Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

29.6.14

Rozdział 2


*** 


Oliver tego popołudnia długo nie mógł znaleźć sobie miejsca, przestał odbierać telefony od Laurel. Nie wiedział nawet, ze coś stało się z jej ojcem. Mało go to interesowało. Chciał się od niej odciąć, a ona mu tego nie ułatwiała. Wpatrywał się w ekran telefonu i czekał na wieści od Digg'a. Zlecił mu śledzenie panny Smoak. Kto wie ile jest w stanie zrobić w gniewie. Po kilku minutach zadzwonił telefon. 


- No mów Digg co masz? - rzucił, a po chwili pogrążył się w pełnym skupieniu. Słowa jego ochroniarza zrobiły na nim wrażenie. - Nie spuszczaj jej z oka, podaj lokalizacje, zaraz tam będę. - rozłączył się, ubrał strój Arrow'a i wsiadł na swój motor. Mógł pojechać jako Oliver ale wolał zrobić to jako Łucznik. W końcu strój Mściciela był znakiem, a on chciał dać dziewczynie znak. Poza tym potrzebował tego kamuflażu na wypadek gdyby coś nie poszło po jego myśli. 


Panna Smoak wlepiała wzrok w ciemności na ulicy nieopodal jej domu. Serce waliło jej mocno, jak gdyby biegła od początku drogi. A przecież zmusiła się, by iść spokojnie i dostojnie, czuła na plecach czyjś oddech to mógł być każdy, zarówno John Diggle jak i morderca, na pewno jednak nie był to Arrow. Zapewne Oliver tuli teraz w ramionach Laurel Lance i nawet nie przypuszcza, że Felicity może umrzeć w tym zaułku miasta. Jednak kiedy się odwróciła, ujrzała kogoś, kto z szarmanckim ukłonem pomógł jej wejść do budynku w którym mieszkała, po czym znalazł się razem z nią na korytarzu. Dziewczyna nie powiedziała ani słowa, w milczeniu otwierała drzwi od swojego mieszkania, a on szybko zamknął je za nimi. W końcu była bezpieczna, jakby nie zdarzyło się nic niezwykłego. Jak gdyby Felicity Smoak nie spotkała i nie wciągnęła do swojego mieszkania najbardziej nieuchwytnego, najusilniej poszukiwanego przez policję Zakapturzonego. Który przecież był jej przyjacielem i był kimś więcej, ale zakpił z tych uczuć. A ona była w stanie kupić od niego każdą bajeczkę. Była głupia, ot taka blondynka z dowcipów. Skupiła się jednak na postaci, która stała razem z nią w salonie. Dziewczyna opadła na jedno z wolnych siedzeń i zamknęła oczy, musiała się skupić i zebrać myśli. Cały dzień myślała o tym jakby to było być w jego ramionach i za każdym razem widziała szyderczy śmiech Olivera i Laurel a do oczu cisnęły jej się łzy. Nawet dzisiaj kiedy była w ich nowej kryjówce miała nerwy napięte ze strachu i niepewności, nie wiedziała bowiem czego się spodziewać. W końcu nie było żadnej gwarancji, że ów mężczyzna przeprosi ją. A nawet jeśli tak, nie wiedziała, czy zdoła przeprowadzić swój plan. Tylko niezłomna obecność Johna dodawała jej otuchy, sprawiała że Felicity nie uciekła od każdej bijatyki na przedmieściach Starling City. Kiedy otwarła oczy, serce podskoczyło dziewczynie do gardła. Była tak pochłonięta swoimi myślami, że zapomniała o jego obecności w swoim salonie. Omal nie rzuciła niepotrzebnym przedmiotem na widok mężczyzny spowitego w ciemną zieleń. Nie musiała prosić o potwierdzenie, że w jej mieszkaniu stoi nie kto inny jak Oliver Queen aka Arrow. Tylko co on tutaj robił? W tym czasie powinien jeść kolacje z Laurel lub szukać innej kobiety na jedną noc. 


- Po co ta cała szopka? - zapytała, choć zdawała sobie sprawę, że to co za chwilę usłyszy zmieni jej życie. Mężczyzna pilnował się, żeby mieć księżyc za plecami, przez co odsłoniętą część twarzy utrzymywał w cieniu. Głos też rozmyślnie ściszony, nie zdradzał innych cech poza głębokim, łagodnym brzmieniem. Jednak blond-informatyczka znała ten głos i znała tą postać jak własna kieszeń, dlatego czekała na to co ma się wydarzyć, poza tym troszkę się odprężyła. 


- Felicity, wiem, że zamierzasz uciec. Nie możesz, przedstawienie musi trwać z Tobą i Digg'iem jesteście mi potrzebni. Ty jesteś mi potrzebna jak tlen. Wiem, że źle wyszło z Laurel, ale to nie zmienia tego co czuje. - w mowie mężczyzny nie wyczuwało się żadnego charakterystycznego akcentu. 


- Udowodnij, że to co mówisz ma sens - nie tego się spodziewał, jednak czuł, że te słowa wiele kosztowały Smoak, a on nie miał zamiaru się wycofywać. Jeśli się powiedziało A to trzeba i B. Wyciągnął telefon, wykręcił numer i dał na głośnomówiący. 


- Laurel Lance, słucham – odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. 


- Cześć Laurel, tu Oliver, dzwonie by powiedzieć Ci coś ważnego... - nie dokończył, bo dziewczyna automatycznie mu przerwała. 


- Ollie. Ja też muszę Ci coś powiedzieć... Dzwoniłam do Ciebie chyba z dziesięć razy, tato jest w szpitalu. Jeśli możesz to przyjedź proszę. Wiesz co muszę już kończyć... Mam telefon ze szpitala na drugiej linii - rozłączyła się. 


Felicity nie dała mu dojść do głosu – Jedź, ona Cię potrzebuje. - Jednak on nie ruszył się z miejsca. 


- Ja za to potrzebuje Ciebie Felicity. Jeśli mam jechać do szpitala to tylko z Tobą.

komentarze

  1. Awww, Olicity <3
    Cudownie jest coś o nich poczytać :D Fajnie piszesz, szkoda tylko, że rozdziały są takie krótkie. Podobają mi się opisy uczuć Felicity.
    Brrr, Laurel. Czy tylko ja jej nie lubię?
    Ciekawa jestem co będzie dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały są co prawda krótkie ale będą pojawiać się częściej :) Przyznam Ci się, że ja też nie nie przepadam za Laurel ;)

      Usuń
    2. Ja też nie lubię Laurel, buuu

      Usuń
    3. Lauren to jędza buuu myśli tylko o sobie. Nie lubię jej bo skrzywdziła Tommiego :(

      Usuń
  2. Wow to mamy team Felicity super, od dawna również szukałam jakiś opowiadań o Felicity i znalazłam twoje co bardzo mnie cieszy, roździał bardzo fajny

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że rozdziały są krótkie! Dobrze się je czyta, szybko. W dobie Internetu i nadmiaru informacji, to zbawienne rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń