Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

3.7.14

Rozdzial 4


***
harder to breath



Laurel przez długie dnie wisiała na telefonie, próbowała dodzwonić się do Olivera i to bezskutecznie. Za każdym razem łapała ją poczta głosowa. Martwiła się o niego, łudziła się również, że Queen zmieni jednak decyzje i wróci. Próbowała nawet zatracając się w pracy, zapomnieć o tym, jednak każde spojrzenie, czyjś śmiech przypominało jej o tym co było, o słowach, których Oliver nie wypowiedział, o gestach, które skierował do panny Smoak a nie do niej. Kiedy powoli zaczynała wariować, odezwał się telefon. Osoba pokazana na wyświetlaczu w jednej chwili zmieniła wszystko.
- Ollie jak się cieszę, że dzwonisz, co u ciebie? Kiedy wracasz? - powiedziała kiedy tylko zobaczyła jego numer komórki na wyświetlaczu swojego telefonu. Nie dała mu nawet dojść do słowa. Cały czas pytała o jego powrót, nie zdawała sobie sprawy, że naciska za bardzo i może to się obrócić w niedalekiej przyszłości przeciwko niej.
- Witaj Laurel, myślę, że za dwa tygodnie to spokojnie wrócimy na jakiś czas. Muszę uporządkować swoje sprawy, niektóre nadal pozostały pod znakiem zapytania. Poza tym oszczędności i przysługi powoli się kończą. Na razie pracujemy nad pewną sprawą tutaj w Hong Kongu i nie możemy wyjechać póki to się nie skończy. - kontynuował.
- Wiesz, że musimy porozmawiać. Mam nadzieje, że tym razem bez osób trzecich. - Laurel miała tutaj na myśli zarówno swojego ojca jak i pannę Smoak, a nawet ochroniarza Olivera, pana Diggle'a. Choć czarnoskóry przyjaciel Queena, nie był niczemu winny.
- Wiesz dzwonie do ciebie, bo w sumie Digg przyjedzie do nas na kilka dni i może ty też byś chciała urwać się na jakiś czas? Masz jakiś kontakt z Roy'em? Coś czuje, że razem z naszym wyjazdem zapadł się pod ziemię.
- Co przez to rozumiesz? Mam wziąć urlop i przyjechać na wakacje? - z jednej strony udawała oburzoną, że w ogóle jej coś takiego zaproponował, z innej natomiast serce wyrywało jej się z piersi. Pragnęła tego z całego serca. - Nie widziałam Roy'a. Z resztą nawet myślałam, że jest z wami. - nie dodała, że mało ją obchodziło w tej chwili co dzieje się z Roy'em Harperem.
- W sumie, jesteśmy w ciekawym i spokojnym miejscu i postanowiliśmy, że Diggle mógłby tutaj wpaść na kilka dni, a skoro on jedzie to może i ty byś chciała do nas dołączyć? - Oliver wiedział, że John Diggle jest tutaj niezbędny, szybko przeniknie do towarzystwa i może wyciągnie jakieś informacje o postrachu miasteczka. Niejakim Marcu Blacku, czarnoskórym dilerze narkotyków i przemytniku broni. Co do sprawy Laurel, tak wypadało poza tym Ollie nic jej nie obiecywał. Proponował tylko spotkanie na neutralnym gruncie, z dala od wspomnień, z dala od Starling City. - Rozumiem, że możesz mieć problem z urlopem, ale kilka dni wolnego w ciepłym i słonecznym miejscu to jest to czego potrzebujesz. Wiem o tym. - Queen zastanawiał się jaką dostanie odpowiedź, wszakże był u niego późny wieczór, a u Lance dopiero południe. U niego Felicity brała prysznic, więc wykorzystał tą chwilę. Nie żeby robił coś za jej plecami, po prostu potrzebował zrozumieć.
- Och, wiesz nie spodziewałam się takiej propozycji, ale myślę, że dzień czy dwa nie zbawią mnie i moich zwierzchników. Poza tym z chęcią odwiedzę cię nawet jeśli jest to na końcu świata. - serce Laurel biło mocno i wyraźnie, jakby wreszcie zaczęła żyć pełną piersią. Jej umysł natomiast podsuwał różne scenariusze. A może Ollie w końcu dojrzał do decyzji o ich ponownym zejściu? Może w końcu będą razem? Może w nowym miejscu zazna nowego rozdziału swojego życia. Zbyt wiele pytań, a póki co żadnej odpowiedzi. Już w myślach szykowała strój i makijaż. Kiedyś kupiła na taką okazję czarną suknię z czerwonymi akcentami, wiedziała, że to spodoba się Oliverowi jakiego zna, a przecież znała.
- A co tam u twojego taty? Jak się czuje? Wiadomo już co mu dolega? - Oliver znów skupił się na rozmowie. - Czy to ma jakiś związek z Mirakuru?
- Nie wiem i szczerze powiedziawszy nikt mi za wiele nic nie mówi, ale tato czuje się już znacznie lepiej, leki przynoszą poprawę i za kilka dni na pewno wypiszą go do domu. Z resztą znasz tatę, on chce już w tej chwili wracać do pracy. - Laurel urwała na moment. - A jak tam panna Smoak się ma? Wszystko z nią dobrze, nie wyglądała ostatnio najlepiej - Nie ma to jak wbić szpile głęboko, żeby bolało.
- Odżyła, znów jest taka jak dawniej, a poza tym bardziej zrelaksowana. Mam nadzieje, że za kilka dni będzie miała się jeszcze lepiej... - urwał, bo Felicity właśnie wróciła do pokoju i to w samym ręczniku. - Muszę kończyć, odezwę się z dokładną datą odlotu i miejscem przybycia, gdzie będziemy na was czekać. - Oliver poczuł się jak przyłapany na gorącym uczynku. A przecież nie zrobił niczego złego. Ludzką rzeczą jest się mylić. Popełniać błędne decyzje, zmieniając przy tym tylko ich stopień i znaczenie, bo co za różnica czy to „sprite” czy „pepsi”? 

W czasie kiedy Oliver Queen zastanawiał się czy dobrze robi zapraszając Laurel. Starsza z sióstr Lance układała w myślach nowy plan poskromienia Arrow'a. Zachowywała się teraz jak w amoku, jak wiele dziewczyn, które na widok Olivera rzucały swoich obecnych chłopaków i szły z nim w tango. A Laurel Lance taka właśnie była zamykała oczy i skakała w przepaść.

komentarze

  1. Podoba mi się twój styl pisania i całe opowiadanie. Piszesz ładnie i nie zauważyłam błędów. Chcę już next.
    Zapraszam też na: corka-nocy-obdarzona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbytnio tego parringu nie lubię ,ale rozdział fajny .

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. To zapowiada się niezręcznie na pewno Laurel coś wykombinuje :(
    Trzymam kciuki za Felicity. Fajny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani cóż tu dużo pisać o komentarzach - dział współpraca stoi dla Was otworem. Ja nie smamuję Wam w notkach, a Wy no cóż.
    Dla pozostałych co czytają = komentują. Dziękuję, pisze dla Was ;)

    OdpowiedzUsuń