Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

19.7.18

Wierni towarzysze Strzały 9





***

Przez parę długich dni Felicity na przemian traciła odzyskiwała przytomność. Dopiero po tygodniowym pobycie w szpitalu zaczęła wracać do zdrowia. Dziesiątego dnia została przewieziona do zwykłej izolatki. Od tej chwili Oliver nie odstępował jej na krok. Nie ratował miasta, nie stał na jego straży, nie pomagał bezbronnym, nie atakował skorumpowanych. Tak zwyczajnie zawiesił swoją działalność jako Arrow, nie ochronił panny Smoak, a skoro nawet tego nie potrafił to i miastu nie jest potrzebny. Z resztą przez ostatnie tydzień nie miał by do tego głowy. Taka sytuacja była mu na rękę, pozwała spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Kapitan Lance często dzwonił i pytał o zdrowie Felicity, Donna Smoak nawet przyleciała aby odwiedzić córkę ale nie została wpuszczona. Zrezygnowana pojechała do hotelu, w którym na kilka dni się zatrzymała. Queen miał ją informować telefonicznie, aby w razie co mogła szybko przyjechać do swojej najukochańszej córeczki. Oliver od czasu do czasu wpadał do firmy aby załatwić najpotrzebniejsze sprawy. Większość obowiązków i tak wzięła na swoje barki Thea, bo jej brat koczował w dosłownym słowa znaczeniu w szpitalu. Pojawiali się również odwiedzający. John Diggle przyjeżdżał najczęściej, ale był przygaszony i trzymał się na uboczu. Laurel Lance wpadła kiedyś w towarzystwie Thei. Felicity potraktowała ją uprzejmie ale chłodno. W obecności Olivera była wyraźnie skrępowana.
- Musisz wrócić do swojej nocnej zmiany. Miasto cię potrzebuje. - tłumaczyła pewnego ranka, gdy sanitariuszka i salowa posadziły ją na krześle, żeby zmienić pościel. - Za parę dni zostanę wypisana. Tak przynajmniej mówi lekarz, naprawdę nic mi już nie jest.
Oliver nie odezwał się słowem, obserwując krzątającą się po sali salową, która wkrótce skończyła porządki i pomogła pannie Smoak przejść kilka kroków i ułożyć się na świeżym posłaniu. Kobieta uśmiechnęła się nieśmiało do Queena, zamykając za sobą drzwi. Milczenie z minuty na minutę się przeciągało, atmosfera gęstniała tak mocno, że można było ją kroić nożem niczym tort. Oliver podszedł do łóżka panny Smoak i długo jej się przyglądał. Była wymęczona, blada, włosy kleiły jej się z brudu, a przejście ze szpitalnego krzesła okazało się dla niej nie lada wyczynem. W oczach mężczyzny wyglądała zaś kwitnąco, bo wciąż miał w pamięci, jak mizernie prezentowała się zaraz po operacji. 
- Jeśli będziesz tu wiecznie przesiadywał, przeze mnie wywalą cię z firmy - tłumaczyła. 
- Wydaje ci się. Mam zgodę zarządu  - ujął jej drobną dłoń i kciukiem pogłaskał. - Wszyscy cholernie baliśmy się o ciebie. - dodał z powagą. 
Poruszyła palcami, jakby jego dotyk ją parzył. 
- Nie musisz mnie trzymać za rękę. Nie jestem już dzieckiem. -  dodała sennym głosem. 
- Chcę. - powiedział cicho. - Chcę być przy tobie, teraz i zawsze. 
Odwróciła wzrok i cofnęła dłoń. 
- Laurel pewnie była zszokowana - odparła ponuro. - Mam nadzieje, że zechce poczekać aż wyjdę ze szpitala, nim pochwyci cię nareszcie w swoje łapki. 
Oliver westchnął krótko,wstał i wcisnął ręce w kieszenie. 
- Teraz musimy myśleć wyłącznie o twoim zdrowiu. Wrócimy do tej rozmowy, kiedy poczujesz się lepiej. 
- Po co to odwlekać. Przecież ty i ona, zawsze i na zawsze. Tak było, jest i będzie. Nikt ani nic tego nie zmieni. Nigdy. 
Mężczyzna spochmurniał, odwrócił się i popatrzył przez okno. W tej samej chwili doznał olśnienia. 
- Zapomniałaś, że mamy wyjechać w interesach do Rosji? - mruknął - Chyba nie chcesz abyśmy osłabili naszą pozycję przetargową. Wiadomość o tym, że mój najlepszy współpracownik odszedł, na pewno jej nie wzmocni. 
- Oliverze, moim zdaniem takie sprawy nie mają wpływu na negocjacje - mruknęła bez przekonania. 
- Nie ryzykujmy, po co kusić los. 
Kobieta spochmurniała, ale nie zaprzeczyła, poddała się. Ich konflikt póki co został zakończony. 
- Zgodzę się na wszystko, co jest ci na rękę - odparła po długim milczeniu. - Ale musisz się liczyć z tym, że nie będę się czuła na siłach, żeby polecieć do Rosji. 
- Na razie musisz wyzdrowieć, a potem pożyjemy, zobaczymy - odparł i podszedł do łóżka. Twarz miała wymizerowaną i skurczoną, oczy podkrążone z niewyspania. Martwiła się, było to widać gołym okiem. Wyciągnął rękę i opuszkami palców musnął jej policzek. 
- Dzisiaj wyglądasz o wiele lepiej. 
- A czuje się tak samo źle, strasznie wolno to idzie - poskarżyła się, mając na myśli swoją rekonwalescencję. Czemu Oliver kiedy został postrzelony club pobity tak szybko wracał do zdrowia jakby był niezniszczalny, a ona musiała męczyć się i cierpieć tak długo? To niesprawiedliwe, przeklinała w duchu. 
- Źle sypiasz, prawda? - zapytał z troską w głosie. - Oczy masz podkrążone, śnią ci się koszmary? 
- Pewnie nie wyglądam jak Miss USA z którą chciałbyś się przespać, prawda? - zapytała uszczypliwie, jakby chciała go sprowokować. Powinna ugryźć się w język, kiedy jednak nie uzyskała odpowiedzi, dodała - tak. Tamto wraca i jakby nie pozwala mi zapomnieć... - dodała z ociąganiem. 
- Wiem co zrobiłaś. Diggle mi powiedział. Nie mogłaś po prostu krzyknąć i ostrzec mnie?
- Nie było czasu. Helena trzymała cię na muszce. Kiedy ją zobaczyłam, już naciskała spust, to były sekundy. - tłumaczyła sennym głosem, a powieki coraz bardziej jej opadały. - Nie mogłam pozwolić by cię zabiła. 
- Posłuchaj, chciałbym ci coś powiedzieć...- zaczął, ale Felicity przerwała mu w połowie zdania. 
- Nic nie musisz mi mówić. To był mój wybór, od początku do końca tylko mój. Doskonale wiedziałam co robię. Sama podjęłam decyzję. Opiekowałeś się mieszkańcami tego miasta i mną przez kilka lat, stałeś na straży ładu i porządku. Teraz nadeszła moja kolej, żeby się o ciebie zatroszczyć. 
Queen nie mógł zapomnieć, jak wyglądała zaraz po postrzale. Drobna, bezwładna, krucha i nieruchoma... Chciał ją objąć i przytulić lecz po raz kolejny odsunęła się od niego. 
- Oliverze, proszę nie wyolbrzymiaj tego. Nie komplikujmy sobie życia. I tak będziesz musiał nieźle się nagimnastykować aby je uporządkować. Po co dokładać jeszcze z mojego powodu parę centów. Nie jesteś mi nic winien, już to sobie wyjaśniliśmy. - ponownie spojrzała na niego. Czy on nic nie rozumiał? Po co się w to pakował? Po co chciał znów zawrócić jej w głowie a potem wybrać Laurel. Smoak była przemęczona ale nie naiwna, kochała go ale wiedziała, że on jej nie. Nie było innego wyboru niż zakończyć to nim oboje posuną się za daleko. - Wiem, że teraz czujesz się winny ale ten kurz w końcu opadnie. To, że zostałam ranna nie oznacza, że masz się dla mnie poświęcić. Nie ma potrzeby abyś czuł się winny i tkwił w układzie, który jest dla ciebie krępujący. 


***


Przez kolejnych kilka dni powtarzał się ten sam schemat, on próbował wyjaśnić jej nieporozumienie, ona zbywała go twierdząc, że nie musi tego słuchać. Wydawała się głucha na wszelkie możliwe argumenty. Z góry uznała je za kłamstwa wynikające z litości i poczucia winy. Felicity Smoak była tak samo uparta jak on, jednak z czasem musiała przyznać, że czasami warto zaufać swojemu sercu bardziej niż rozumowi. Już on się o to postara, a przynajmniej spróbuje to zrobić. Bojownik po raz pierwszy od dawien dawna uświadomił sobie, że odzyskanie jej zaufania będzie o wiele trudniejsze, niż sądził. 
- Stracisz ją Oliverze. Nie będzie czekała na ciebie w nieskończoność. Nie zwlekaj zbyt długo, jesteście sobie przeznaczeni. - ostrzegła balansując na granicy jawy i snu. Powiek jej opadły, powoli zapadała w sen. 
- Masz rację, Felicity, sprawa jest niecierpiąca zwłoki. Rzeczywiście nie powinienem dłużej zwlekać - odparł ciszej niż zamierzał. Udręczonym wzrokiem wpatrywał się w jej bladą twarz. Jednak blondynka już go nie słyszała, ponieważ głęboko spała.