegas (bodajże, ostatnio oglądałam i miałam niezłego stracha, a środek nocy był ;p). Jakże jestem ciekawa co wyniknie z tego spotkania. Ładnie brzmi to zdrobnienie, oby się tylko chłopak nie przestraszył i nie uciekł od tej uroczej damy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele mogę powiedzieć na temat Blacka, może jednie tyle, że jest to ktoś kogo nie można jednoznacznie zdefiniować. Nie jest do końca ani zły a ni dobry, chyba on sam jeszcze w tym opowiadaniu szuka swojej drogi ;)

      Usuń
  2. Opowiadane jest super oby tak dalej :) Przyjemnie się go czyta i nie zauważyłam abyś robiła błędy. Już nie mogę się doczekać kolejnej notatki ale ani w środę ani w niedzielę nic nie dodałaś:( mam nadzieję że niedługo się to zmieni :) Pozdrawiam i życzę dużo weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie. Tak to prawda, brak czasu, jak wracam z pracy to jestem taka zmęczona, ale już dzisiaj dostaniecie 2 notki :)

      Usuń